Dominika Figurska, aktorka na co dzień grająca w teatrach we Wrocławiu,
Krakowie i Warszawie, oraz Michał Chorosiński, aktor filmowy
i teatralny, są dobrze znani widzom z serialu M jak miłość. Mieszkają
w podwarszawskim Konstancinie, a ich dom wypełnia gwar dziecięcych
głosów. Nastka przewodzi dwójce młodszego rodzeństwa. Matylda słucha
się rodziców, a zawadiacki Józio jest jej przeciwieństwem. W ciągu dnia
rodzina się rozdziela: Nastka jest w szkole, Matylda w przedszkolu,
Józio w żłobku, a Dominika i Michał w pracy. Wszyscy niecierpliwie
czekają na wspólne popołudnie.
◗ Jesteście małżeństwem od ośmiu lat. Jakie to były lata?
Michał Chorosiński: Z mojej perspektywy bardzo dobre. Bywały lepsze i gorsze chwile, ale myślę, że w sumie przyniosły nam wiele ciekawych doświadczeń i pogłębiły naszą relację.
Dominika Figurska: Były to lata, które nas zmieniły. Narodziły się nasze dzieci i my z pary dzieciaków stawaliśmy się rodzicami – odpowiedzialnymi za życie i wychowanie tych cudownych istotek. Momentami to dojrzewanie bolało, ale z perspektywy uważam, że to bezcenne doświadczenia – ku wzrastaniu. Na naszym ślubie ksiądz opowiedział historię swoich rodziców, którzy obchodząc 50. rocznicę ślubu stwierdzili, że kochają się dużo bardziej i inną miłością niż na początku. Wtedy nie mogłam tego zrozumieć, bo przecież byliśmy w sobie z Michałem tak bezgranicznie zakochani. Tymczasem niedługo minie pierwsze dziesięciolecie od naszego ślubu i coraz lepiej rozumiem, co rodzice księdza mieli na myśli.
◗ Czy z czasem lepiej rozumiecie też istotę sakramentu?
Michał: Wiem z własnego doświadczenia, że człowiek dojrzewa do świadomości tego, czym jest sakrament. W liceum, jak wielu moich rówieśników, przechodziłem okres buntu wobec wiary. Nie przystąpiłem wtedy do sakramentu bierzmowania. Dopiero trzy lata przed ślubem, na początku znajomości z Dominiką, powoli wracałem do Kościoła i do Pana Boga. W geście miłości do mojej przyszłej żony zdecydowałem się przyjąć sakrament bierzmowania. Poprosiłem Dominikę o wybranie dla mnie imienia, a ona, zachwycona moją decyzją, zaproponowała mi imię Arian, które po prostu jej się podobało. Przed uroczystością podałem pomocnikowi biskupa kartkę z tym imieniem, a on wyczytał imię Adrian. Okazało się, że Arian to imię heretyckie, pochodzące od braci arian. Miałem dobre chęci, ale nie byłem przygotowany intelektualnie. Nie wiedziałem, że wybór imienia jest zarazem wyborem patrona. Ostatecznie zostałem Adrianem i odkryłem czterech świętych o tym imieniu. Świadomość istoty sakramentu dociera z czasem, poprzez rozwijanie własnej duchowości. Trzeba nad tym nieustannie pracować. To właśnie sakrament uchronił nasze małżeństwo w chwili kryzysu. Był duchowym spoiwem, które pozwoliło nam przetrwać.
Dominika: Wierzę w moc, która płynie z sakramentu małżeństwa. Odczuwam to jako ochronę i drogowskaz. Nie jestem wolna od błędów, od grzechów, ale wydaje mi się, że mając wytyczoną drogę, nawet gdy zboczę, łatwiej i szybciej trafię na „dobry tor”.
◗ Co jest podstawą Waszego małżeństwa?
Dominika: Z perspektywy minionych ośmiu lat uważam, że bycie blisko Pana Boga. To fundament naszego małżeństwa, obok miłości, wzajemnego szacunku i poskramiania egoizmu.
Michał: W chwili, kiedy nasze życie duchowe kulało, nasze małżeństwo też kulało.
◗ Jak wiara jest widoczna w Waszym codziennym życiu rodzinnym?
Dominika: Ja chodzę do kościoła, uczestniczę we mszach świętych. Najtrudniej jednak jest mi dawać świadectwo wiary we własnej rodzinie, czyli mieć cierpliwość do dzieci, szanować męża.
Michał: Wyrażamy naszą wiarę poprzez modlitwę i Biblię. Modlitwa jest podstawową bronią chrześcijanina, a Biblia – najważniejszą z książek. Staramy się, aby dzieci codziennie modliły się przed snem. Józio na razie nie potrafi, ale mamrocze modlitwę po swojemu i stara się zrobić znak krzyża. Zabieramy dzieci do kościoła i odpowiadamy na ich pytania związane z wiarą. Przyglądamy się filmom, jakie oglądają, ich zabawom, czytanym przez nie książeczkom. Dbamy o to, by niosły one przesłanie chrześcijańskie. Matylda chodzi do przedszkola sióstr pasterzanek i ewangelizuje całą rodzinę.
◗ Modlicie się razem?
Michał: Wydaje mi się że modlitwa powinna być sprawą osobistą. Zapadło we mnie zdanie z Ewangelii, że nie ten czyni właściwie, który pokazuje, jak się głośno modli, tylko ten, który w skrytości serca pójdzie i poprosi Ojca.
Dominika: Jednak jest też powiedziane, że gdzie dwóch się modli w imieniu Jezusa, tym będzie dane. Powoli dojrzewamy do wspólnej modlitwy.
◗ Pochodzicie z rodzin wierzących?
Dominika: Moja rodzina była wierząca, ale niepraktykująca. Rodzice się rozwiedli. Dopiero teraz coś się w nich zmieniło w tej kwestii. My budujemy naszą rodzinną duchowość od początku. Chciałabym, aby dzieci wyrosły w rodzinie praktykującej. Ja wyniosłam z domu szacunek do drugiego człowieka, miłość do bliskich, ale nie wiarę.
Michał: Nie znam tajników sumienia moich rodziców, ale sądzę, że jeśli chodzi o wiarę, to to, gdzie doszedłem, stało się nie tylko dzięki rodzinie, chociaż pochodzę z katolickiego domu. Miałem wielkie szczęście, że spotykałem na swojej drodze życiowej również innych ludzi, którzy przybliżali mnie do Pana Boga.
![]() |
| fot. MIKOŁAJ GOSPODAREK |
◗ Powiedzcie, co Was łączy, a co dzieli?
Dominika: Dzieli nas na przykład temperatura otoczenia: ja jestem ciepłolubna, Michał natomiast może mieszkać w lodówce. Oprócz tego drobne przypadłości związane z życiem codziennym oraz standardowe różnice wynikające z odmienności płci. Pracujemy jednak nad tym. Scalają nas zawsze sprawy dzieci i nasza miłość.
Michał: Mamy dla siebie więcej wyrozumiałości niż na początku małżeństwa. Doskonałym przykładem jest sprawa mojego hobby, czyli piłki nożnej. Kobieta nigdy nie zrozumie, co może być pociągającego w bieganiu po trawie za kawałkiem skóry. Wolność z okresu narzeczeństwa kończy się w małżeństwie, choć sądzę, że człowiek zawsze powinien mieć skrawek własnej przestrzeni. Wtedy jednak okazuje się, że dwa treningi w tygodniu są wielkim problemem. Każde moje wyjście oznaczało awanturę i próbę wzbudzania poczucia winy ze strony Dominiki. Namawiałem ją, aby także znalazła sobie pasję, ale żadne argumenty nie pomagały. Dopiero z czasem nabrała zrozumienia.
Dominika: To prawda. Kiedy byliśmy parą, ten problem nie istniał, ale z chwilą narodzin dzieci uznałam, że powinniśmy poświęcać im jak najwięcej czasu. Zdeterminowało mnie poczucie obowiązku, świadomość, że z wielu rzeczy powinno się zrezygnować, oraz silne pragnienie bycia z dziećmi. Na szczęście udało nam się ten konflikt zażegnać.
◗ Co jeszcze chcielibyście w sobie zmienić dla dobra współmałżonka?
Dominika: Pragnęłabym lepiej wczuwać się w męża i częściej dziękować za wszystko dobro, które od niego dostaję.
Michał: Staram się ulepszać jakość czasu poświęcanego żonie i rodzinie, a także okazywać uczucia za pomocą drobnych gestów: kwiatów czy podarunków. Tu przypomina mi się anegdota. Zaprzyjaźniona z nami pani profesor pyta swojego męża: „Przez tyle lat nie powiedziałeś, że mnie kochasz. Może w końcu mi to powiesz?”. Na to on zachmurzony odpowiada: „Rzeczy oczywistych nie trzeba mówić”. Ja muszę pracować nad tym, żeby zrozumieć, że dla drugiej osoby nie wszystko musi być oczywiste.
◗ Czy macie poczucie, że dzieci też wymagają od Was nieustannej pracy nad sobą?
Michał: Zdecydowanie tak. Każde z nich ma inny temperament, wymaga od nas wielkiej cierpliwości i uwagi. Skupienie się na dziecku jest trudne, szczególnie gdy nieustannie zadaje ono pytania, jak nasza najstarsza córka Nastka. Jednak trzeba się na to zdobywać. Słuchać pytań dziecka i odpowiadać na nie. To ważny element wychowania, podobnie jak nauka.
Dominika: Pracujemy także nad tym, by nie podnosić głosu. Staramy się być konsekwentni, z różnym skutkiem, co zawsze zostaje przez dzieci wykorzystane. Nie ukrywamy przed dziećmi, że do doskonałości nam daleko. Potrafimy przyznać się do błędu i przeprosić. Dzieci odpłacają nam tym samym. Wiem, że warto dla nich pracować nad sobą, gdyż to one, oprócz dobrego, kochającego męża, są dla mnie sensem i wielką radością życia.
◗ Wychowujecie Nastkę, Matyldę i Józia intuicyjnie czy podręcznikowo?
Dominika: Intuicyjnie. Czasem jednak myślę, że gdybyśmy czytali książki na temat wychowania, czego nie robimy z braku czasu, udałoby się nam uniknąć wielu błędów.
◗ Czy ktoś Wam pomaga w opiece nad dziećmi?
Michał: Zwykle wymieniamy się w opiece nad dziećmi, a jeśli zdarza nam się mieć próby lub zdjęcia w tym samym czasie, pomaga nam rodzina i zaprzyjaźniona opiekunka.
◗ Wspomnieliście, że każde z Waszych dzieci jest inne. Jakie zatem mają charaktery?
Michał: Nastusia to żywa, otwarta dziewczynka, choć czasami zaskakująco nieśmiała. Jest uparta, zdecydowana i ma silny charakter. Lubi manifestować swoją osobowość, np. zakładając getry na ręce.
Dominika: Matylda woli wyręczać się Nastusią, a w gruncie rzeczy jest mniej wstydliwa. Łatwo nawiązuje kontakty z dziećmi w każdym wieku. Jest radosna, a zarazem posłuszna, w przeciwieństwie do siostry. Józek jest rozpieszczony przez dziewczynki, które mu na wszystko pozwalają. Potem słyszymy skargi, że roznosi żłobek. Wcale nas nie słucha, a siostry zawsze stoją za nim murem.
Michał: Jest oczkiem w głowie mamusi, która pozwala mu na łobuzowanie.
Dominika: Mówisz to z przekory! Kiedy wyjechałam, Michał zadzwonił do mnie po pierwszych dniach pobytu Józia w żłobku. „Pani skarżyła się na Józia, że zanim podała mu łyżkę, już wyjadł rączką koledze z talerzyka buraczki” – usłyszałam w telefonie radosny głos Michała, a w tle wtórujące mu dziewczynki.
![]() |
| fot. ZBIGNIEW GAWRON SSP |
◗ Czy obowiązki domowe dzielicie po równo?
Dominika: Tak, prezentujemy partnerski model rodziny. Moje koleżanki się dziwią, że mogę zostawić męża z dziećmi nawet na dwa tygodnie i jestem spokojna, że o wszystko zadba.
Michał: Moi koledzy też się dziwią, że mogę zostawić żonę z dziećmi nawet na dwa tygodnie!
◗ Czy dla dobra rodziny rezygnujecie z niektórych zawodowych propozycji?
Dominika: Nieustannie dokonujemy takich wyborów. Gdybyśmy godzili się na wszystko i rzucili w wir pracy, dzieci wychowywałyby obce osoby. Staramy się nie pracować intensywnie, ale poświęcać dużo czasu rodzinie. Po różnych doświadczeniach razem doszliśmy do wniosku, że utrata czasu spędzonego z dziećmi byłaby bezpowrotna.
Michał: To, że nie przyjmujemy wszystkich propozycji, jest naszą świadomą decyzją. Zresztą nie w każdym projekcie chcielibyśmy brać udział.
◗ Nie jesteście stałymi bywalcami bankietów i gali gwiazd. Dlaczego?
Dominika: Jeśli mamy do wyboru bankiet i spędzenie wieczoru z dzieciaczkami, zostajemy z nimi. Razem wychodzimy najczęściej do kina lub teatru albo gdzieś indziej, szukając intymności.
◗ Czy starsze córki mają już świadomość tego, czym na co dzień zajmują się rodzice?
Dominika: Nastusia grała z nami w serialu, ale w przeciwieństwie do Matyldy nie przepada za występami publicznymi. Cieszyła się, jadąc na plan, na spotkania z ludźmi. Jednak gdy wielokrotnie powtarzała te same kwestie, czuła się znudzona i zmęczona. Teraz zajmuje się dubbingiem. Na początku narzekała, ale ostatecznie chyba to polubiła. W teatrze uwielbia garderobę, gdzie może się przebierać. Odkrywa tajniki sztuki, pytając aktora, grającego w spektaklu kobietę, skąd ma piersi. Natomiast zaczęła wykorzystywać swoją grę w serialu, gdy zdała sobie sprawę, jakie może to przynosić profity. Kiedyś nie mogła czegoś dostać i usłyszałam, jak mówi: „A wie pani, że ja gram tę Olę w serialu M jak miłość?”. Natychmiast na to zareagowaliśmy, aby nie myślała, że z tego powodu będzie miała jakieś ulgi.
Michał: Dziadkowie opowiadali, że gdy Nastusia była z nimi nad morzem i zawołała ją jedna pani, odpowiedziała: „Nie, tylko proszę bez żadnych autografów!”.
◗ Przed nami Boże Narodzenie. Co z bożonarodzeniowej tradycji jest dla Was najważniejsze?
Dominika: Z dzieciństwa wyniosłam obraz bożonarodzeniowego spotkania rodzinnego. Były to chwile na bycie z bliskimi, z którymi w ciągu roku nie mieliśmy czasu się zobaczyć.
Michał: W moim domu wszyscy spotykaliśmy się zawsze u seniorki rodu. Dziś jest nią babcia.
Dominika: Własną tradycję dopiero tworzymy. Chciałabym, aby nasze dzieci właściwie to święto rozumiały i wiedziały, co jest jego istotą. Ale też by był to dla nich dobry i radosny czas spędzony w gronie dużej rodziny, gdzie nie brak biesiadowania przy tradycyjnych potrawach, śpiewania kolęd i rozmów. Ja i Michał pochodzimy z innych rejonów Polski, dlatego potrawy w naszych domach się różniły. Dobrze byłoby je na stole połączyć. W zeszłym roku po raz pierwszy w życiu robiliśmy pierogi… do rana!
Michał: W radosnym wigilijnym oczekiwaniu na przyjście Kogoś najważniejszego razem dekorujemy choinkę i przygotowujemy świąteczne potrawy. Ma to wymiar symboliczny.
◗ Które święta Bożego Narodzenia wspominacie jako najpiękniejsze?
Dominika: Pierwsze święta każdego z naszych dzieci. Nowy członek rodziny zawsze wprowadza szczególnie radosną atmosferę.
◗ Gdzie w tym roku spędzicie święta?
Dominika: W naszym domu. Duże rodzinne święta już wcześniej u nas bywały. W tym roku zorganizujemy Wigilię, a w pierwszy dzień świąt pojedziemy do babci Michała. Przygotujemy ulubione danie Michała, kluski z makiem i bakaliami, na które czeka cały rok i sam uciera do niego mak. Zrobimy karpia w galarecie z nadzieją, że tym razem galareta się zsiądzie, podamy też drugą rybę, np. dorsza, oraz barszcz z uszkami, sałatkę śledziową, kapustę z grzybami i zupę z wiśni, moje danie z dzieciństwa.
Michał: I jeszcze kupię, jak co roku, prawdziwą pachnącą choinkę.
◗ W domu aktorów nie ma chyba problemu z rolą Świętego Mikołaja?
Michał: No cóż, Święty Mikołaj zostawia u nas prezenty i od razu jedzie dalej. Na studiach wielokrotnie dorabiałem jako Święty Mikołaj, ale w rodzinnym domu nie podjąłem się tej roli. Myślę, że dzieci natychmiast odkryłyby nieobecność taty i skojarzyły fakty.
◗ Jak podsumowujecie ten mijający rok i czy podejmujecie postanowienia noworoczne?
Dominika: To był dobry rok, który wytycza na przyszłość właściwy kierunek. Chciałabym wytrwać w tym, co nam się dotąd udało. Żyję na bieżąco i planuję tylko na tydzień. Taka perspektywa mi wystarcza.
Michał: Dla mnie też był to bardzo dobry rok, rodzinnie i zawodowo. Na studiach podejmowałem ambitne postanowienia, ale już wtedy nie udawało mi się w nich wytrwać. Dziś podchodzę do tego dojrzalej, ze świadomością, jak trudna będzie realizacja.
◗ Bardzo dziękuję za rozmowę.










