![]() |
| Magda i Leszek Blanikowie z synem Arturem fot. Andrzej Niedźwiecki |
Rozmawiając ze mną, Magda i Leszek Blanikowie prowadzą równocześnie ożywiony dialog między sobą. Każde z nich bez ogródek mówi o uczuciach i poglądach, pyta wprost o spojrzenie małżonka na daną sprawę, dorzuca uwagi. Widać, że się rozumieją i nie zostawiają niewypowiedzianych myśli, które ich nurtują. Chyba właśnie to – nawet w momentach, gdy nie dochodzą do porozumienia – buduje ich związek.
◗ Zdobycie złotego medalu olimpijskiego, o który Leszek walczył na igrzyskach od 2000 roku, to przełomowy moment, spełnienie marzeń. Jak – z perspektywy czasu – to wydarzenie wpłynęło na Waszą rodzinę?
Magda Blanik: Radość, którą czułam zaraz po zdobyciu medalu, jest u mnie wciąż tak samo silna, jak wtedy, i pewnie taka już pozostanie. Gdy przypominam sobie, ile wysiłku włożyliśmy w to osiągnięcie, jak miłe były i są reakcje ludzi, a przede wszystkim uświadomię sobie, że właśnie mojemu Leszkowi udało się zajść tak daleko, łza kręci mi się w oku. Dla takich chwil na pewno warto żyć. Ale mimo wszystko – spoglądając wstecz – wolałam okres przed igrzyskami i bez medalu.
◗ Dlaczego?
Magda: Bo nasze życie nie miało się zmieniać, a zmieniło się bardzo. Brązowy medal z 2000 roku z Sydney nie zmienił aż tylu rzeczy…
◗ Czy to oznacza, że byłaś przeciwna temu, by mąż startował w Pekinie?
Magda: Ależ skąd! To była nasza wspólna decyzja i wspólny cel! Kilka lat temu, gdy urodził się Artur, postanowiłam, że zrobię co w mojej mocy, by Leszek mógł kontynuować karierę sportową. Bo jeśli chce się faktycznie osiągnąć sukces, trzeba wszystko w życiu rodzinnym temu podporządkować. Świadomie wzięłam na siebie maksymalnie dużo obowiązków, by Leszek mógł ćwiczyć.
Leszek Blanik: Gdy rano szedłem na trening, Magda robiła zakupy, przygotowywała obiad. Kiedy wracałem, wychodziła z dzieckiem, żebym mógł odpocząć. Spotykaliśmy się w domu około godziny 19. Tak było przez prawie rok przed igrzyskami.
Magda: Jednak dużo trudniejszy okazał się dla mnie okres po powrocie Leszka z Pekinu. Mieszkał w domu, już tyle nie trenował, ale wciąż go nie było. Większość czasu poświęcał innym ludziom, chociażby mediom, a nie nam. Rozumiem, że ten moment tuż po igrzyskach musiał tak wyglądać, ale on trwa dobre kilka miesięcy!
Leszek: Tak było do końca roku, przez cztery miesiące. Teraz już nie.
Magda: Ale teraz też jeszcze jeździsz, tylko czasem zabierasz nas ze sobą. I jeszcze ta utrata anonimowości: z jednej strony przyjemna, a z drugiej – męcząca!
Leszek: Magda mówi, że nie jestem asertywny. A ja nie odmawiam wywiadów czy udziału w programach, bo nie lubię odmawiać. Przecież w końcu moja popularność minie (nie nazywam tego sławą, bo to zbyt duże słowo – sławny to był Jan Paweł II albo Lech Wałęsa). Dlatego uważam, że trzeba poznawać ludzi, nawiązywać nowe kontakty, ponieważ to jest bardzo ważne w budowaniu mojej dalszej kariery, np. jako trenera czy działacza sportowego.
Magda: Ja natomiast jestem zdania, że nie powinieneś tego robić kosztem rodziny. Mówisz, że należy chwytać te okazje, które pojawiły się po igrzyskach, bo one mogą zaowocować w przyszłości. Tak samo jest z najbliższymi: czas mija, dziecko rośnie, a Ty, zajmując się czymś innym, tracisz te chwile, które mógłbyś spędzić z nami.
![]() |
| fot. Andrzej Niedźwiecki |
◗ Leszku, co w takim razie jest dla Ciebie ważniejsze: rodzina czy sport?
Leszek: Sport jest moim życiem, ale życiem jest też rodzina. Nie można tego kategoryzować. Gdy mam żonę i dziecko, uprawiam sport i odnoszę sukcesy przede wszystkim dla nich.
◗ Co przez to rozumiesz?
Leszek: Angażuję się tak mocno w gimnastykę głównie po to, by najbliżsi czuli się dumni z moich dokonań. Jest w tym odrobina egoizmu, ale sportowcy, którzy coś osiągnęli, chcąc nie chcąc są niejako obok normalnego biegu spraw, chodzą własnymi ścieżkami. Mimo iż rodzina jest dla mnie ważna – to mam także „swój świat”. Zdaję sobie sprawę, że dla innych to może być niezrozumiałe, nawet żonie może się to nie podobać, ale taki jest mój sposób bycia.
Magda: Ja bym to nazwała próżnością. Oczywiście, każdy wybitny człowiek musi iść swoją drogą. Ludzie albo się dostosowują, albo pozostają wierni swojemu wnętrzu i robią coś wielkiego. Gdy jednak przeanalizujemy sytuacje rodzinne takich ludzi, to się okaże, że albo są samotni, albo mają piątą lub szóstą żonę czy kolejnego męża.
◗ Ale kiedy spojrzysz na życiorysy wybitnych ludzi, to czy nie zauważysz także, że przez swoją postawę małżonek jest co najmniej współautorem sukcesów?
Magda: Pozostaje pytanie: jak długo żona lub mąż są w stanie to znosić?
◗ Jednak w Waszym wypadku nierówny podział obowiązków dotyczył jedynie czasu okołoolimpijskiego i przed mistrzostwami?
Magda: Tak, przede wszystkim. Rzeczywiście wcześniej, przed olimpiadą w Pekinie, po sobotnim treningu Leszek często dzielnie wyruszał na zakupy z kartką w dłoni. A gdy Artur był malutki, tylko on potrafił zaradzić kolce. Nieważne, że właśnie wrócił z treningu, zmęczony i głodny – od razu masował synkowi brzuszek. Przygotowania do mistrzostw nie były tu żadną wymówką. Dawniej chodziliśmy razem do kina, teatru, sklepów, organizowaliśmy huczne imprezy dużo częściej. Teraz brakuje mi robienia czegokolwiek razem. Leszek jest niespokojną duszą i bardzo oddaje się swoim pasjom: jak nie idzie na trening, to ogląda hokej albo jedzie na rozgrywki żużlowe.
Leszek: Magda nie potrafi razem ze mną wytrzymać mojej pasji [śmiech].
Magda: Uważam po prostu, że więcej rzeczy powinno się robić razem. Nie mówię, że wszystko. Niekoniecznie też musi to być coś, co lubi druga strona. Ja na przykład lubię spacery, Leszek natomiast dba o kondycję, a gimnastycy nie powinni zbyt mocno obciążać nóg. Zawsze wyobrażałam sobie, że w niedzielę, po treningu i obiedzie, można by razem powędrować np. na plażę. Ale nie: mąż jedzie na żużel, a ja z dzieckiem – nad morze. Prawda jest taka, że Leszek jest fanatykiem żużla.
Leszek: Fanem.
Magda: Ja bym powiedziała, że fanatykiem. Wcale nie podzielam tej pasji.
Leszek: Zamiłowania do muzyki też?
Magda: Do muzyki – tak. Ale nie do tych głośnych dźwięków, jakie brzmią w samochodzie.
Leszek: Wracając do pytania: wstawanie w nocy do dziecka, kąpanie, karmienie, przygotowywanie mleka, przewijanie, usypianie – wieczorem czy w dzień – w tym też brałem udział. Oczywiście, powiedziałbym, że przewaga Magdy wyniosła tu 60% do 40%. Ale biorąc pod uwagę treningi, wydaje mi się, że poświęcałem Arturowi dość dużo czasu. No, może poza okresami typowo przedstartowymi.
Magda: Rzeczywiście mąż w tym wszystkim uczestniczył. Chociaż wcześniej zarzekał się, że nie będzie pieluch zmieniał. Pamiętasz? A później stało się to dla Ciebie tak naturalne…
Leszek: Gdybym nie pomagał w pielęgnacji dziecka, nie czułbym się do końca ojcem.
◗ Podobno odkrywaniu pełni ojcostwa sprzyja też wspólny poród.
Leszek: Na pewno tata czuje się przez to bardziej związany z dzieckiem. Ale niekoniecznie jest to przeżycie dobre dla mężczyzny. Wydaje mi się, że jeżeli nie chce, to nie ma sensu go zmuszać.
Magda: Ciebie nikt nie zmuszał.
Leszek: Mnie nie. Byłem w szoku i tak się stało, jak się stało. Zostałem przy porodzie, by pomóc Magdzie. Ale za ponowne takie doświadczenie dziękuję bardzo.
Magda: Mnie natomiast obecność Leszka niesamowicie pomogła. Bez niego bym nie urodziła. To on mobilizował mnie, gdy już nie miałam siły.
![]() |
| fot. Andrzej Niedźwiecki |
◗ Artur ma teraz 4 lata. Co lubicie robić razem?
Leszek: Słuchamy muzyki, oglądamy teledyski.
Magda: Właściwie główną formą spędzania czasu mojego męża z Arturem jest słuchanie muzyki lub koncertowanie. Nawet do późna w nocy. Mówię mu: „Mógłbyś pograć z synem w domino, pobawić się kolejką, pobudować z klocków”… Leszek odpowiada, że każdy spędza z dzieckiem czas w taki sposób, jaki uważa za najlepszy.
Leszek: Chcę z synem robić to, w czym czuje się ze mną najlepiej.
Magda: Mnie się nie podoba, że niektóre zajęcia Leszek przeciąga w nieskończoność. Gdy go nie ma, Artur chodzi spać o godzinie 20.30. Natomiast gdy mąż wraca do domu, potrafią razem koncertować do 22.30. A przecież dziecko potrzebuje systematyczności w wieku, w którym najwięcej się uczy, a pewne zwyczaje przechodzą w nawyki.
Leszek: Potrzebuje, ale bez przesady. Nie lubię życia poukładanego od A do Z: teraz robimy to, a potem tamto. O tej godzinie trzeba się położyć, a o tej zjeść. Uważam, że życie jest zbyt piękne, by tak do niego podchodzić.
Magda: No tak, brak porządku! Na przykład od powrotu tatusia z olimpiady dziecko śpi z nami w łóżku.
Leszek: To dobrze. Ja także długo spałem z rodzicami i na złe mi to nie wyszło.
Magda: Właśnie, jest sporo kwestii, co do których mamy całkiem odmienne zdanie.
◗ Jak zatem dochodzicie do porozumienia?
Leszek: Jeśli chodzi o komputer, na którym oglądamy wideoklipy, to racja zostaje po mojej stronie. No, może racja to nie, ale… W końcu płeć męska ma tu przewagę 2:1 [śmiech].
Magda: Trudno, żebym na siłę wyłączała laptop.
Leszek: A poważnie, jeśli chodzi o wychowanie, to jestem jedyną osobą, z którą Artur nie próbuje negocjować. Jeśli zostanie ukarany, wie, że rzeczywiście przesadził. Zasada jest taka: czasami daję synowi wolną rękę, by uczył się podejmować inicjatywę, ale momenty, gdy przebiera miarę, staram się jak najszybciej ukrócić. I jestem w tym konsekwentny. Dziecko wie, że nie może przekraczać pewnej granicy.
Magda: Staramy się nigdy nie podważać autorytetu drugiego rodzica w obecności syna. Jeśli nie podoba mi się na przykład sposób, w jaki Leszek potraktował Artura, mówię o tym dopiero wtedy, gdy jesteśmy z mężem sami. On robi tak samo.
◗ Mówiliście o sportowej karierze Leszka jako o Waszym wspólnym celu i spełnieniu marzeń. Mówiliście o zajmowaniu się razem dzieckiem, o budowaniu autorytetu drugiego rodzica. A co jeszcze łączy Was jako małżeństwo?
Magda: Łączy? Ludzie nie dobierają się jedynie na zasadzie podobieństwa, bo życie dwóch podobnych do siebie osób byłoby nudne, niczym by się nie zaskakiwały.
Leszek: Tak, uważam, że związki opierają się albo na tych samych pasjach, albo na przeciwnościach. My jesteśmy tym drugim przypadkiem.
◗ Ale przeciwności muszą się dopełniać. Bo gdyby Magda miała zawsze chodzić sama na spacery, a Ty jeździć sam na żużel, trudno byłoby mówić o budowaniu związku, prawda?
Leszek: Oczywiście, ważna jest wyrozumiałość dla drugiej osoby, a nie zmuszanie się nawzajem do swoich pomysłów. Nigdy nie wymagałem od Magdy, by rezygnowała ze swojej pracy, bo tak mi się ubzdurało. Nawet wręcz namawiałem ją do otwarcia gabinetu psychologicznego i uważam za błąd, że jeszcze tego nie zrobiła.
Magda: Natomiast moim zdaniem nie uda się obu osobom w małżeństwie zrobić nie wiadomo jak oszałamiającej kariery. Umiejętność odraczania w czasie niektórych planów (np. moich zawodowych) i ten wspólny cel są najważniejsze.
◗ Wróćmy jeszcze raz do poprzedniego pytania. Swoje kariery zawodowe postrzegacie jako wspólne zamierzenia, a jaki jest Wasz cel, jeśli chodzi o małżeństwo?
Leszek: Chyba nikt, zawierając małżeństwo, nie bierze pod uwagę, że się rozstanie. Po drodze pojawiają się różne problemy, ale myślę, że żadnemu z nas nie przychodzi do głowy, że mogłoby się nam nie udać spędzić razem całego życia.
Magda: Mamy przecież także inne wspólne plany oprócz zawodowych. Budowę domu, podróże… Chcielibyśmy więcej czasu poświęcić sobie i małemu, na przykład odwiedzając kraje, w których Leszek startował w zawodach.
![]() |
| fot. Andrzej Niedźwiecki |
Leszek: Mówimy o rzeczach przyziemnych, a najprościej byłoby powiedzieć: łączy nas miłość. Jeśli chce się komuś przekazać, że się go kocha, to niekoniecznie trzeba wyznawać to słowami. Mówiąc, że mamy wspólne plany, dajemy do zrozumienia, że jesteśmy dla siebie nawzajem ważni. Mam marzenia, ale związane z Tobą. I to „z Tobą” jest tu najistotniejsze.
Magda: Zgadzam się. A ta miłość przejawia się m.in. w sprawach bardzo prostych: jak wspólne jedzenie codziennych kolacji, a podczas weekendów – wszystkich posiłków. To także wędrówki po naszej ukochanej ulicy Długiej w Gdańsku i chwile spędzone w ulubionym koktajlbarze przy rozmowie, kawie i lodach…
◗ Tak wygląda Wasza teraźniejszość. A jakie cechy Leszka spowodowały, że się w nim zakochałaś?
Magda: To oczywiste, że gdy ludzie się poznają, to oceniają wygląd. Zwróciłam uwagę na Leszka, bo jest przystojnym mężczyzną. Później ujął mnie swoją troskliwością i romantyzmem. Pamiętam wzruszenie, gdy po trzech miesiącach naszej znajomości zjawił się u mnie z koszem z czterdziestoma różami. Na pytanie, dlaczego jest ich czterdzieści, skoro minęły trzy miesiące, odpowiedział, że na każdy miesiąc po dziesięć róż, a pozostałe – na kolejny czas. Leszek jest bardzo spontaniczny. Potrafi bez okazji przynieść mi kwiaty, kupić jakiś drobiazg, zabrać do kina albo zostawić Arturka pod opieką mojej mamy, a mnie zabrać „na randkę” do hotelu. To są dla mnie sygnały, że jestem dla niego ważna.
◗ Leszku, co w Magdzie sprawia, że serce bije Ci mocniej?
Leszek: Cenię jej urodę, inteligencję, szczerość, siłę charakteru i to, że jest mi wierna. Podziwiam ją za umiejętność radzenia sobie beze mnie, np. z Arturem. Zachwycam się zdolnościami kulinarnymi – przygotowana przez nią galareta z kurczaka jest przepyszna! Uwielbiam (i to jest najważniejsze!) za to, że mnie pokochała i jest ze mną cały czas – mimo wszystkich moich wad.
◗ Mówiąc o cechach, zaczęliście wspominać także o wartościach. Które z nich przede wszystkim chcielibyście przekazać Arturowi?
Leszek: Staramy się wychować go w duchu religijnym. Jesteśmy katolikami, a związane z tym wartości przekazujemy dziecku przede wszystkim nie poprzez mówienie o nich, ale – co często okazuje się trudne – poprzez przykład. Chciałbym pomóc synowi odkryć, że bez względu na to, co się dzieje, warto mieć oparcie w Bogu i w Kościele. Że jeśli zdarzy się gdzieś po drodze zagubić, ważne jest, żeby do Boga wrócić.
Magda: Istotne jest, by dziecko wiedziało, że życie tu, na ziemi, kiedyś się kończy. Ale to drugie – wierzymy, że lepsze – jest tam, u góry. Śmierć jest tak nieodłączną częścią istnienia jak narodziny. Artur zdaje sobie już z tego sprawę. Gdy dotarła do nas wiadomość o odejściu Kamili Skolimowskiej, powiedział: „Będzie mi smutno, że już jej nie zobaczę. To już ta pani nie będzie robić tak? – tu pokazał, jak rzuca się młotem. – Ale będzie w niebie, prawda?”.
Leszek: Dbamy także, by naszemu synowi tak zwana woda sodowa nie uderzyła do głowy. Żeby wiedział, iż nie będzie miał żadnych przywilejów z tego powodu, że bywa w radiu czy telewizji, bierze udział w sesjach zdjęciowych. Inni będą wymagać od niego tyle samo, co od jego zwykłych rówieśników.
Magda: Chciałabym mu przekazać, że dobrze jest mieć – nie ze względów egoistycznych – przy sobie kogoś bliskiego, kogo można kochać. Żeby wiedział, że rodzina jest tym, do czego warto dążyć i o co warto dbać.
Leszek: To musi mu dać kobieta, matka. A tatuś powinien dbać o to, by był twardy, żeby umiał sobie poradzić w trudnych sytuacjach, by miał silny charakter. I żeby był człowiekiem, na którym można polegać.










