Basia zajmuje się grafiką i scenografią, przygotowuje ilustracje. Ostatnio pracuje w domu. Darek gra w filmach, serialach, realizuje się w teatrze. Nieustannie jest w trasie. Gimnazjalistka Weronika większą część dnia spędza w szkole. W tym rytmie próbują się codziennie odnaleźć. Każdy dzień powierzają Panu Bogu.
![]() |
| Basia, Darek i Weronika Kowalscy fot.Mikołaj Gospodarek |
◗ Czy w Waszym małżeństwie pojawił się moment, który nazwalibyście przełomowym?
Basia Kowalska: Tak. To był pobyt w Bąblinie, w klasztorze Misjonarzy św. Rodziny, w roku 2007.
Dariusz Kowalski: Wybraliśmy się tam właściwie w poszukiwaniu diety oczyszczającej. Słyszeliśmy o wczasach z dietą warzywno-owocową dr Ewy Dąbrowskiej. Jednak jakoś nie mogliśmy zobaczyć siebie w roli „wczasowiczów”. Potem dowiedzieliśmy się od znajomych, że taką dietę proponują misjonarze w klasztorze pod Poznaniem. Spodobał nam się ten pomysł. Pomyśleliśmy, że może odnajdziemy tam ciszę i spokój. Jadąc, wiedzieliśmy, że to rekolekcje z dietą, ale myśleliśmy, że są one tylko dodatkiem do niej.
Basia: Tymczasem to właśnie rekolekcje okazały się najważniejsze. Trafiliśmy na „pustynię ducha i ciała” – tak o tym mówią misjonarze.
◗ Co te rekolekcje wniosły do Waszego życia?
Darek: Na początek zrzuciłem parę zbędnych kilogramów. Ale to szczegół. Niedbale odżywiane ciało staje się ociężałe, ale źle odżywiona dusza też ciąży ku ziemi. I jedno, i drugie potrzebuje oczyszczenia.
Basia: Odczuliśmy dobroczynne, oczyszczające działanie tej pustyni.
Darek: Wyciszenie. Żadnych zagłuszaczy: telewizji, radia, gazet. Daleko od tego, co atakuje nas na co dzień. Skupienie na swoim życiu, relacjach rodzinnych, kontakcie z Bogiem. Próba zobaczenia, jak to naprawdę u mnie wygląda. Po co żyję? Co jest dla mnie ważne? Dotarło do mnie, że żyję w jakiejś iluzji, którą sam sobie stwarzam. Że nie potrafię wejść w prawdziwy dialog z sobą samym, a co dopiero z innymi ludźmi. Że często słyszę tylko to, co chcę słyszeć, widzę to, co chcę widzieć.
Basia: Na rekolekcjach rozważane były sposoby komunikacji w rodzinie, zasady dialogu między małżonkami, między rodzicami i dziećmi. A wszystko po to, by przypomnieć o podstawach, czyli o wzajemnym szacunku, zaufaniu, budowaniu relacji na prawdzie i unikaniu zadawania sobie ran. Uświadomiłam sobie, jak wiele ludzie muszą doświadczyć, wycierpieć, ile tułać się i błądzić, zanim zwrócą się do Boga i pozwolą Mu sobie pomóc.
Darek: Wróciliśmy do domu z nowym spojrzeniem na siebie samych, naszą rodzinę, naszą przeszłość i to, co przed nami. Z wiarą, że Bóg chce uczestniczyć w naszej codzienności, że chce nam błogosławić, leczyć nasze zranienia, uzdrawiać nasze relacje, że chce mówić do nas. „Dieta bąblińska” to był początek pewnego procesu…
◗ Najczęściej trudno jednak słowa przekuć w czyn. Czy udaje Wam się wprowadzić w życie codzienne to, czego dowiedzieliście się od misjonarzy?
Basia: Najtrudniejsza jest postawa służby. Człowiek nie chce służyć. Jezus mówi: „Nie przyszedłem, aby mi służono, ale żeby służyć”. Wdrażanie tej postawy jest procesem. Podstawą jest wspólna modlitwa i codzienny kontakt ze Słowem Bożym. To daje siłę.
Darek: Jeśli chodzi o konkrety: ja na przykład ciągle muszę pracować nad swoim perfekcjonizmem, który utrudnia życie mnie i moim bliskim. Na świeżo pomalowanej ścianie zawsze znajdę jakąś rysę!
Basia: Ta cecha Darka to dla mnie ciężki kawałek chleba, ale powtarzam sobie słowa duszpasterza środowisk twórczych z Łodzi: „Trzeba spuścić zasłonę miłosierdzia”. Gdy sobie o niej przypomnę, zawsze ją spuszczam…
Darek: A ja za tą zasłoną zagryzam zęby… [śmiech]. Usiłuję się wyzwolić od postawy, że będę dobrym mężem, jeśli żona spełni określone warunki, tzn. będzie dobra dla mnie. Próbuję zaczynać od siebie. Chciałbym umieć dawać miłość, bo tylko to po sobie zostawiamy. To jest dla mnie najtrudniejsze. Miłość jako postawa życiowa. Konkretne, prozaiczne, codzienne sytuacje. Miłość to jest konkret! Po latach rozumiem, że największym wrogiem małżeństwa jest egoizm i postawa roszczeniowa, według której w życiu należą nam się różne rzeczy. Najważniejsze już mamy i to za darmo, bez żadnych warunków. To Miłość Ojca. Pamiętam, jak w niedzielę Miłosierdzia Bożego czytany był fragment Pierwszego Listu Św. Jana: „Każdy kto miłuje Tego, który zrodził, miłuje również Tego, który z niego jest zrodzony” (rozdział 5, werset 1). Cały ten list to dla mnie powalająca lektura. Rodzina to spółka z pełną odpowiedzialnością, która zaczyna się od rodziców i przechodzi na wszystkich jej członków, a polega na nieustannym dawaniu siebie innym. Każdy tu jest ważny i codziennie pełni swoją rolę, ale żeby to dostrzec i realizować, muszę żyć teraźniejszością, tym, co jest „tu i teraz”. Nie czekać ciągle na „lepszy moment”…
◗ Ani powracać do zdarzeń, których nie można cofnąć?
Darek: Właśnie, kiedyś nie zdawałem sobie z tego sprawy, nie umiałem tak żyć i przez to wiele mi umknęło, szczególnie z dzieciństwa Weroniki. Teraz z nostalgią wspominam, kiedy ostatni raz usiadła mi na kolanach. Pamiętam to dokładnie…
◗ Podział obowiązków w rodzinie dotyczy również pomagania sobie nawzajem. Jaką rolę odgrywa on przy Waszym trybie życia? Oboje macie przecież nienormowany czas pracy…
Basia: Przyjęty przez nas podział ról jest wyjątkowo ważny w naszej codzienności. Czasem mam tyle zajęć, że nie zdążę przygotować obiadu. Córka je w szkole. Mąż, który wraca zmęczony po próbach, nagraniach i zdjęciach, potrafi to zrozumieć.
Darek: Musimy być elastyczni i dzielić role zależnie od warunków. No cóż – „nienormowany czas pracy”! Pod tym względem jesteśmy mało uporządkowani…
![]() |
| fot. Mikołaj Gospodarek |
◗ Odpowiada Wam taki styl życia?
Basia: Oboje dobrze się z tym czujemy. Ten „nienormowany czas pracy” oznacza na przykład, że możemy sobie pozwolić na nagłe wyjazdy. Podróże są naszą pasją. Często podejmujemy zaskakujące nawet dla nas wyzwania. Wystarczy zaproszenie. Tak było w poprzednie wakacje z wyjazdem do Medjugorie. Tu podjęcie decyzji trwało zaledwie kilka minut, podróż 22 godziny, a pobyt 2 dni.
Darek: Wolny zawód ma swoje dobre i złe strony. Bywa, że miewam kilka dni, kiedy mam więcej czasu dla rodziny, a bywa i tak, że jestem zajęty od rana do nocy. Kiedy Weronika była mała, wychodziłem rano, gdy jeszcze spała, a kiedy wracałem, już spała. Pytała mnie czasem: „Tatusiu, a jutro co robisz? Wyjeżdżasz? Będziesz w domu, jak się obudzę?”. Kiedy praca staje się najważniejsza, często rodzina schodzi na dalszy plan, łatwo się zagubić. Z czasem lepiej pojmuję, jak bardzo ważni są dla mnie moi najbliżsi. Zostaliśmy sobie wzajemnie dani, żeby się wspierać.
◗ Najbliżsi, czyli ci, których najbardziej kochasz?
Darek: Ale także najbardziej dotykam i ranię. Drobne wyzwania codzienności bywają trudniejsze niż największe wyzwania zawodowe. Często ich nawet nie dostrzegam, skupiony na sobie i na jakichś „ważnych rzeczach”. Kiedyś czytałem dużo gazet i wiedziałem, co się dzieje na drugiej półkuli, ale nie wiedziałem, co się dzieje w moim własnym domu.
◗ Mówiłeś Darku o egoizmie, ale czy w tym zawodzie pojawia się też pycha?
Darek: Nie wiem, czy jakikolwiek zawód jest od niej wolny. Ale rzeczywiście poklask może sprawić, że aktor zacznie o sobie myśleć jak o kimś wyjątkowym, lepszym od innych. Trudno jest nie poddać się fali aplauzu albo miażdżącej krytyki. Pomaga mi świadomość, że przede wszystkim jestem człowiekiem i żadne brawa nie są w stanie niczego mi dodać ani żadne gwizdy niczego mi nie ujmą.
◗ Czy gdy pracuje się jako scenograf jest inaczej, poklask mniej się liczy?
Basia: Teatr często jest targowiskiem próżności, pełnym pokus i walki o dominację. Dwa lata temu nastąpił przełom i to w okresie najbardziej obfitującym w pracę. Zostawiłam teatr i postanowiłam odpocząć, złapać dystans, wyjść z „teatralnego mroku” na światło dzienne. Sprawę mojej pracy powierzyłam Panu Bogu. Czekałam bardzo krótko. W czasie pobytu w górach pokazałam komuś katalog z moimi grafikami. Po powrocie do domu otrzymałam telefon od pani Barbary Szczepanowicz, autorki książek na temat Biblii, z propozycją zrobienia ilustracji do jej najnowszej książki. Usłyszała o mnie od osoby poznanej w górach. Wkrótce spotkałyśmy się z Basią w Warszawie na Targach Książki Katolickiej. Niezwykłe jest to, że przed spotkaniem pomodliłam się i otworzyłam Pismo Święte na opisie stroju arcykapłana Aarona, a temat tej nowej książki dotyczy ubioru w Biblii…
◗ Czy dzielicie się ze sobą swoimi zawodowymi doświadczeniami, czy też w Waszym małżeństwie temat pracy nie jest istotny?
Darek: Staramy się dzielić wszystkim, chociaż ja nie zawsze staję na wysokości zadania. Mój zawód to intensywny kontakt z ludźmi. Często potrzebuję wyciszenia… Żona pracuje sama, brak jej rozmowy. Ma mi dużo do powiedzenia, a ja nie zawsze mam cierpliwość, by jej wysłuchać i na pewno Basia nieraz z tego powodu cierpi. Przyznaję, że w tej kwestii czasem zawodzę…
Basia: A ja znów spuszczam zasłonę miłosierdzia!
◗ Co postrzegacie jako najważniejszą rzecz jednoczącą małżeństwo?
Darek: Wspólną modlitwę! To dzięki niej działa moc sakramentu. Ślubowaliśmy przed Bogiem i On chce być z nami. Wkracza tam, gdzie wyczerpują się ludzkie możliwości, gdzie – po ludzku biorąc – nie ma wyjścia. Daje poczucie odpowiedzialności: za rodzinę, za dziecko, któremu przekazaliśmy życie. Daje wiarę. Daje pokój. Daje odwagę, żeby wytrwać na drodze, na którą weszliśmy, co oznacza konieczność przyjęcia, zaakceptowania drugiego człowieka ze wszystkim, z jego wadami i zaletami. A to, biorąc po ludzku, zawsze oznacza jakieś ryzyko…
Basia: Z Jezusem nie ma ryzyka.
Darek: No właśnie… Ale On nigdy nie zjawia się nieproszony. Szanuje naszą wolność…
Basia: Pan Bóg jednoczy małżeństwo i to On musi być w jego centrum. Jeśli On jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne jest na właściwym miejscu. Jezus jest centrum naszego życia. Zaprosiliśmy Go. Oddaliśmy swoją wolę Panu. Któż może lepiej wiedzieć, co dla nas jest dobre? Nie martwię się już o Weronikę czy o Darka, ponieważ wiem, że cokolwiek się stanie, jest wolą Bożą. Każdy dzień zaczynamy od podziękowań Panu Bogu za to, co nam przygotował.
Darek: Kiedy codziennie dziękuję Bogu, doświadczam Jego Miłości, odnajdując radość w drobiazgach. To mnie leczy z pretensji do świata, pozwala nie dostrzegać małych rys na dużych pięknych całościach, otwiera na innych, a przede wszystkim uwalnia od lęku! „W każdej sytuacji dziękujcie!” – mówi św. Paweł w Pierwszym Liście do Tesaloniczan (rozdział 5, werset 18). Dziękczynienie ma ogromną moc. Kiedy je zaniedbuję, przegrywam z ciemnością. Wiem, że wszelkie dobro w życiu jest darem Boga. Sobie zawdzięczam skutki swoich decyzji, kiedy próbowałem urządzać świat po swojemu. Odkąd umiem mówić, powtarzam codziennie: „Bądź wola Twoja”, ale ileż razy chciałem Bogu dyktować listę swoich życzeń!
Basia: Kiedy człowiek chce nad wszystkim panować i nie zostawia wolnego miejsca dla Pana Boga, nie daje Mu szansy, żeby działał. I żyje w ciągłym lęku o przyszłość.
◗ Wy to miejsce zostawiacie Bogu?
Basia: Staramy się rozpoznawać Jego wolę w naszym życiu.
Darek: Gdybyśmy Go nie wpuścili do naszego małżeństwa, nie przetrwalibyśmy trudnych chwil. Bywało już tak, że nie byliśmy w stanie się porozumieć. Teraz ważne decyzje staramy się podejmować wspólnie, w spokoju, bez nadmiernych emocji. Jeśli myślimy podobnie, to podjęta decyzja zwykle okazuje się słuszna.
◗ W indywidualnych decyzjach także nie poddajecie się impulsom?
Basia: Jeśli mam poczucie, że muszę coś koniecznie w danym momencie zrobić, nie poddaję się temu. Czekam i rozeznaję. Przeważnie takie gwałtowne impulsy nie pochodzą od Ducha Świętego. Zostawiam temat, aż ostygną emocje, potem jeszcze raz do niego wracam. To, czy decyzja była słuszna, można poznać po owocach.
◗ A jak było z Waszą życiową decyzją o małżeństwie?
Basia: Przypomina mi się w tym momencie sytuacja z dzieciństwa, kiedy z koleżankami pytałyśmy siebie nawzajem, kim byśmy chciały, aby byli nasi mężowie. Powiedziałam wtedy, że mój mąż mógłby wykonywać każdy zawód, byleby nie był aktorem.
◗ Jak to się więc stało, że siedzimy tutaj i rozmawiamy?
Basia: No właśnie. Wiem, że Darek myślał kiedyś o tym, żeby zostać księdzem…
Darek: Tak, jako chłopiec chciałem być księdzem, a potem aktorem. W końcu wygrało to drugie…
Basia: Darka spotkałam tuż po powrocie ze Stanów Zjednoczonych. Spędziłam tam prawie rok. Pracowałam, trochę podróżowałam, udało mi się też zorganizować wystawę moich grafik w Nowym Jorku. Wszystko zaczęło się nieźle układać. Po powrocie do Chicago dostałam propozycję prowadzenia wykładów dotyczących grafiki w tamtejszym Instytucie Sztuki. Wtedy dotarła do mnie wiadomość o śmiertelnej chorobie mojej mamy. Zostawiłam wszystko i w pośpiechu wróciłam do Polski. Był to bardzo bolesny czas. Uświadomiłam sobie ludzką bezsilność i bezradność wobec konieczności śmierci. W tym trudnym momencie poznałam Darka. Nasza wspólna koleżanka aktorka przeprowadzała się. Chciałam jej pomóc, Darek także. Mijaliśmy się na schodach, znosząc kolejne paczki, i w końcu umówiliśmy się…
Darek: …na wieczorną premierę w teatrze. Wpadłem w ostatniej chwili, ale Basia przytrzymała dla mnie miejsce. Siedzieliśmy obok siebie na premierze i tak już zostało. Można powiedzieć, że poznaliśmy się przez teatr. Pamiętam, że tego wieczoru na bankiecie popremierowym rozmawialiśmy o tym, że najważniejsza w życiu człowieka jest miłość…
Basia: Pamiętam, jak Darek, szukając czegoś, wyjął z dżinsowej kurtki dość duży charakterystyczny krzyżyk z Asyżu, a ja wtedy czułam się szczególnie związana ze św. Franciszkiem…
Darek: …Basiu, kurtka była zielona, wojskowa!
![]() |
| fot. Mikołaj Gospodarek |
◗ Teraz rozumiem tę dyskusję o perfekcjonizmie Darka. Czyli najpierw teatr, potem kościół, bo tam odbył się Wasz ślub, a wreszcie – Weronika. Jakie miejsce zajmuje córka w Waszym życiu?
Darek: Oczywiście jest oczkiem w głowie mamy! Tatusia też…
Basia: Urodziła się w święto Matki Bożej Bolesnej. Powierzyłam ją Jej opiece jeszcze przed urodzeniem. Kiedy Weronika przyszła na świat, całkowicie pochłonęła moją uwagę. W tym czasie nikt inny dla mnie nie istniał. Miałam silną depresję poporodową. Nie pozwalałam nikomu wziąć dziecka na ręce, bałam się, że zostanie mi odebrane. Dziś 14-letnia córka potrafi być dla mnie partnerem w rozmowach. Często pytam ją o zdanie. Pamiętam, że kiedy była w wieku przedszkolnym, mąż stale wyjeżdżał, atmosfera w domu stawała się nerwowa. Pewnego dnia Weronika nieoczekiwanie powiedziała do mnie: „Za dużo od niego wymagasz”. Stałam się bardziej wyrozumiała. To pomogło.
Darek: Teraz Weronika wchodzi w trudny okres, codziennie nas zaskakuje, jednak można z nią o wszystkim szczerze porozmawiać. Jest odpowiedzialna, pracowita i dojrzała.
Basia: Mamy z nią bardzo dobry kontakt. Może dlatego, że zasady panujące w naszym domu były zawsze jasne. Wyeliminowaliśmy kłamstwo. Mamy do niej zaufanie. Weronika potrafi spojrzeć na siebie z dystansem. Sama przyznaje, że jest w trudnym wieku, i prosi o wyrozumiałość. Córka rozmawia z nami o swoich sympatiach.
Weronika Kowalska: Choć mamy nieco inny gust.
◗ Kto jest bardziej pobłażliwy: mama czy tata?
Weronika: Trudno powiedzieć. To zależy od okoliczności…
◗ Rodzice doradzili ci pójście do gimnazjum sióstr nazaretanek. Jesteś dziś zadowolona z tego wyboru?
Weronika: Zdecydowanie tak. Chociaż tęsknię za dawnymi znajomymi i drużyną, do której należałam. Bardzo zależało mi na pójściu do tej szkoły i jestem zadowolona, że osiągnęłam swój cel.
◗ Rozmawialiśmy o małżeństwie jako drodze wyboistej, wyzwaniu, a zarazem lekcji pokory na długie lata. Jak dobrze przygotować do tego pokolenie Weroniki?
Darek: Trudne pytanie! Może uświadomić im, że małżeństwo nie jest celem samym w sobie? Że jest dopiero początkiem drogi, byłoby więc dobrze, gdyby oboje wiedzieli, dokąd dążą i by dla obojga cel był ten sam… Wtedy i droga będzie wspólna.
Basia: Z Jezusem nie ma ryzyka!
Darek: No właśnie…
Basia: Często słyszymy, że młodzi ludzie chcą się „sprawdzić” przed ślubem. Sprawdźcie, jak wam idzie wspólna modlitwa… .
Darek: Sprawdźcie się w trudnych warunkach, na górskim szlaku albo na pieszej pielgrzymce. Spróbujcie się zaprzyjaźnić. I polecam dietę św. Pawła: „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne” (Pierwszy List do Koryntian, rozdział 6, werset 12).
◗ Bardzo dziękuję za rozmowę.
Basia: Skoro mowa o św. Pawle, to chciałabym zakończyć cytatem z Drugiego
Listu do Koryntian: „Mamy tego samego ducha wiary, o którym jest
napisane: Uwierzyłem, dlatego przemówiłem. My także wierzymy i dlatego
mówimy. Jesteśmy przekonani, że Ten, który wskrzesił Pana Jezusa, i nas
wskrzesi z Jezusem i postawi przed sobą razem z wami” (rozdział 4,
wersety 13-14).
Wszystkie cytaty z biblijne pochodzą z Biblii Paulistów










