![]() |
| Małgosia i Paweł Królikowscy z dziećmi fot. MIKOŁAJ GOSPODAREK |
![]() |
| Małgosia i Paweł Królikowscy z dziećmi fot. MIKOŁAJ GOSPODAREK |
Małgosia Ostrowska-Królikowska to aktorka znana choćby z roli Grażynki Lubicz w serialu Klan. Jej męża Pawła Królikowskiego niektórzy pamiętają z Truskawkowego studia, programu dla młodzieży. Ostatnio brawurowo zagrał w serialach Pitbull oraz Ranczo. Mimo popularności, jaką się cieszą, oboje przyznają, że aktorstwo schodzi w ich życiu na dalszy plan. Na pierwszym miejscu zawsze są dzieci.
◗ Jak udaje Wam się godzić tak dużą różnicę wieku między dziećmi?
Paweł Królikowski: Udaje nam się to w sposób biblijno-biologiczny. Bóg obdarzył nas dziećmi, natura w tym pomogła, a teraz one muszą sobie jakoś radzić z rodzeństwem.
Małgosia Ostrowska-Królikowska: Dziesięć lat to genialna różnica wieku między chłopcami a dziewczynkami.
Paweł: Chłopcy są wobec dziewczynek bardzo wyrozumiali i mili. Układa się między nimi tak, jak tylko młodsza siostra może sobie wyobrazić relację ze starszym bratem. Takim, który jest młodym, przystojnym mężczyzną, spotyka się z dziewczynami, zna się na kinie, ogląda z rodzicami „zakazane” programy w telewizji, zabiera na lody. Staje się autorytetem, a pozostaje kimś bliższym niż rodzicem. Można mu chodzić po głowie, ale jednocześnie jest dobrym przykładem.
Małgosia: Gdy Antek przyjeżdża do domu na weekend, dziewczynki bardzo się cieszą. Jest najmilej witanym gościem.
◗ Antek dość wcześnie wyprowadził się z domu. Zaufaliście mu?
Małgosia: Zawsze ufaliśmy dzieciom. Nawet kiedy pojawiały się problemy w szkole, wierzyliśmy w to, co nam mówiły. Potem okazywało się, że słusznie. Dużo rozmawialiśmy z nimi na temat pozytywnych aspektów wczesnego usamodzielnienia się i wyprowadzenia z domu. Ja wyjechałam na studia jako 18-latka. Dzieci o tym wiedzą i chyba też by tak chciały. Antek ma bardzo dużo zajęć na uczelni i każdego dnia tracił wiele czasu na dojazd do Warszawy z naszego domu w Zalesiu. Teraz wynajmuje mieszkanie niedaleko szkoły. Stać go na nie, bo oprócz studiowania pracuje. Poza tym pomagamy mu. Jest zadowolony z mieszkania oddzielnie, a my zaakceptowaliśmy to.
◗ Byliście zadowoleni, kiedy zorientowaliście się, że Antek chce pójść w Wasze ślady?
Paweł: Odbyło się to w sposób naturalny.
Małgosia: Antek nie do końca poszedł w nasze ślady. Wybrał po prostu podobną branżę. Pracuje, grając, ale zamierza być reżyserem. Mówi, że nie chce kończyć wydziału aktorskiego. Gdy Antek był mały, pracowałam w teatrze. Zabierałam go tam często, marząc jednocześnie, aby moje dziecko wybrało sobie jakiś normalny zawód. Przesiadywał w rekwizytorni, przymierzał hełmy. Jasiek też czekał w garderobie na zakończenie spektaklu. Chłopcy przesiąkli atmosferą teatru, ale dzięki temu recytowali przedstawienia na pamięć, poznawali dobrą literaturę. Są humanistami, choć Jasiek ma zdolności matematyczno-fizyczne. Byłam przekonana, że zajmie się informatyką, do czasu, aż w jego szkole pojawił się nauczyciel, który bardzo ambitnie potraktował język polski. Jasiek zaczął pisać wiersze.
◗ Czy oprócz Antka inne z Waszych dzieci przejawia talenty aktorskie?
Paweł: Julka urodziła się na planie…
Małgosia: Ale wcale nie ma ochoty zostać aktorką. Byłam chyba pierwszą aktorką w Polsce, która grała do końca ciąży. Nie przyszło mi do głowy, żeby Julka po urodzeniu pracowała ze mną na planie. To koledzy z ekipy filmowej przekonali mnie, że nie ma sensu, abym grała z obcym dzieckiem, podczas gdy Julka czekała z moją siostrą w pokoju obok. Raz wzięłam córkę na plan podczas karmienia, spróbowaliśmy i udało się. Julka w ogóle nie płakała, a ja miałam ją przy sobie. Kiedy patrzę na to z perspektywy czasu, myślę, że możliwość bycia w pracy z dzieckiem jest luksusem. Wtedy jednak wiele osób przyglądało mi się podejrzliwie. Tymczasem z Julki wyrosła mądra dziewczynka, nie ma zapędów gwiazdorskich. Szybko uczy się tekstu, jest otwarta, gra naturalnie, dobrze się z nią pracuje. Wydaje mi się, że dlatego, iż Julka niemal od urodzenia powtarzała kwestie, z łatwością przyswaja teraz języki obce i lubi się ich uczyć.
◗ Czy każde dziecko wychowujecie tak samo?
Małgosia: Gdy urodził się Antek, byliśmy bardzo młodzi. Uczyliśmy się być dorosłymi, mając go obok siebie.
Paweł: To był naprawdę ciężki czas. Ja z różnych przyczyn zrezygnowałem z aktorstwa. W kraju wszystko się dopiero rodziło. Wydawało nam się, że nigdy nie będziemy mieć nic własnego.
Małgosia: Było biednie, ale nasze dzieci nigdy nie miały potrzeby posiadania markowych rzeczy. Tylko Jasiek zawsze chciał mieć instrument. Dzieci widziały, że pracowaliśmy uczciwie, niczego nie osiągnęliśmy układami. Gdy było dobrze, nie żałowaliśmy im. Uczyliśmy ich prawdy. Dziś jestem z tego dumna, że Antek jest już dorosły, a nigdy nie kłamie. On i Jasiek przeszli z nami różne życiowe sytuacje. Młodsze dzieci wychowywały się inaczej z powodu naszej dojrzałości i posiadania domu. Dom, nawet najmniejszy, daje dzieciom tożsamość i przynależność.
◗ Co uważacie za szczególnie istotne w wychowaniu dzieci?
Małgosia: Przede wszystkim uważne obserwowanie, rozmawianie z nimi i poznanie każdego z osobna. Nie chodzi o to, żeby przy ich pomocy zwalczać własne kompleksy czy realizować marzenia. Kiedyś woziłam synów na tenisa. Chciałam, aby grali. Potem nagle przestali, od dawna nie wzięli rakiety do ręki. Każdy z nich poszedł w innym kierunku. Pasją i wielką miłością Jaśka jest muzyka. Komponuje, w czym zresztą przydaje mu się matematyka. Staramy się w każdym z dzieci odkrywać to, co je ciekawi, a potem te zainteresowania rozwijać. Najmłodsze zabieramy na różne zajęcia, aby z czasem wybrały z nich te, które lubią najbardziej. Każde ma inne talenty i potrzeby, tylko z wyglądu wszystkie, poza Marcysią, są podobne do Pawła.
![]() |
| Małgosia i Paweł Królikowscy fot. MIKOŁAJ GOSPODAREK |
◗ Czy udaje się Wam poświęcać czas każdemu dziecku z osobna?
Małgosia: Stale to robimy.
Paweł: Chcielibyśmy, aby każde z nich miało choć przez jakiś czas poczucie, że jest tym jedynym i najukochańszym. Czasem zabieramy jedno na zakupy lub do kina. Wtedy ma poczucie, że jest najważniejsze. Wszystkie są najważniejsze, ale muszą też czuć się wyjątkowe. Trzeba realizować ich potrzebę bliskości.
Małgosia: Nasze dzieci nie są o siebie zazdrosne. Nie przeszkadza im to, że Julka gra w serialu. Jak Antek zaczął sobie dobrze radzić w filmie, również Jasiek otrzymał propozycję. Odmówił, a my uszanowaliśmy jego decyzję.
◗ Jak łączycie intensywną pracę zawodową z wychowaniem dzieci?
Małgosia: Gdy wykonuje się wolny zawód, to albo pracuje się na pełnych obrotach, albo ma się okres przestoju. Przez ostatnie miesiące Paweł wychodził z domu rano, a wracał późnym wieczorem. Wtedy ja poświęcałam więcej czasu rodzinie i ogarniałam sprawy domowe.
Paweł: Od maja do listopada zeszłego roku kręciliśmy serial Ranczo. W listopadzie zacząłem Trzy minuty, skończyłem w styczniu, a w lutym zacząłem Ciszę.
Małgosia: Od kilku tygodni Paweł ma mniej pracy i na nim spoczywa opieka nad dziećmi.
◗ Nie macie zatem stałego podziału obowiązków domowych?
Paweł: Nie, poza tym że dzieci generalnie rodzi żona. Większość rzeczy robimy na zmiany, także gotujemy.
◗ Dzielicie się pracami domowymi, dzieci wychowujecie razem, ale kto jest głową rodziny?
Paweł: Małgośka.
Małgosia: Ale pytam cię o wszystko. Paweł naprawdę dobrze doradza.
◗ Jak wygląda Wasza relacja na co dzień?
Małgosia: Jestem cały czas zakochana w moim mężu, choć teraz moją nową miłością jest koń Puchacz.
Paweł: Wołoszański mógłby z nami kręcić sensacje XXI wieku. Pokazać, jak Królikowscy budzą się rano, wracają do życia, rozwożą dzieci do szkoły – to jest dopiero mafia w uderzeniu.
Małgosia: Bywa i tak.
Paweł: Z biegiem lat nie można się odwracać, trzeba iść do przodu.
Małgosia: Ja jestem odpowiedzialną osobą i skoro kiedyś powiedziałam „tak”, na zawsze przy tym pozostanę.
◗ Macie czas, aby pobyć tylko we dwoje?
Małgosia: Jesteśmy zapraszani na różne imprezy, ale zwykle odmawiamy. Czasem wsiadamy w samochód i jedziemy gdzieś we dwoje. Paweł ma dwuosobowe auto, więc nikt inny po prostu już się nie zmieści.
◗ Co najbardziej lubicie robić razem?
Paweł: Najbardziej lubię spać z moją żoną.
Małgosia: Oglądać filmy, spotykać się ze znajomymi, siedzieć w naszym ogródku, bo miłe są nam zajęcia przydomowe, ale też zjeść razem obiad w restauracji. Bardzo lubię spędzać czas z Pawłem, ale nie robimy wszystkiego razem. Ja odkryłam właśnie nową pasję. Kupiłam konia.
Paweł: Mówię znajomym, że za mało jej było Królika, to kupiła sobie jeszcze araba.
◗ Jaką rolę odgrywa w Waszym życiu wiara?
Małgosia: Jest kierunkowskazem, którego się trzymamy. Trzeba być czujnym, ale też słuchać, co podpowiada intuicja. Jako osoba wierząca, mam w sobie dużo zaufania do Boga.
Paweł: Wiara jest bardzo ważna. Potrzebne jest poczucie obcowania z Kimś potężniejszym od człowieka.
Małgosia: Sami mało byśmy mogli, gdyby od nas miało wszystko zależeć.
![]() |
| Julka i Marcelina fot. MIKOŁAJ GOSPODAREK |
◗ Jak przekazujecie wiarę dzieciom?
Małgosia: Własnym przykładem, z niego dzieci uczą się najwięcej. Gdy wytykają nam błędy, przyznajemy, że nie jesteśmy doskonali. Chodzimy razem z nimi do kościoła. Tam dzieci komentują różne rzeczy. Z niektórymi się nie zgadzają, a ja szanuję ich zdanie. Z drugiej strony jednak mówię, aby były ponad ziemskimi problemami wiary, nie krytykowały. We Wrocławiu lubiliśmy msze św. u dominikanów. Żałuję, że nie mamy w Zalesiu przewodnika duchowego, aby móc do niego pójść i porozmawiać, zaprosić go do nas. Takiego jak ksiądz z Rancza.
Paweł: Mnie często zaskakuje Jasiek. Na przykład: zima, styczeń, 6 rano. Za godzinę ma pociąg do Warszawy, gdzie mieści się jego liceum. Ja półprzytomny szykuję mu śniadanie. W najlepszej wierze gotuję parówki, aby zjadł coś ciepłego, a on mówi, że jest piątek i nie będzie ich jadł. Zrobiłem mu grzanki z żółtym serem i z pomidorami.
Małgosia: Jasiek ma swoje zasady.
◗ A czy w przypadku 20-letniego Antka Wasz proces wychowania zakończył się wraz z jego odejściem z domu?
Małgosia: Wychowujemy wszystkie dzieci cały czas. Każdy dzień jest procesem wychowania. Tak rozumiemy bycie rodzicami.
Paweł: Powiedziałbym, że nie tylko dzień, ale także noc, bo nad snem śpiącego dziecka rodzic także czuwa. Nieraz budzi się w nocy i zagląda, czy u dzieci wszystko w porządku. Mamy jednak do czynienia z coraz większą atomizacją: z rodziny wielopokoleniowej do rodziny jednopokoleniowej.
◗ Jaką rodzinę Wy tworzycie?
Małgosia: Dziadkowie mieszkają daleko, ale był czas, że przyjeżdżali do nas często. Odwiedzała nas prababcia, która niedawno zmarła.
Paweł: Gdyby nasze rodziny miały taką możliwość, na pewno bylibyśmy rodziną wielopokoleniową. I u Małgośki, i u mnie babcie i dziadkowie zawsze znajdowali się blisko nas. Ale mieszkania były małe, perspektywy pracy w mieście lub w miasteczku marne, co powodowało zerwanie więzi z rodzinną miejscowością. Lata 50. i 60. naznaczyła wielka emigracja za pracą, szukanie swojego miejsca w nowej, socjalistycznej rzeczywistości. Skutkuje to do dzisiaj. Coraz częściej jednak pojawia się trend, by budować domy, w których mają w dla siebie oddzielną część z osobnym wejściem.
◗ Wam także udało się wybudować taką część domu dla rodziców?
Małgosia: Nie, my postawiliśmy bardzo skromny domek.
Paweł: Zaczynaliśmy od zera, pochodzimy ze zwykłych rodzin. Naszych rodziców nie było stać na budowanie domów. Mój brat, ja, a wkrótce pewnie i nasza siostra, jesteśmy pierwszymi, którzy założyli własne siedlisko.
◗ Ksawery, Julka, Marcelina, Jasiek i Antek mają bliski kontakt z dziadkami?
Paweł: Bardzo, w niektórych kwestiach, np. piłki nożnej, nawet bliższy niż z rodzicami. Ja jestem wrogiem kibicowania, a dziadek Janek z naszymi synami, Antkiem i Jaśkiem, fanami.
Małgosia: Córki są bardzo blisko związane z babcią Elą. Razem pieką ciasta, mają swoje babskie sprawy.
◗ Czyli można powiedzieć, że Wasza rodzina jest wielopokoleniowa ze względu na zażyłość kontaktów?
Małgosia: Tak, nasi rodzice przyjeżdżają w ciągu roku i na święta. Czasem dzieci jeżdżą do dziadków, ale odkąd mamy dom, wolą być tu. Czują się z tym domem bardzo związane.
Paweł: Teraz dziadkowie częściej przyjeżdżają do nas na tydzień lub dwa.
◗ Czy czujecie się bardziej odpowiedzialni przez to, że jesteście osobami publicznymi?
Małgosia: Ja tak. Od wielu lat pracuję w Klanie z dzieckiem z zespołem Downa i traktuję to jako wzięcie udziału w ważnej społecznie dyskusji. Tak widzę misyjność mediów i ich sens.
Paweł: Prowadzone przeze mnie Truskawkowe studio było pierwszym programem, w którym wzięło udział dziecko z zespołem Downa. W 1993 roku wyemitowaliśmy teledysk Nie jesteś inny, z udziałem Michała Wieszczaka, wrocławskiego nastolatka z zespołem Downa. Przyznam, że sam bałem się tego tematu, twarzy Michała, jego zachowania, ale ponieważ jestem ojcem, pomyślałem, że powinienem ten wątek poruszyć. Wszyscy w studiu wiedzieliśmy, że robimy krok w nieznane, a radość tego chłopca i poczucie, że staliśmy się kimś ważnym w jego życiu, zostanie w nas na zawsze.
◗ Znajdujecie czas, by robić coś dla innych?
Małgosia: Parę lat temu pojawiło się dużo fundacji i organizacji pożytku społecznego. Nigdy nie odmawiałam im pomocy. Zbierałam pieniądze, uczestniczyłam w koncertach itd. Antek poprosił mnie wtedy, abym obejrzała z nim South Park. Film opowiadał o matkach-społecznicach, których dzieci niesamowicie tęskniły za byciem z nimi. Sukces społeczny matek przekreśliła samotność ich dzieci. Dało mi to wiele do myślenia.
Paweł: Ja nie zrealizowałem teledysku z Michałem dla innych, tylko dla siebie. Najpierw trzeba zrobić coś dla siebie, żeby było się czym dzielić. Jak człowiek nic nie ma, to czym się podzieli?
◗ Czytacie to, co piszą o Was w gazetach?
Małgosia: Tak, czytamy głośno razem z dziećmi i śmiejemy się. Nie robimy z tego tajemnicy, ponieważ dzieci powinny wiedzieć, że na świecie nie wszystko jest piękne i dobre.
◗ Sława nie zawróciła Wam w głowach. Co Wam w tym pomogło?
Małgosia: Natychmiast po zdjęciach wsiadam w samochód, zawodowe sprawy odchodzą w niepamięć do dnia następnego i wracam do domu czysta. Oboje oddzielamy pracę od rodziny.
◗ Dzieci wyrażają swoje zdanie na temat Waszych ról?
Paweł: Przede wszystkim one. Przychodzą do nas, aby powiedzieć, co o nich myślą. Rozmawiamy o tym na co dzień, przy śniadaniu czy obiedzie. Żyją tym, a to jest dla nas miłe.
◗ Na jakim etapie kariery zawodowej jesteście? Co jeszcze przed Wami?
Małgosia: Raczej nie określilibyśmy swojej pracy zawodowej mianem kariery. Po prostu każdego dnia uczciwie pracujemy.
Paweł: Mam doświadczenia z pracy po jednej i drugiej stronie kamery i uważam, że na palcach jednej ręki można policzyć ludzi mediów, którzy zrobili w Polsce prawdziwą karierę. Pozostali albo myślą, że są gwiazdami, albo nie myślą wcale. Ludzie mediów znikają równie szybko, jak się pojawili. Brak im stabilizacji zawodowej. Jesteśmy wyjęci spod prawa. Nie mamy opartych o ustawę związków zawodowych, nie obejmuje nas szczegółowy kodeks pracy.
◗ Jakie macie marzenia?
Paweł: Różne, niezwiązane z zawodem, lecz z apetytem na życie.
Małgosia: Ja mam marzenia związane z zawodem. Antek powiedział, że kiedy będzie reżyserował, da mi rolę, abym uwolniła się od postaci Grażynki z Klanu. Z drugiej strony, innym propozycjom odmawiam, nie zabiegam o nowe role, gdyż muszę mieć czas dla rodziny. Parę razy odchodziłam z Klanu. Dostawałam czas, bym zmieniła decyzję i w efekcie wracałam.
◗ Bardzo dziękuję za rozmowę.