|
|
| Jan Sienkiewicz fot. archiwum prywatne |
Ten wysoki, szczupły warszawski licealista wydaje się niepozorny, ale tylko do momentu, gdy nie zacznie opowiadać o tym, co go pasjonuje. Wtedy odsłania twarz prawdziwego erudyty. „Po prapradziadku odziedziczyłem duży nos, zdolność rysowania i zamiłowanie do podróży” – stwierdza z uśmiechem Jan Sienkiewicz. Okazuje się, że nie tylko.
Punkty za przodka?
„Trylogii” nie przeczytał w całości. Najlepiej zna W pustyni i w puszczy. „Może kiedyś dojrzeję do twórczości prapradziadka, dziś jednak myślę, że nie pasuje ona do naszych czasów. Świat jest o wiele bardziej skomplikowany, niż on go opisywał” – zastanawia się. O Henryku Sienkiewiczu przypomina sobie podczas zjazdów rodzinnych i lekcji historii. „Bywają sytuacje zawstydzające – opowiada. – Pamiętam, że kiedy w szkole podstawowej pojawiła się nowa wychowawczyni, jeszcze zanim zdążyłem otworzyć usta, moi koledzy natychmiast poinformowali ją, że jestem praprawnukiem Henryka Sienkiewicza. Zdaję sobie sprawę z tego, że jego dorobek stawia mnie na literackim starcie w lepszej sytuacji niż innych, jednak nie dlatego zająłem się pisaniem. Zrobiłbym to nawet wtedy, gdyby mój przodek był kimś innym. Oczywiście, nazwisko zobowiązuje, a rodziny nie powinno się wypierać, ale nie lubię porównań” – twierdzi młody człowiek, krytyczny wobec wielkiego przodka.
W świecie owadów
Jan jest oczytany. Uważa, że to właśnie daje mu łatwość pisania. Do powstania pierwszej książki zmotywowała go nauczycielka języka polskiego, zadając mu ją w ramach pracy domowej. 9-letni wtedy chłopiec uczynił bohaterem dzieła drobinkę kurzu, a zatytułował je Przygody Kurza. Doskwierał mu jednak fakt, że książkę napisał z pomocą mamy. Kolejną postanowił stworzyć samodzielnie.
Kilka lat później, podczas wakacji, zaczął wymyślać historie biedronek, koników polnych i żuczków. Po pierwsze, owadami interesował się już jako kilkulatek, a brakowało mu książek na ten temat, po drugie – natchnienie wciąż krążyło w powietrzu… Pomysły na opowiadania z morałem rodziły się szybko. Rodzicom tak bardzo podobały się historie syna, że tata 13-letniego Jana postanowił znaleźć dla nich wydawcę. Następnego lata chłopiec zrobił rysunki owadów, ale ostatecznie książka ukazała się z ilustracjami graficzki Aleksandry Krzanowskiej, założycielki wydawnictwa Czerwony Konik, które zdecydowało się opublikować Owadzie opowieści. Dziś Jan przegląda je z przyjemnością. „Moje ilustracje były jednak zbyt minimalistyczne. Przypominały rysunki z XIX-wiecznych angielskich utworów wierszowanych dla dzieci” – przyznaje. Książka cieszy się dużym zainteresowaniem czytelników.
Znaki zapytania
Kolejne dzieło na pewno powstanie, ale jeszcze nie teraz. „Jestem za duży, aby pisać z perspektywy dziecka dla dzieci, a za młody, żeby tworzyć dla dorosłych” – stwierdza Jan. Nie przepada za literaturą młodzieżową, dlatego nie zajmie się lekturą dla rówieśników. Uważa, że trzeba pisać o tym, czego się doświadczyło, i zagłębiać w temat, który się zna. Czyta dzieła ambitne. Poprzeczkę zawiesza wysoko. Ambicja nakazuje mu być powściągliwym w docenianiu własnych sukcesów. „Nazwałbym siebie tradycjonalistą, ale przy tym nieco ekscentrycznym. Pozostaję charakterystyczną, barwną postacią w życiu klasy i wśród znajomych. Wyróżnia mnie niespożyta energia wewnętrzna” – ocenia sam siebie.
Niebawem będzie zdawał na historię na Oksfordzie. „W historii jest za dużo znaków zapytania, by mogła być obojętna człowiekowi ambitnemu, który pragnie dokonać w życiu czegoś niezwykłego. Jest w niej tyle do odkrycia! Historia mnie fascynuje. Wiąże się z pisaniem, które lubię” – zdradza Jan.
Ekscentryczny żeglarz
„Rodzice na szczęście nie widzą we mnie nowego Henryka Sienkiewicza. Uważają jednak, że nie wykorzystuję do końca potencjału, jaki w sobie mam. Woleliby, abym więcej pisał i rysował” – mówi. Tylko kiedy? W przeciwieństwie do prapradziadka, outsidera, Jan Sienkiewicz jest towarzyski. Ma wiele pasji. Oprócz pisania, rysowania i nauki języków obcych lubi żeglarstwo i wędkowanie. W żeglowaniu odkrywa walkę z żywiołem i własnymi słabościami, w wędkowaniu – spokój. Przez 10 lat grał na pianinie, teraz woli harmonijkę ustną, która daje mu możliwość improwizacji i wyrażania siebie. Poznał ten instrument na tyle dobrze, że potrafi nań przełożyć dowolną melodię. Gra w zespole, który bierze udział w festiwalach młodzieżowych i koncertach.
„Fascynuje mnie wszystko, czego się dotknę. Nowa pasja może się narodzić w każdej chwili” – przekonuje sympatyczny młody człowiek. Planuje zostać marynarzem. Chciałby wieść życie pełne przygód i niebezpieczeństw. Żeglować po wszystkich morzach i oceanach świata, samotnie przemierzyć Atlantyk. Gdy zakończy karierę żeglarza, wtedy zacznie pisać i zostanie nauczycielem, który przekaże swoje doświadczenie i wiedzę innym.