![]() |
| Fot. BE&W |
Karolina Gronek, studentka misjologii, ma starszego i młodszego brata, starszą i młodszą siostrę. Ona jest dokładnie pośrodku. – Piątka dzieci to niewiele, ale i tak „patologia”! – mówi Karolina. Dobrze zna uroki i trudy życia w wielodzietnej rodzinie. Choćby zmagania o to, kto, co i kiedy ma zrobić, na przykład odkurzyć przedpokój albo pomóc mamie pozmywać naczynia.
Z kolei matka ośmiorga dzieci tak mówi o swojej rodzinie: – Zanim wyszliśmy z pieluch, zaczęła się szkoła, łagodnie i bez odpoczynku przechodzimy z jednej fazy w kolejną. Dziś pierwsza piątka naszych dzieci jest już pełnoletnia, a „maluchy” zupełnie samodzielne. Miniony rok był był dla nas wyjątkowo trudny: ukończona szkoła muzyczna, pierwszy rok liceum w nowej szkole, jedna zdana matura, obronione dwie prace licencjackie i jedna praca magisterska. Mieliśmy też jeden ślub. Na brak wrażeń nie możemy narzekać!
Codzienność razy 10
W tak licznych rodzinach wrażeń z pewnością nie brakuje. Jakie jeszcze atrakcje gotuje im życie? Sprawdźmy, ile kosztuje utrzymanie 10-osobowej rodziny. Minimum socjalne dla takiej rodziny w Polsce to 5040 złotych netto. Zarobek brutto powinien więc wynosić ponad 7000 złotych. Wydaje się, że to spora kwota. Ale rodzice czwórki czy piątki dzieci wiedzą, że poniżej tej sumy nie mają szans na zaspokojenie potrzeb dzieci na minimalnym nawet poziomie. Jeśli nie mają gospodarstwa rolnego, muszą wydać co najmniej 10 zł dziennie tylko na jedzenie dla jednej osoby. Dla 10 osób to 100 zł dziennie. W ciągu miesiąca trzeba więc mieć przynajmniej 3000 złotych tylko na posiłki.
Mówi się, że koszt utrzymania jednej osoby w dużej rodzinie jest mniejszy, bo jedno dziecko po drugim nosi ubrania, jedno przy drugim się wyżywi, jedno drugie wychowuje. Wbrew pozorom nie ma jednego „trójdziecka”, ale troje lub więcej różnych dzieci. Rodzina musi gdzieś mieszkać, płacić za prąd i gaz, kupić ubrania, zeszyty.
Pamiętajmy, że ktoś, kto ma pensję na poziomie 7000 złotych brutto, już w pierwszym kwartale roku osiąga drugi próg podatkowy. Do kasy państwowej powinien więc odprowadzić ponad 30% podatku. Utrzymanie dużej rodziny to czasem ciągłe zmaganie się z urzędem skarbowym. Większa pensja zjadana jest przez podatki, a poprawy jakości życia nie widać.
Taką historię przeżył ojciec ośmiorga dzieci. Po latach znalazł wreszcie pracę, która przynosiła mu wysokie dochody. Sąsiedzi zazdrościli, ale on negocjował z urzędem skarbowym. Prośba o rozłożenie wysokiego podatku na raty spotkała się z odmową: „Podatnik powinien przewidzieć, jaką kwotę ma zapłacić i wcześniej ją zabezpieczyć”. Nie pomogły wyjaśnienia: „Pierwszy raz uzyskałem wyższe dochody i wielkość podatku mnie zaskoczyła. Utrzymanie 10-osobowej rodziny wymaga dużej kwoty na bieżące życie” – apelował do urzędników. W urzędzie skarbowym usłyszał, że są rodziny, które żyją poniżej minimum socjalnego i także funkcjonują. Skończyło się na dużym kredycie z banku na spłacenie podatku.
Pełno niespodzianek
W pierwszym kontakcie liczna rodzina budzi niepokój, bo kojarzy się z dysfunkcją. Wielu dorosłych odruchowo szuka problemu, czegoś, co odróżnia tę rodzinę od przeciętnej. Na szczęście jednak nadal wielodzietność odbierana jest z podziwem i życzliwą zazdrością, czasem zdziwieniem. Duża rodzina kojarzy się z dużym, świątecznym stołem, pełnym radosnego gwaru. Takie rodziny „świętują” codziennie. I niemal codziennie zdarzają się w nich zaskakujące sytuacje.
– Pomóc mamie? – pyta jedno z dzieci. Mama od dłuższego czasu siedzi murem przy chorej córce. Lekarz zalecił pojenie jej łyżeczką co 15 minut. – Tak, usiądź tu, masz kubek i łyżeczkę, zegarek. Trzeba podawać to picie co 15 minut. Ja w tym czasie zrobię obiad i zajmę się maluchami – odpowiada mama. Takie sytuacje budują jedność i przyjaźń w rodzinie.
Jeśli nawet dzieci kłócą się i biją w domu, to w szkole stanowią silny klan. Wspierają się, tworzą grupę ponadklasową, sprawdzają się w działaniach społecznych. Wymieniają się wiedzą, pomagają sobie nawzajem. Oto dialog dwóch uczniów w szkole: – Skąd wiedziałeś, że ślimaki zaliczamy do mięczaków? – Starsza siostra czyta nam na dobranoc książkę do biologii.
Są takie miejsca, w których rodziny wielodzietne witane są z radością. Kilka lat temu w Tyliczu dwie mamy z 15-osobową gromadą dzieci zostały serdecznie przyjęte przez właściciela wyciągu narciarskiego. Taka grupa była dowodem na to, że wyciąg jest lepszy od innych. Pojawili się kolejni narciarze. Dzięki temu dzieciaki korzystały z przywilejów, a właściciel miał coraz więcej klientów.
Cały świat
Niektórzy mówią, że nie stać ich na dziecko, bo nie mają pracy, mieszkania. Nie wiedzą, że mały człowiek zmienia wszystko. Jest całym światem, galaktyką. Choć owszem, nigdy nie ma pewności, co ze sobą przyniesie: dodatkowy kłopot, dodatkową radość czy dodatkową siłę.
Niedawno sama dostałam SMS-a od dorosłej córki: „Jak fajnie jest mieć dużą rodzinę. Czasem plączesz się jak w pajęczynie, a czasem, gdy spadasz, to ta pajęczyna jak siatka bezpieczeństwa chroni cię przed upadkiem”… I w tym jednym zdaniu zawiera się istota każdej rodziny.








