|
|
| Joanna i Stanisław fot. archiwum prywatne |
Prezentacja chwilę potrwa, bo do przedstawienia mamy Siedmiu Wspaniałych i cztery inne, wyjątkowe osoby, bez których nie byłoby tej historii. Oto oni: mama – Joanna, tata – Stanisław; Karol (lat 26) i jego żona Ania; Jakub (lat 25) i jego żona Magda; Marek (lat 23); Paweł (lat 18); Piotrek (lat 17); Wojtek (lat 15) oraz Krzysiek (lat 13).
◗ Joanno, Stanisławie, czy Wasze rodziny przypominały tę, którą stworzyliście sami?
Stanisław: Mam jednego brata. Z domu rodzinnego wyniosłem obraz modlących się rodziców. To był dom katolicki. Mama nie pracowała zawodowo, zajmowała się wychowaniem synów. Dziś doceniam, że taki właśnie był mój dom.
Joanna: Ja mam starszą siostrę i trzech braci. Wychowałam się w tradycyjnej, śląskiej rodzinie: Msza Święta nie tylko w niedzielę, ale i w tygodniu, różaniec, roraty – po prostu w to wrośliśmy. Moja mama również nie pracowała zawodowo. Miała czas, potrafiła słuchać, częstowała ciastem nasze liczne koleżanki. Prowadziła dom otwarty. Dziś ja staram się robić tak samo.
◗ Poznaliście się, pokochaliście, potem była decyzja o wspólnym życiu. Jaką mieliście wizję własnej rodziny?
Joanna: Staszek jest górnikiem elektrykiem, pracuje w kopalni jako sztygar. Ja skończyłam studium pedagogiczne. Przed ślubem pracowałam w biurze projektowym z założeniem, że gdy urodzę dziecko, nie wrócę do pracy, lecz zajmę się jego wychowywaniem. Najpierw rozmawialiśmy o trójce dzieci, potem, zainspirowani przykładem przyjaciół, zapragnęliśmy czwartego. Dalszy scenariusz dopisał Pan Bóg i całkiem dobrze Mu to wyszło.
Stanisław: Zawsze wiedzieliśmy, że z rzeczy ziemskich rodzina jest najważniejsza. Byliśmy otwarci na życie, każde dziecko przyjmowaliśmy więc z radością.
◗ A jak na wiadomość o narodzinach kolejnego chłopca reagowali najbliżsi? Tylko gratulowali czy może były także słowa troski?
Joanna: Zawsze miałam wsparcie w Stasiu. Jest człowiekiem wiary i był pewien, że w razie problemów Bóg nie zostawi nas samych. Nie zawiodłam się ani na Staszku, ani na Panu Bogu. Najtrudniejsze były spotkania z ludźmi przypadkowymi i ich uwagi: fałszywa albo źle rozumiana litość i upewnianie się, że to dziecko na pewno jest już ostatnie. Bywało ciężko, ale obok mnie stał Staszek, jego miłość…
Stanisław: Doświadczaliśmy również wiele życzliwości. Bywało, że ci, którzy „współczuli” nam, kiedy Asia była brzemienna, potem pierwsi przybiegali z gratulacjami i z pomocą.
◗ Czy Stanisław ma czas być ojcem, czy też 24 godziny na dobę zarabia na liczne potrzeby rodziny?
Stanisław: Ojcem po prostu trzeba być. Na to musi się znaleźć czas w pierwszej kolejności. I to nie „grupowo”, ale indywidualnie – być dla każdego dziecka. Znać jego świat, jego potrzeby… Zaniedbania wynikające z braku czasu ojca trudno potem nadrobić. Ojciec jest ważny. Zwłaszcza dla dorastającego syna.
◗ Czy łatwo w dzisiejszych czasach wychować siedmiu synów?
Stanisław: Nie jest tak trudno, jak ludzie myślą. Jest to o wiele prostsze, zwłaszcza kiedy starsze dzieci wspierają rodziców swoim braterskim autorytetem.
Joanna: Choć i a takim doskonały wypadku nie obywa się oczywiście bez trudnych rozmów i porównywania z domami, gdzie panuje inny styl bycia i życia.
◗ Czy macie poczucie sukcesu? Bo uczucie, jakie towarzyszy spojrzeniu z boku na owoc Waszego małżeństwa, to święta zazdrość!
Joanna: Jest w nas wiele radości, gdy widzimy osiągnięcia synów. Dwaj najstarsi się ożenili i mają wspaniałe żony. Również wiara naszych dzieci bywa radością i wzorem dla nas samych.
Stanisław: Duma? W marzeniach wiele rzeczy bym jeszcze poprawił. Ale z rzeczywistości jestem po prostu zadowolony.
◗ Opowiedzcie coś o każdym z chłopców. Tylko nie wstydźcie się być dumnymi rodzicami!
Stanisław: Karol jest wrażliwy, odpowiedzialny, pracowity, wysportowany. Troszczy się o osoby ze swojego otoczenia. Skończył architekturę. Kuba, choć bardziej sentymentalny, również cechuje się pracowitością, troskliwością i odpowiedzialnością. Jest po geografii. Marek to urodzony pływak, wyczynowy triatlonista, kończy wydział informatyki na politechnice. Paweł jest jowialny, sympatyczny. Dusza towarzystwa, ale też sportowiec i człowiek bardzo wrażliwy. Z zamiłowania ornitolog.
Joanna: Piotrek jest rozdarty między pasją do malarstwa i do historii. Ma dużą wiedzę i wykazuje zdolności w obu kierunkach. Wojtek, pływak i triatlonista, teraz stale chodzi z aparatem fotograficznym i eksperymentuje. Krzyś podziela sportowe pasje braci, jest bardzo sprawny. Ostatnio zachwyca wszystkich umiejętnościami z dziedziny mechaniki precyzyjnej i majsterkowania.
◗ Rzeczywiście Siedmiu Wspaniałych! Chyba wymodliliście tyle łaski dla swojej rodziny!
Joanna: Niedzielna Msza Święta – przy ołtarzu służy Staszek jako świecki szafarz, Marek i Piotrek są lektorami, a Paweł śpiewa w scholi. W tygodniu, kto ma czas, ten stara się uczestniczyć w Eucharystii. Kto może, włącza się w domu we wspólną modlitwę o określonych porach. Chociaż mężczyźni wolą modlić się sami, bo ja podobno spowalniam im tempo! Kiedyś wróciłam do domu i słyszę znad różańca: „Jeee…, mama przyszła. A taki dobry czas mieliśmy!”.
◗ Czy organizacja życia rodzinnego zabiera cały czas, czy zostaje Wam go jeszcze na własne przyjemności?
Joanna: Staszek działa w samorządzie, jesteśmy też od lat animatorami Ruchu Domowego Kościoła. Zdarza nam się wyjście do kina albo do teatru. Lubimy gości, wyjazdy, krótkie wypady w góry…
◗ A najtrudniejsze chwile? Bo przecież takie z pewnością były…
Joanna: Były, ale ja mam taki dar, że nie pamiętam ich długo. Raz naprawdę nie mieliśmy już pieniędzy. Staszek spisał wtedy listę najważniejszych potrzeb, położył ją pod krzyżem na stole i wszyscy powierzyliśmy to Bogu w różańcu. Pieniądze znalazły się w zupełnie niespodziewany sposób.
Stanisław: Trudne momenty to też choroby dzieci albo śmierć bliskich.
◗ Jakie były Wasze najpiękniejsze chwile w życiu?
Joanna: Myślę, że mieliśmy siedem najpiękniejszych chwil w życiu…
Stanisław: Joasiu, osiem, nie zapominaj o dniu naszego ślubu!
◗ Stanisławie, co powiedziałbyś rodzicom, którzy dziś chcieliby wychować swojego syna na prawdziwego chrześcijanina i mężczyznę?
Stanisław: Jeżeli Bóg będzie na pierwszym miejscu, wszystko inne będzie na swoim miejscu. To ojciec jest pierwszym wychowawcą. Ale nie będzie miał autorytetu, jeżeli nie będzie miał czasu dla swoich dzieci.
◗ Chłopcy, które z cech rodziców doceniacie najbardziej? Za co ich szanujecie?
Marek: Za pracowitość.
Kuba: Za bezkompromisowość w dużych i małych sprawach.
Paweł: U taty to, że jest twardy i nieugięty w kwestiach wiary i moralności.
Piotrek: Pobożność. Tata lubi mówić: „to co, porzykomy jeszcze dziesiątka?” [tzn. ‘pomodlimy się jeszcze dziesiątką różańca?’ – wyjaśnia Marek].
Wojtek: A mama jest bardzo otwarta, zawsze można z nią pogadać.
◗ Czy któryś z Was planuje pójść w ślady rodziców i wychować własnych Siedmiu Wspaniałych – jak czasami o sobie mówicie?
Paweł: Chyba ciężko powtórzyć taki wyczyn…
Kuba: Tak, to raczej zbyt wysoko postawiona poprzeczka… A Siedmiu Wspaniałych wymyślił tata, bo ma zamiłowanie do westernów!
◗ A teraz proponuję finałowy kwiz rodzinny. Podaję pytanie: ilu członków najbliższej rodziny zasiądzie przy stole Waszych rodziców w dniu ich złotych godów ?
Marek: Siedem razy siedem, czyli to wychodzi 49…
Wojtek: 42, bo ja będę księdzem…
Piotrek: 25 i jedno w drodze…
Paweł: Musi być około czterdziestki – 11 do piłki nożnej, 7 do ręcznej, 5 do kosza i 6 dziewczyn do siatkówki żeńskiej, plus ławka rezerwowych.
◗ Czas pokaże, który z Panów miał rację. Dziękuję za siedmiokroć wspaniałe spotkanie!