Człowiek uczciwy to taki, który dochowuje umów. Nie trzeba go pilnować, by wykonał to, do czego się zobowiązał. Uczciwy małżonek sam z siebie, z własnego postanowienia, dochowuje przysięgi małżeńskiej. Takie jest najprostsze, najczęstsze objaśnienie tego pojęcia.
![]() |
| Fot. CORBIS |
Czcij współmałżonka swego
Ale bywa, że nawet to, co najprostsze, wymaga heroizmu. Bo co wtedy, gdy druga strona umowy w sposób oczywisty łamie ślub uczciwości? Jak to się zdarzyło w pewnym małżeństwie (i zdarza w innych), gdy po ćwierćwieczu wspólnego pożycia mąż zostawił żonę i poszedł do innej, młodszej. I jak to bywa, gdy nadeszła starość, a z nią choroba i niedołężność, ta młodsza zostawiła schorowanego mężczyznę na pastwę losu. Niejedna żona by powiedziała: dobrze ci tak za moją krzywdę. Ta jednak przyjęła go na powrót do siebie, karmiła, myła, ubierała, a gdy zmarł, pochowała. Nie opowiadała zdziwionym i poruszonym jej postawą ludziom, że mimo wszystko ciągle go kochała, bo być może jej miłość nie przeszła tej próby. Mówiła tylko, że pragnie pozostać uczciwa w stosunku do tego, co przyrzekła przed Bogiem. To znaczy – wypełnić przysięgę małżeńską.
Uczciwość – poza dochowywaniem umów – ma jednak i drugie dno. Skojarzenie z ukrytą wewnątrz tego słowa „czcią” nie jest zbiegiem okoliczności. Z tym, że „czczenie” współmałżonka czy oddawanie mu czci w dzisiejszym świecie brzmi jakoś tak… dziwnie. Cześć oddaje się pamięci zmarłych, poległym żołnierzom, czci się rocznice ważnych wydarzeń, a w niektórych kulturach bożków i boginie. Jest to więc relacja tylko jednostronna. Jak to się ma do partnerstwa w małżeństwie? Być może właśnie „cześć” znaczyła kiedyś coś innego.
Pomocne może okazać się wertowanie słowników i innych książek na temat pochodzenia i znaczenia słów. Okazuje się, że słówko „czcić” miało w staropolszczyźnie znacznie szersze zastosowanie. Wiąże się z nim nie tylko „uczciwość”, ale także między innymi poczęstunek, uczta, a nawet czesne. Pięć wieków temu „uczcić” – podobnie jak dziś – znaczyło tyle, co otoczyć czcią, okazać cześć, uwielbić, przeznaczyć ku czyjejś czci, ale także przyjąć jako zacnego gościa, ugościć, poczęstować. Prosił „na cześć” ktoś, kto chciał zaprosić na posiłek, bynajmniej nie skromny. Bo chodziło o uhonorowanie gościa tym, co najlepsze. Czesne płaciło się sędziemu po wygranej sprawie, też jako wyraz uhonorowania. Gdyby chcieć zbliżyć się do współczesnego pojmowania tego szczególnego związku między osobą „czczoną” a „oddającą cześć”, powiedzielibyśmy raczej o najwyższym szacunku. Czyż nie zdarza się, że panowie, zwłaszcza starsi, zamiast zwykłego „cześć” na powitanie, które to słowo w tym przypadku straciło swoje pierwotne, poważne znaczenie, wypowiadają z ukłonem: „Szacunek, mecenasie”?
Bohaterstwo na co dzień
Ślubując uczciwość w małżeństwie, przyrzekamy zatem okazywanie sobie wzajemnego szacunku. To znaczy: będziemy się odnosić do siebie w sposób należny najważniejszym osobom w naszym życiu. Osobom, nie rzeczom. Uszanujemy naszą odmienność, inne zdania, zrezygnujemy z prób przyporządkowania sobie „drugiej połowy”, dostosowania jej do swoich planów i ambicji. Przyjmiemy siebie nawzajem do osobistego życia jak najdostojniejszych gości, których należy po staropolsku „uczcić”.
Dochowanie uczciwości małżeńskiej wyklucza kłamstwo, podstęp, wykorzystywanie. A sposobów na wykorzystywanie się w małżeństwie jest wiele. Od spraw codziennych, takich jak prowadzenie gospodarstwa domowego, zajmowanie się dziećmi, wydawanie zarobionych wspólnie bądź tylko przez jednego z małżonków pieniędzy, po sprawy intymne, wspólne pożycie, a także wiedzę o drugiej osobie – jej przeszłości czy ułomnościach. Nieuczciwe będzie – uczą etycy, psychologowie, duszpasterze – zwalanie prowadzenia domu i wychowania dzieci tylko na żonę („bo ja zarabiam”), wydawanie pieniędzy na własne przyjemności kosztem reszty rodziny („zarabiam, to mi się należy”), wymuszanie wydumanych „praw małżeńskich”, wreszcie bezustanne wypominanie współmałżonkowi błędów z przeszłości czy na przykład ułomności fizycznych. Bo uczciwość to także prawość i rzetelność.
Nasze zwyczajne życie rodzinne pełne jest czynów prawych i rzetelnych, a relacje między małżonkami bywają z gruntu uczciwe, mimo potknięć i porażek, których nie szczędzi nam codzienność. I mało kto myśli, że pozostając uczciwym, dokonuje czynów bohaterskich. Jak ta kobieta, która zajęła się wiarołomnym mężem – na myśl, że mogłaby stać się bohaterką reportażu, wpada w popłoch: „Przecież ja nie zrobiłam nic nadzwyczajnego, jedynie nie opuściłam męża w potrzebie”.







