![]() |
| Fot. EAST NEWS |
Powiedziałam, że nie ma żadnych podstaw do stwierdzenia nieważności małżeństwa, a fakt zdrady nie zwalnia jej ze złożonej przysięgi wierności. Jej małżeństwo, zawarte przed Bogiem i ludźmi, wiąże ją do końca życia i odejście męża tego nie zmienia. Kobieta jednak upierała się, mówiąc, że przecież to on pierwszy ją zdradził.
Tak, zdradził pierwszy, ale ja po tylu latach pracy w poradni wiem, że na ogół zdrada nie jest przyczyną konfliktu, ale skutkiem. Najpierw coś się między dwojgiem ludzi psuje, zaczynają się wzajemnie krzywdzić, ich miłość wygasa, a dopiero potem jedno odchodzi do innej osoby. Gdy między małżonkami jest głęboka miłość i więź, wtedy nie ma zdrady. Jeżeli się pojawia, winni są oboje, choć wina każdego z nich ma „inny kolor”.
Niepopularna wierność
Programy telewizyjne, kino, literatura popularna od lat lansują koncepcję miłości niewiernej. Wierność, stałość i dozgonność nie są w modzie.
Wierność wymaga wysiłku i nikt nie może być wierny bez pomocy siły, którą człowiek otrzymuje z Ducha Świętego, choć nie wszyscy chcą ten fakt uznać. Wierność wymaga także wzorca. Potrzebują go zwłaszcza ludzie młodzi. Wierną miłość wszyscy uznają za piękną, ale jednocześnie jest ona przedstawiana jako nieosiągalny ideał.
Odpowiedzialność
Pewnego razu zjawił się w poradni 18-letni chłopak. Przyprowadził go starszy kolega, bo chłopak znalazł się w trudnej sytuacji – wkrótce miał zostać ojcem, matka dziecka ma dopiero 17 lat. Jak zawsze w takich przypadkach, przeanalizowałam sytuację rodzinną. Marek – jedynak w wieku maturalnym (nie zdał matury – rzecz dzieje się w czerwcu), mieszka sam, matka wyjechała do Ameryki i regularnie przysyła synowi pieniądze. Ojca też nie ma w domu, bo… wyjechał.
Marek po chwili wahania powiedział: „Ojciec wyjechał z dziewczyną”. Chłopak miał do dyspozycji trzypokojowe mieszkanie i samochód. Jego dziewczyna, mieszkająca tylko z matką, pozostawała z nią w ostrym konflikcie. W końcu przeprowadziła się do chłopaka. Kolega, który przyprowadził Marka do poradni, też korzystał z jego „chaty”. Po naradzie z kolegą postanowiłam wezwać ojca Marka.
Mimo niepełnoletności Marek dostał pozwolenie z sądu na zawarcie małżeństwa cywilnego, z uwagi na bliskie narodziny dziecka. Ojciec przyjechał na ślub. Był zmartwiony – przede wszystkim tym, że Marek nie zdał matury, ponieważ teraz obciążony żoną i dzieckiem na pewno nie podoła wszystkim obowiązkom.
Przyjrzałam się ojcu – niestary jeszcze, przystojny mężczyzna, na skroniach parę siwych włosów, i zaryzykowałam pytanie: „Czy pan jest katolikiem?”. Odpowiedź była zaskakująca, bez wahania odpowiedział: „Naturalnie”. Pokiwałam głową z namysłem, a potem powiedziałam, że jest jeszcze coś, czym należałoby się martwić. Chodzi o sposób życia Marka. Ojciec popatrzył na mnie i przyznał, że syn „żyje trochę za swobodnie”. Podjęłam temat: „Myślę, że nie tyle chodzi o swobodę, co raczej o brak poczucia odpowiedzialności”.
Los czy wybór
Ojciec natychmiast usprawiedliwiał syna: „Jest jeszcze taki młody”. Odpowiedziałam: „Istotnie, młody, ale czy młodość ma oznaczać brak odpowiedzialności? Zresztą, mówiąc o braku odpowiedzialności, myślałam raczej o panu niż o synu, bo przecież to pan daje chłopcu przykład. Marek mi powiedział, że pan wyjechał z dziewczyną”. Zdenerwował się nieco, ale po chwili namysłu dodał: „Marek jest na tyle dorosły, żeby zrozumieć sytuację. Żona kilka lat temu wyjechała do Ameryki i tam urządziła sobie życie. Mnie też się coś od życia należy”.
Patrzyłam na niego tak, że zaczął się usprawiedliwiać: „Myślałem, że Marek jest bardziej dojrzały”. Przerwałam mu: „Bardziej dojrzały niż pan?”. Ojciec Marka oburzył się: „To moje prywatne sprawy, nie mamy powodu ich roztrząsać”. Nie ustąpiłam: „Nie tak zupełnie prywatne, bo pana sytuacja rzutuje na los Marka, Joli i ich dziecka. Myślę, że gdyby pan dał inny przykład, Marek postępowałby inaczej”. „No, to nie moja wina”. „A czyja?” – zapytałam. „No – z wahaniem odpowiedział dorosły mężczyzna – losu”.
Małżeństwo nie jest losem. Jest zadaniem do spełnienia, podjętym przez dwoje dorosłych ludzi, którzy powinni wiedzieć, co czynią. Niewierność nie jest zdarzeniem losowym, ale czynem ludzkim, krzywdą, za którą trzeba wziąć odpowiedzialność.
Na koniec powiedziałam ojcu Marka: „Moim zdaniem wina leży po waszej stronie, pana i pana żony, a ci młodzi są po prostu ofiarami”.
Autorka jest doktorem nauk medycznych, członkiem Papieskiej Rady do spraw Rodziny oraz Papieskiej Akademii „Pro vita”.










