![]() |
| Edycja Świętego Pawła |
Każdy, kto kieruje innymi, wciąż musi podejmować decyzje,
wybierać pomiędzy różnymi możliwościami. I często nie wie, jaka droga
jest właściwa. Nie istnieje gotowa recepta na to, jak podejmować
słuszne decyzje, niemniej chciałbym dać kilka wskazówek, jak radzić
sobie z tym problemem.
Trzeba zacząć od stwierdzenia: nie ma tylko dobrych i tylko złych
decyzji. Niektórzy długo łamią sobie głowę, zanim o czymś
zdecydują – chcą zebrać wszystkie ważne informacje i przesłanki,
rozważyć każdą ewentualność, przewidzieć rozwój wydarzeń. Wszystko po
to, by decyzja była absolutnie słuszna, ale nieomylny jest jedynie Bóg.
Wszystko, co my robimy, jest względne – dotyczy to także naszych
decyzji. Jeśli się uwolnię od presji podejmowania absolutnie słusznej
decyzji, mogę spokojniej podejść do sprawy.
Na pewno dobrze jest zebrać wszelkie potrzebne informacje, by decyzja
była uzasadniona. Perfekcjoniści nieraz sami sobie podstawiają nogę –
nigdy nie przestają zbierać nowych informacji i w ten sposób
przekładają podjęcie decyzji z dnia na dzień. A uciekanie od decyzji to
często najgorsze rozwiązanie. Jej podjęcie natomiast sprawia, że
sytuacja staje się jasna i wyzwala w nas energię. Ważne, by przy
podejmowaniu decyzji wsłuchać się w siebie.
Pewien menedżer opowiadał mi, że zawsze przy zatrudnianiu pracowników
kierował się intuicją. Kiedyś posłuchał wielu rzeczowych argumentów,
które przedstawili mu jego pracownicy, ale zatrudniona osoba okazała
się trudna we współpracy. Jej umiejętności nie równoważyły emocjonalnej
niedojrzałości.
Wiele osób, które mają podjąć decyzję, boi się tego, że ktoś potem może
zakwestionować ich słuszność. Z tym trzeba się liczyć. Każdego, kto
podejmuje decyzje, można skrytykować. Zawsze znajdą się ludzie, którzy
po pewnym czasie stwierdzą, że od początku wiedzieli lepiej. Musimy
więc żyć ze świadomością, że nasze decyzje są względne i podlegają
ocenie innych – można nas krytykować i wytknąć nam błędy. Ten, kto za
wszelką cenę chce uniknąć popełnienia pomyłki, wychodzi na tym jeszcze
gorzej: nie może odważyć się na nic nowego, ponieważ kurczowo trzyma
się tego, czego jest pewien. Tymczasem każda decyzja wprowadza nas na
niepewny grunt, dlatego potrzebna jest ufność, że będzie dobrze.
Dla mnie ta ufność ma nie tylko ludzki wymiar. W końcu ma ona podstawę
w Bogu. Ufam Bogu, że On pobłogosławi moją decyzję i że drodze, którą
otwiera, będzie towarzyszyło Jego błogosławieństwo. W modlitwie mówię
do Boga: „Zdecydowałem tak, jak uważałem za słuszne. Nie wiem, co
wyniknie z tej decyzji. Ufam, że Ty, Boże, zrobisz z tego to, co
najlepsze. Niech się dzieje Twoja wola”. Ta modlitwa mnie odciąża.
Dzięki niej nie jestem za wszystko odpowiedzialny. Ostatecznie to od
Boga zależy, jak się wszystko rozwinie. Przez to, że będę stale
rozmyślał o swoich decyzjach, nie zmienię ich ani nie sprawię, że okażą
się słuszne. A Bóg nawet decyzję obiektywnie nie najlepszą może przekuć
w coś dobrego. Ufność, jaką daje nam modlitwa, uwalnia nas od
uporczywego myślenia o decyzji, którą musimy podjąć, i o jej skutkach.
Zyskujemy spokój i wewnętrzną wolność. Dzięki temu możemy skupić się na
tym, co właśnie robimy, i być całym sobą z rodziną lub z przyjaciółmi.
NA PODSTAWIE FRAGMENTU KSIĄŻKI ANSELMA GRÜNA DUCHOWOŚĆ. RECEPTA NA UDANE ŻYCIE, WYDANEJ PRZEZ EDYCJĘ ŚWIĘTEGO PAWŁA.