|
|
| Paulina Smaszcz-Kurzajewska i Maciej Kurzajewski z synami: Franciszkiem i Julianem fot. SŁAWOMIR DYNEK/COGITOMEDIA |
Maciej – popularny dziennikarz i komentator sportowy, laureat Telekamery 2009. Paulina Smaszcz-Kurzajewska – równie popularna dziennikarka, autorka książki Mama i tata to my!, w której obala mity o zdrowiu, rozwoju i żywieniu dzieci. Razem prowadzą program Pytanie na śniadanie w TVP 2. Mają dwóch synów: Franciszka i Juliana.
◗ W jaki sposób się poznaliście?
Paulina Smaszcz-Kurzajewska: Podczas skoków narciarskich w Zakopanem w 1996 roku, kiedy polski orzeł, czyli Adam Małysz, zaczął bardzo dobrze skakać. Maciek i ja pracowaliśmy w telewizji, ale wcześniej się nie znaliśmy. Na pierwszą randkę Maciek zabrał mnie na lodowisko.
Maciej Kurzajewski: Nawet bez umiejętności jazdy na łyżwach dobrze czuliśmy się na lodzie.
◗ Jak szybko wiedzieliście, że jesteście sobie przeznaczeni?
Paulina: Ja po pierwszym dniu. Byłam zafascynowana Maćkiem. Gdy przestał się do mnie odzywać, bo chyba zrezygnował z „podchodów”, zadzwoniłam do niego.
Maciej: Zawsze byłem optymistą, ale nie aż takim… Nie wierzyłem, że może być tak dobrze. Potem Paulina wzięła inicjatywę w swoje ręce. I dziękuję za to Opatrzności.
Paulina: Spotkałam Maćka i zrozumiałam, że on jest tym, na którego czekam i którego pragnę. I że już nikogo lepszego nie spotkam.
◗ Czym jest dla Was rodzina?
Maciej: Życie w gronie rodziny – żony i dzieci – zawsze było moim marzeniem. Gdy miałem 24 lata, poślubiłem Paulinę. Zaledwie po pół roku znajomości! To wystarczyło, żeby przekonać się, że ona jest stworzona, aby być moją żoną, i że bardzo ją kocham. Rok po naszym ślubie na świecie pojawił się Franek, a dziewięć lat później – Julek. Można powiedzieć, że jeśli nie będzie się zmieniało na gorsze i będzie tak, jak jest, będę żył szczęśliwie.
◗ Paulino, czy to znasz na pamięć?
Paulina: Nie znam tego na pamięć… Przysłuchuję się, bo uwielbiam, jak mąż tak mówi. W życiu codziennym nie ma czasu na takie refleksje. Nasz rozkład dnia jest bardzo konkretny. Wstajemy i od rana jest robota: śniadanie, wyszykowanie Julka, potem Franka. Maciek idzie do pracy, ja biorę się za obiad, idę z dziećmi na spacer. Wszystko ma swój rytm i nie ma zbyt wiele czasu na przemyślenia. Uwielbiam, jak Maciek tak mówi, bo dzięki temu wiem, co myśli. A ja? Robię wszystko, żeby w mojej rodzinie obowiązywały zasady, które niektórym wydają się niemodne i staroświeckie. Szacunek, lojalność, brak obgadywania siebie na zewnątrz, wspólne rozwiązywanie konfliktów. To rodzina jest w stanie uratować człowieka, kiedy jest bardzo źle. Pomaga także zachować dystans, kiedy jest wspaniale. Mam bardzo dobre relacje z teściami, podobnie Maciek. To właśnie wymaga pracy, trzeba się nauczyć wybaczania, rozumienia, otwartości spojrzenia na każdego. Tak próbujemy robić. Jesteśmy szczęśliwi. Jeżeli bywa źle, to po to mamy ten duży stół w domu, żeby przy nim, niezależnie od pory dnia i nocy, rozwiązywać problemy.
◗ Czy Wasza definicja rodziny to mąż + żona + dzieci? Czy może także dziadkowie, ciocie, wujowie…?
Maciej: Nie ograniczamy rodziny do naszej czwórki. Najlepszym dowodem jest to, że wpadliśmy na pomysł – oczywiście w dużej mierze z egoistycznych pobudek [śmiech] – żeby mieszkać z moimi rodzicami. Mieszkamy w jednym domu, chociaż mamy osobne mieszkania. To jest naszym zdaniem taki zdrowy układ…
Paulina: Każdy człowiek i każde małżeństwo potrzebuje intymności. Zanim zamieszkaliśmy razem, usiedliśmy przy stole i wysłuchaliśmy się nawzajem. Ustaliliśmy zasady i trzymamy się ich.
Maciej: Najważniejsze jest to, że rodzice są blisko. Że możemy skorzystać z ich pomocy. A oni też są coraz starsi, więc możemy mieć ich na oku i się nimi opiekować. Poza tym są stuprocentowymi dziadkami – mają świetny kontakt z wnukami. Staramy się spędzać w rodzinnym gronie święta, ale też być razem na co dzień.
Paulina: Widzę, jakie znaczenie dla naszych rodziców ma to, że są potrzebni nam i wnukom, że są zaangażowani, że ich zdanie się dla nas liczy. Dzieci też uczą się szacunku, że dziadkowie mogą wnieść w ich życie wiedzę, doświadczenie, czasami inny punkt widzenia. Wydaje mi się, że to jest znakomite w kształceniu człowieka. Pewnie, że nieraz jest ciężko. Ale trzeba określić, co jest ważne, co chcemy osiągnąć. Przecież kiedy umrę, nikt nie napisze na moim nagrobku: „Niesamowity dyrektor, wyjątkowy pracownik”. Jeśli ktoś będzie o mnie pamiętał, to właśnie moja rodzina. I to właśnie ona napisze: „Cudowna mama i wspaniała żona”. Wtedy ma to sens.
![]() |
| fot. SŁAWOMIR DYNEK /COGITOMEDIA |
◗ Które z Was decyduje, w jaki sposób wychowywać dzieci?
Maciej: Paulina jest tutaj szefową. Nie ma co ukrywać.
Paulina: Ja przedstawiam problem. Najpierw we dwoje określamy, jak go widzimy, potem przekazujemy naszym rodzicom i pytamy ich o zdanie. Następnie ustalamy rozwiązanie.
Maciej: Przede wszystkim trzeba rozmawiać. Jest taka prosta zależność, którą dostrzegliśmy: im więcej się rozmawia z dziećmi, tym problemów jest mniej. Kiedy jednak problem się pojawia, najważniejsza jest stanowczość w jego rozwiązaniu.
◗ Do tego jednak potrzebna jest jednomyślność rodziców, prawda?
Maciej: Oczywiście. Mówimy jednym głosem. Franek i Julek mają świadomość, że jak coś powiemy, to oni muszą to zrealizować. Ale nie jesteśmy srogimi rodzicami. Chcemy mieć z nimi partnerskie układy. Jesteśmy dla nich dobrymi przyjaciółmi i traktujemy ich jak najlepszych przyjaciół.
Paulina: Jesteśmy otwarci na potrzeby i zainteresowania synów. Staramy się pokazać im świat, ludzi. Ale granice obowiązują, a ich przekroczenie grozi karą. Jesteśmy rodzicami, którzy bardziej chwalą, niż karzą. Ale gdy kara przychodzi… To jest ciężka…
◗ Jak ciężka?
Paulina: U nas nie ma bicia. Ale za karę nie ma gier i jest zakaz oglądania telewizji. I nie ma tego, na czym Frankowi zależy – treningów piłki nożnej. Jeśli w pokoju jest bałagan, pakujemy rzeczy do worka na śmieci i wyrzucamy. Bo jeżeli czegoś się nie szanuje, to znaczy, że jest niepotrzebne.
◗ A już chciałam zapytać o wychowanie bezstresowe…
Paulina: Na pewno nie jesteśmy surowi. Najważniejsze jest ustalenie zasad i konsekwentne ich przestrzeganie. To też uczy życia w społeczeństwie. Ale idealnymi rodzicami nie jesteśmy…
Maciej: Nie?
Paulina: Nie! Mam mnóstwo wątpliwości, czy dobrze postępuję. Czasem przychodzę do Maćka, siadam mu na kolanach i się wypłakuję.
◗ Maćku, co wtedy robisz?
Maciej: Najpierw wysłuchuję. Potem staram się rozmawiać, chociaż to właśnie od Pauliny uczę się mówić. Bo jestem osobą, która stara się najpierw sama problem przetrawić, a potem rozwiązywać, a nie dzielić się z kimś. Po prostu nie chcę tej drugiej osoby obarczać czymś, co mogę rozwiązać sam.
Paulina: Ale ja chcę, żebyś mnie obarczał! Chcę być częścią twojego życia.
Maciej: Kiedyś Paulina miała wrażenie, że coś przed nią ukrywam, bo nie mówiłem o swoich kłopotach… Ale skoro chce wiedzieć, to teraz wszystko mówię. I jest to bardzo dobre rozwiązanie, bo odpowiedzialność rozkłada się na dwie osoby.
Paulina: I ta druga osoba może nastawić cię psychicznie do problemu. Mówię do Maćka: „W porównaniu z głodującymi w Afryce to jest żaden problem. W porównaniu z wojną w Izraelu to jest żaden problem. Masz gdzie mieszkać, masz co jeść, masz rodzinę, która cię kocha. Poza tym masz żonę, która cię kocha i uwielbia…”.
◗ A ty, Maćku, chętnie przychodzisz do żony ze swoimi problemami?
Paulina: Właśnie nie przychodzi!
Maciej: Bo ja nie mam takiej potrzeby. Nie mam problemów w pracy, które spędzałyby mi sen z powiek. Wychodzę z pracy, zamykam tę część mojego życia i jadę do domu. Jeśli Paulina nie sprowokuje rozmowy, co tam w pracy, to ja nawet nie mam ochoty opowiadać.
◗ Jak często zdarzają się Wam dni tylko dla siebie, bez pracy i zobowiązań?
Maciej: Zdarzają nam się takie dni raczej w tygodniu, bo ja w weekendy często pracuję.
Paulina: Nie jesteśmy rodziną, która pracuje tylko od poniedziałku do piątku, a weekendy ma wolne.
Maciej: Bardzo sobie takie dni cenię. Możemy się gdzieś razem wybrać i pobyć bez pośpiechu. W weekendy staramy się zjeść razem śniadanie i wybrać przynajmniej na spacer. Jestem takim człowiekiem, który każdą wolną chwilę spędzałby z rodziną. Naprawdę staram się to realizować i to nie jest dla mnie obowiązkiem, tylko największą radością i spełnieniem. Wtedy wieczorem kładę się spać i mówię sobie: „To był dobry dzień”. Pewnie moglibyśmy kilka razy w tygodniu gdzieś wychodzić na imprezy, ale nie bywamy. Nie mamy potrzeby pokazywania się.
Paulina: Poza tym byłby to czas ukradziony dzieciom. One swoją miłością do nas nie zasłużyły na to. Kiedy mają rodziców razem? Tylko wieczorem, gdy Maciek wraca z pracy.
![]() |
| fot. SŁAWOMIR DYNEK/COGITOMEDIA |
◗ Czy w takim razie macie czas tylko dla siebie?
Paulina: Na razie niewiele. W życiu przychodzi czas na wszystko: na szaloną miłość, na założenie rodziny, na wychowanie malutkiego dziecka. A potem, kiedy dzieci dorastają, jest czas, żeby wrócić do aktywności zawodowej, do spełniania swoich marzeń, do realizowania siebie. Wszystko przychodzi w odpowiednim momencie. Jeśli będziemy się starali zaburzyć ten proces, nie będziemy czuli się dobrze. Na razie nasz wspólny czas to zazwyczaj bardzo późne wieczory. Gdy Julek pójdzie do przedszkola, potem do szkoły, a Franio będzie nastolatkiem, znowu będziemy mieli go więcej.
◗ Jakie macie marzenia?
Maciej: Żeby zawsze było tak, jak teraz.
Paulina: Super. A ja do tego chciałabym, żeby nasze dzieci były zdrowe i żeby były dobrymi ludźmi. Żeby znaleźli cudowne żony, żeby się kochali. My nie mamy marzeń materialnych…
Maciej: Zawsze na przełomie roku mówię sobie i powtarzam Paulinie, że w naszym przypadku każdy rok jest lepszy. Jeśli ta zasada będzie się sprawdzała do końca naszych dni, to znaczy, że będziemy żyć bardzo szczęśliwie.
◗ Jesteście dziennikarzami telewizyjnymi, osobami popularnymi, rozpoznawanymi publicznie. Dzięki temu jesteście proszeni o udział w kampaniach społecznych. Tegoroczny Narodowy Dzień Życia (24 marca) odbywa się pod hasłem „Stawiam na rodzinę” i to chyba nie przypadek, że właśnie Wy jesteście twarzami tegorocznych obchodów.
Paulina: Jeżeli to ma komuś pomóc, jeżeli ma wartość, to dlaczego tego nie robić? To jest wielka kampania. Niedawno wydałam książkę Mama i tata to my! i mam odzew, że książka się podoba, że pomaga mamom i ich dzieciom. Warto było poświęcić noce na jej pisanie. Moje honorarium i część dochodu ze sprzedaży książki są przeznaczone na bardzo trudny program Komitetu Ochrony Praw Dziecka, który pomaga kształcić personel żłobków, by mógł szybko rozpoznawać symptomy molestowania seksualnego u dzieci. Jeśli z kolei Narodowy Dzień Życia spowoduje, że jakaś rodzina powie: „Fajnie, może rzeczywiście praca nie jest w życiu najważniejsza. Może większe mieszkanie, lepszy samochód nie są aż tak ważne” – to naprawdę warto.
◗ Czy chcielibyście mieć więcej dzieci?
Paulina: Chciałabym, ale nie wiem, czy Pan Bóg tego chce. Na razie cieszymy się, że udało nam się z bardzo trudnej ciąży uratować Julka. Moje przejścia przez 9 lat starań o drugie dziecko też były bardzo ciężkie. Chciałabym mieć jeszcze jedno dziecko, ale nie wiadomo, czy się uda. Czasem los bywa okrutny: im bardziej się chce, tym jest trudniej. Na razie cieszę się, że jest Julek, że jest zdrowy i szczęśliwy. Jeszcze mamy czas…
◗ Jak spędzacie święta wielkanocne?
Maciej: To nasza pierwsza Wielkanoc w tym domu.
Paulina: Wszyscy się do nas zjadą. Wcześniej razem z Franiem i Julkiem malujemy jajka, które wcale nie wyglądają jak typowe łowickie kraszanki. Przedstawiają różne straszydełka. Z Franiem szukamy ciekawych informacji o świątecznych tradycjach. Marzą nam się z Maćkiem tradycyjne święta na polskiej wsi… W Wielką Sobotę, gdy chodzimy święcić pokarmy, każdy ma swój koszyk. Co ważne, u nas wszystko jest doskonale zorganizowane – każdy ma swoje zadanie. Ja, Franek i Julek szykujemy wystrój domu, malujemy jajka i przygotowujemy ciekawostki. Nasze mamy zajmują się przygotowaniem jedzenia. Tata planuje wyjścia spacerowe, Maciek zapewnia finanse.
Maciej: I modlimy się o piękną pogodę.
Paulina: I żeby lany poniedziałek się udał.
Maciej: No cóż, nie ukrywamy, że jesteśmy bardzo szczęśliwi.










