Gwiazdorzy Bollywood
|
|
Danuta i Andrzej Gliwiczowie fot. Agencja Gazeta |
Wszyscy wiedzą, że Bombaj to po prostu Bollywood. Na każdym kroku studia filmowe. Co roku Hindusi kręcą 800 filmów, czyli ponad dwa dziennie. Do Salvation Army często zaglądają agenci filmowi, szukając ciekawych twarzy z Europy. Tak trafili na Gliwiczów. „Nigdy nie marzyliśmy o karierze filmowej – mówi pani Danuta. – Poszliśmy z ciekawości i przyjęli nas”.
Małżonkowie zagrali w kilkunastu bollywoodzkich produkcjach. Byli m.in. osadnikami na Dzikim Zachodzie, pan Andrzej – szwajcarskim sędzią, pani Danuta – damą obserwującą proces nieszczęśliwie zakochanego Hindusa, wcielali się w role brytyjskich kolonizatorów. „Filmy kręcą tam błyskawicznie” – mówi Andrzej Gliwicz. Czasem dwa jednocześnie, żeby było taniej i szybciej. Co ciekawe, małżonkowie nigdy nie widzieli się na ekranie, bo filmy wchodzą do kin wtedy, gdy już są w Polsce, a kiedy wracają, w hinduskich kinach puszczają już co innego. „W porównaniu z zarobkami w Polsce gaże nie są oszałamiające, ale wystarczają na kilka miesięcy spokojnego życia w Indiach. Można sobie np. wynająć mieszkanie – wyjaśniają. – Ważne, że przy kręceniu filmu jest darmowe jedzenie”.
Po kilku latach występów w Bollywood Gliwiczowie zdobyli w Indiach przyjaciół, zapraszani są na rodzinne uroczystości. Mają też agentkę, bo nie chcą być wyłącznie statystami. W reklamach i jako aktorzy drugiego planu mogą zarobić więcej. Gliwiczów dostrzegły także rodzime stacje telewizyjne. Pani Danuta była bohaterką programu TVP 2 „Poezja łączy ludzi”.
„W Polsce kariery nie zrobimy. Ale Bollywood to wielka przygoda życia – mówią zgodnie. – Dzięki temu nasza emerytura nie jest nudna. Nie siedzimy w czterech ścianach. Gdyby tak było, już dawno bylibyśmy parą zapyziałych staruchów”.
Śmigłowiec jak marzenie
|
|
Andrzej Matuła buduje helikopter Fot. Agencja Gazeta |
Bierność jest największym wrogiem emeryta. Potwierdza to Wojciech Nowakowski, prezes Fundacji Nestor wspomagającej seniorów. „Osoby aktywne w życiu zawodowym po przejściu na emeryturę, mimo dobrego zdrowia i nie najgorszej sytuacji finansowej, często wpadają w stan bierności” – mówi. Dlatego Andrzej Matuła, emerytowany górnik z Dąbrowy Górniczej nie lubi siedzieć w domu. Ma 75 lat i od chwili, gdy przeszedł na emeryturę, buduje śmigłowiec. Całymi dniami siedzi w hali w Strzemieszycach. „Modelarstwem zainteresowałem się w dzieciństwie – wyjaśnia. – W roku 1957 roku zabrałem się na poważnie do budowy helikoptera. Przerwałem ją z przyczyn politycznych, bo władza obawiała się, że ucieknę z kraju” – dodaje. Dlatego budowę śmigłowca odłożył na prawie 40 lat. Ostatnio okazało się, że silnik pochodzący ze starego volkswagena jest za ciężki i za słaby, by wzbić konstrukcję w powietrze. „Nie poddaję się. Mimo że mam już swoje lata i zdrowie trochę szwankuje, dopnę celu – mówi twardo. – Problemami się nie zrażam. Nawet zawodowcy pracują nad maszynami latami, mając dodatkowo ogromne budżety, a ja mam tylko skromną emeryturę”.
Ksiądz profesor Leon Dyczewski, autor książki Ludzie starzy i starość w społeczeństwie i kulturze, aktywność emerytów określa mianem „marzeń odłożonych w czasie”. „Wcześniej ci ludzie mieli swoje cele, ale musieli zająć się wychowaniem dzieci, pracą zawodową. Marzenia zeszły na dalszy plan. Teraz do nich powracają – tłumaczy. – Znam wiele osób, które po przejściu na emeryturę zaczęły malować, rzeźbić, pisać wiersze, pamiętniki”.
Profesor Piotr Błędowski, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Gerontologicznego, do odłożonych w czasie marzeń dorzuca kolejne argumenty. „Aktywność dzisiejszych emerytów wynika z większej świadomości dbania o zdrowie, wzrostu poziomu życia i wykształcenia. Każdy kolejny rocznik przechodzących na emeryturę jest lepiej wykształcony i zamożniejszy od poprzedniego. To ludzie aktywniejsi, świadomi swoich potrzeb i pragnący te potrzeby zaspokajać”.
Jest jeszcze jeden powód aktywności emerytów: długość życia. Przechodząca dziś na emeryturę 60-letnia kobieta ma przed sobą, według prognoz demograficznych, 22,5 roku życia, mężczyzna – 17,4. To jedna czwarta życia do zagospodarowania!
Do tego dochodzą procesy starzenia się społeczeństwa. Dziś osoby powyżej 60. roku życia stanowią 17% ludności Polski. Według prognoz ONZ, w 2050 roku odsetek ten będzie wynosił już 33%. Oznacza to, że na dwóch emerytów będą przypadały trzy osoby pracujące. Ludzie starsi już dziś dostrzegają te procesy. I dlatego wielu z nich chce być sprawnymi do końca życia, by nie stanowić ciężaru dla młodszych.
Emeryt wyzwolony
71-letnia Wanda Gołębiewska, przewodnik i ratownik Avetkowego Klubu Kajakowego, marzeń nie musiała odkładać na później, bo udawało się jej połączyć pracę zawodową z kajakarstwem. Przyznaje jednak, że na emeryturze ma więcej czasu, by poświęcać się pasji. W kajaku pani Wanda czuje się jak ryba w wodzie. „Organizuję imprezy wodniackie dla dzieci, młodzieży i takich jak ja – wyjaśnia. – Będę pływała, dokąd wystarczy mi sił” – zapewnia. I dodaje: „Czuję się potrzebna. Na spływach opowiadam młodzieży o przygodach, o stanie wojennym, powstaniu warszawskim. Słuchają. Oczekują porad związanych z pływaniem kajakiem. Wiedzą, że znam każdy szlak kajakowy w Polsce. Nigdy im nie odmawiam”.
„Dzisiejsze społeczeństwo dopuszcza coraz więcej aktywnych ról społecznych dla ludzi starszych – tłumaczy prof. Błędowski. – Oni z tego korzystają. Wyzwalają się. Nie pełnią już tylko roli staruszka siedzącego na ławce przed domem czy przyzbie. Zaczynamy upodabniać się do krajów zachodnich. Tam widok dziadka na rowerze nie jest niczym nadzwyczajnym”.
Trzymilionowa rzesza dzisiejszych emerytów dorastała w zamkniętym kraju bloku sowieckiego. To władza decydowała, kto dostanie paszport, a kto nie. Dziś dziadkowie to druga po dwudziesto- i trzydziestolatkach grupa wiekowa korzystająca z tanich linii lotniczych. Według badań łódzkiego lotniska ludzie po pięćdziesiątce stanowią 20% pasażerów udających się na Wyspy Brytyjskie.
66-letni Andrzej Markowski z Łodzi dopiero po upadku PRL mógł zrealizować marzenia o samochodowych podróżach po Europie. Swoją zabytkową warszawą był już w Berlinie i Kopenhadze, przejechał nią 3500 kilometrów ze stolicy Polski pod wieżę Eiffla. „Nie potrafię usiedzieć w miejscu. Gdy przeszedłem na emeryturę, całkowicie przebudowałem dom – opowiada. – Rozebrałem go i postawiłem od nowa”. Teraz pan Andrzej jest stałym gościem zlotów zabytkowych samochodów i motocykli, bo oprócz 38-letniej warszawy ma jeszcze ponad 40-letni motor.
Od kilku lat po świecie podróżuje też Tadeusz Stolarzewski z Warszawy. Kilka lat temu wyprodukowanym w 1969 roku w ZSRR Gazem-69 pojechał do Chabarowska. Trasa jego wyprawy objęła m.in.: Baranowicze, Smoleńsk, Moskwę, Kazań, Perm, Jekatierinburg, Tiumeń, Iszim, Omsk, Nowosybirsk, Krasnojarsk, Irkuck, Ułan-Ude, Czita, Birobidżan. „Zatrzymuję się w lesie, w polu, śpię w samochodzie. Podróżuję sam, całą Syberię przejechałem i złego słowa nie usłyszałem. Zdarzało mi się tankować za darmo. Sprawiały to mój urok osobisty, umiejętność zachowania i samochód” – mówi. Pan Tadeusz własnoręcznie przebudował samochód, przystosowując go do dalekich podróży: auto ma napęd benzynowo-gazowy. Pojemność zbiorników gazu, benzyny i wody umożliwia przejechanie bez tankowania 1500-2000 kilometrów. Był już między innymi w Turcji, Nepalu, Afganistanie, Pakistanie, Indiach. Z każdej wyprawy przywozi tysiące zdjęć, które potem wystawia w warszawskich galeriach.
Edukacja „trzeciego wieku”
|
|
Najstarsza na świecie grupa rockowa „The Zimmers”, Fot. FORUM |
Aktywność ludzi starszych to nie tylko zagraniczne podróże. Wystarczy wspomnieć, jakie oblężenie przeżywają od kilku lat Uniwersytety Trzeciego Wieku. Jest ich w Europie kilkaset, w Polsce istnieją w każdym większym mieście. Studenci realizują na nich młodzieńcze marzenia, podnoszą aktywność intelektualną i fizyczną. Nie ma tu egzaminów, chodzi się dla czystej przyjemności. Staruszkowie uczą się historii sztuki, psychologii, chodzą na basen czy na terapię tańcem, na jazdę konną, uczą się języków, dyskutują o polityce, zaczynają pisać wiersze, jak np. Elżbieta Bukowska z Łódzkiego UTW: Czy Wy o tym wiecie/Studiuję na Uniwersytecie./Co? Co Wy mówicie?/Jestem na to za stara./Od mojej chęci do nauki wara./A cóż Wam tak do śmiechu./Jestem na Uniwersytecie/Trzeciego Wieku. „Dawniej kształciliśmy się do uzyskania dyplomu, teraz jest tzw. ciągła edukacja. Powstało wiele stowarzyszeń, organizacji, których wcześniej nie było. To efekt rozwoju kulturalnego i cywilizacyjnego. Idea samorozwoju jest w dzisiejszej kulturze jednym z głównych celów człowieka. Ciągła edukacja oznacza wykorzystanie naszych możliwości, bardzo pozytywne zjawisko – tłumaczy prof. Dyczewski. – Ciągle jednak istnieje potrzeba aktywizacji starszych”.
Metod jest wiele. Pomagają uruchomione w 25 miastach Polski programy „Łączymy pokolenia” i „Same plusy. Wolontariat 50+”. „Cel jest jasny. Zaktywizować emerytów i pomóc im znaleźć wspólny język z młodzieżą. Uczą się razem działać, tworzyć” – mówi koordynatorka programów Beata Tokarz z Akademii Rozwoju Filantropii. W Lublinie emerytowani nauczyciele nieodpłatnie udzielają korepetycji dzieciom z patologicznych rodzin. We Wrocławiu trzy generacje: dzieci, rodzice i dziadkowie razem tworzą spektakle (pantomima, taniec, muzyka). „Trzy pokolenia wspólnie pisały scenariusze, przygotowywały scenografię, stroje, dzieliły się rolami. Seniorzy mówili, że wspólna zabawa w teatr pomogła im odbudować relacje z wnukami” – opowiada Beata Tokarz. W Elblągu młodzi wspólnie ze starszymi nakręcili 5 filmów o tym mieście.
Aktywizacją swoich rówieśników zajmuje się też Wanda Gołębiewska. „Często organizuję spływy dla takich jak ja – mówi. – Śmiechu jest więcej niż z młodymi. Ostatnio pewna 70-letnia pani nie trafiła z pomostu do kajaka i wpadła do wody. Wyciągnęliśmy ją i posadziliśmy w kajaku. Do końca spływu to przeżywała, twierdząc, że to największa przygoda jej życia”.
Babcie przy klawiaturze
|
|
Takao Arayama zdobył Mount Everest, gdy miał ponad 70 lat. Fot. FORUM |
Wielu emerytów próbuje nadążyć za wnukami i uczy się obsługi komputera. Z badań CBOS wynika, że Internetu używa już 13% Polaków w wieku 55-64 lat. To dla nich powstają serwisy internetowe Intersenior.pl czy Senior.pl. Dziadkowie i babcie komunikują się przez Gadu-Gadu, chętnie korzystają ze Skype’a. Andrzej Gliwicz – ten, który gra w Bollywood – założył w sieci witrynę, na której zachwala indyjskie podróże. To cieszy, ale nasi emeryci wciąż są daleko za swoimi równolatkami z Unii Europejskiej. Według badań Eurostatu w Norwegii 41% osób w wieku emerytalnym korzysta z sieci. W Niemczech odsetek ten wynosi 31%, a w Wielkiej Brytanii – 28%. Z Anglii pochodzi 80-letni Peter Oakley. Na starość nauczył się obsługi komputera, założył własną stronę internetową. Lubi bluesa i czyta książki psychologiczne. Tak zachwyciły go filmy umieszczane na YouTube, że postanowił spróbować swoich sił. Zamieścił w serwisie ponad 40 filmów, w których opowiada o swoim życiu, wojnie. Biją rekordy popularności.
Podobnie jest z członkami najstarszej na świecie grupy rockowej „The Zimmers”, czyli „Balkoniki”. Zespół składa się ze śpiewających pensjonariuszy domów opieki, z których najmłodszy ma 69, a najstarszy – 100 lat. Nagrali debiutancki album w słynnym studiu Abbey Road, gdzie Beatlesi wydali większość swoich hitów. Na teledysku pokazują od dawna ukrywane oblicze: tańczą w takt muzyki, jedna ze staruszek gra na gitarze, druga na klawiszach. Czterdzieści uśmiechniętych twarzy. Chwilę potem dewastują sprzęt: przewracają perkusję, walą gitarami o podłogę. „To najpiękniejszy dzień w moim życiu”– mówiła podczas nagrania w Abbey Road 99-letnia Winnifred Warbuton.
Dziadkowie raczkują
74-letnia Holenderka Mia Spierdijk gra regularnie w golfa. „Te 18 dołków to dla mnie przyjemność – mówi. – Mam taką samą mentalność jak w wieku 25 lat. Jedynie szybciej się męczę”. O zmęczeniu nie wspominają ani słowem dwaj Japończycy walczący o tytuł najstarszego człowieka, który stanie na szczycie Mount Everestu. W maju 2006 roku Dach Świata zdobył Takao Arayama, mając 70 lat, 7 miesięcy i 13 dni. Jego wyczyn przebił Katsusuke Yanagisawa, który wspiął się na Mount Everest mając 72 lata, 2 miesiące i 2 dni. Takao uważa, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa i szykuje się do kolejnej wyprawy w Himalaje.
W Stanach Zjednoczonych oblicze starości zmieniło pokolenie babyboomers – roczniki z powojennego szczytu demograficznego, autorzy rewolucji obyczajowej lat 60. Gdy dobili do wieku emerytalnego, uznali, że starości nie ma. Z badań amerykańskich wynika, że ponad trzy czwarte z nich myśli o dalszej nauce, 70% wyjeżdża na wakacje zagraniczne. Ta rewolucja dotarła już do Europy i powoli dociera do Polski. Dziś dziadek nie spełnia już roli, która była mu wyznaczona w latach 70. i 80., gdy przy pustych sklepach zajmował się głównie zaopatrzeniem rodziny. Pełnię tej rewolucji będziemy zapewne obserwować dopiero za kilka lat, gdy na emerytury będą przechodzili dzisiejsi trzydziesto-, czterdziestolatkowie. W odróżnieniu od dziadków ich praktycznie nic nie ogranicza. Mają pieniądze, wykształcenie. Mogą pozwolić sobie na zagraniczne wojaże. Na emeryturze okażą się nie mniej aktywni, pracując do końca albo z zapałem oddając się swoim pasjom. „Za kilkanaście lat nasi emeryci nie będą gorsi od kolegów z USA i Europy Zachodniej – prof. Błędowski nie ma wątpliwości. – Poczekajmy. Dzisiejsi dziadkowie są pionierami i dopiero raczkują".