Lato pojawia się na Środkowym Roztoczu piątego dnia czerwca i trwa ponad 90 dni. W końcu lata oraz w pierwszych tygodniach jesieni przeważa tutaj pogoda bez opadów, a średnia liczba dni z mgłą należy do najniższych w kraju. Jest bardzo słonecznie, a wiatr w tym regionie jest zdecydowanie słabszy niż na Pomorzu. Jeśli chcecie się jeszcze opalić i nawet jesienią cieszyć pięknym słońcem, wybierzcie Roztocze. Jeżeli Wasze dzieci zaczęły już szkołę, warto zostawić je pod troskliwą opieką dziadków, a w program wyprawy wpisać dłuższe piesze wędrówki w gronie dorosłych.
Urzekające szumy
Roztocze to pas kredowych wzniesień (do 390 m n.p.m. – taką wysokość ma góra Wielki Dział) na Wyżynie Lubelskiej, od Kraśnika aż po Lwów.
Jest tu wiele szlaków turystycznych różnej długości, a baza noclegowa dość dobrze rozwinięta. Szczególnie w ostatnich latach pojawiło się mnóstwo gospodarstw agroturystycznych. Na Roztoczu znajdą coś dla siebie zarówno amatorzy pieszych wędrówek, jak i rowerzyści oraz miłośnicy spływów kajakowych.
Dla mnie najbardziej atrakcyjnym obszarem jest miejscowość Susiec i szlak pieszy wzdłuż urokliwych potoków i rzek. Jeśli zakochać się w Roztoczu, to właśnie tutaj!
Szlak prowadzi z Suśca brzegiem potoku Jeleń, aż do jego ujścia do rzeki Tanwi koło Zamczyska (najwyższa góra w rezerwacie „Nad Tanwią” – 246 metrów n.p.m). Później skręca w górę Tanwi, prowadzi jej brzegiem aż do miejscowości Rebizanty. Odtąd szlak towarzyszy potokowi Lasienieckiemu i wraca przez Rybnicę, Sikliwce do Suśca. Trasa liczy kilkanaście kilometrów i warto na nią poświęcić cały dzień. Po drodze jeszcze kilka niespodzianek: „Źródełko Młodości” (przy dobrym biomecie można uwierzyć w jego oddziaływanie) i „Źródełko Miłości” (w to uwierzę szybciej).
Rzeki przecinają tu południową krawędź Roztocza, płynąc wąskimi, głęboko wciętymi dolinami. Skały popękały w wielu miejscach i dzięki temu powstały liczne małe wodospady (jest ich 24 na odcinku zaledwie 200 metrów). Miejscowa ludność nazywa je „szumami’. Oprócz szumów rzeki zachwycają wieloma drobnymi przełomami. Jako podsumowanie rozważań o rezerwacie „Nad Tanwią” niech posłużą słowa, które znalazłem w Internecie, na jednym z forów poświęconych spływom kajakowym: „Jeśli ktoś lubi klimaty Borneo albo Sumatry, polecam Tanew od Narola”.
Jadąc dalej na południe, warto odwiedzić Przemyśl – piękne miasto położone na wzgórzach. Tak zachwyciłem się tym miejscem, że pozytywnych wrażeń nie potrafię zmieścić w kilku zdaniach. O tym mieście napiszę innym razem.
Nieodkryte piękno Bieszczad
A teraz przenieśmy się w Bieszczady – góry, które są fragmentem Bieszczad Zachodnich i składają się z kilku podłużnych pasm. To rejon wyjątkowo daleki, dlatego rzadko odwiedzany przez turystów. Dojedziecie tam drogami z Ustrzyk Dolnych, Leska lub Zagórza. W Bieszczadach czekają na Was bezkresne krajobrazy i wspaniałe widoki. Tu na pewno dobrze poczują się ci, którzy szukają absolutnego spokoju. Mam kolegów podróżników, którzy twierdzą, że można przejść połoninami i nie spotkać żywego ducha.
W Bieszczadach dosyć nisko przebiega górna granica lasu, bo już na wysokości 1200-1220 metrów n.p.m. Brakuje górnego piętra leśnego ze świerkami, dzięki temu piesze szlaki są wyjątkowo atrakcyjne pod względem widokowym. W górnej granicy lasu rosną jedynie olchy i karłowate buki. Razem z trawiastymi łąkami tworzą one połoniny, jedyne takie miejsca w Polsce.
Pamiętajcie o tym, żeby wędrówki po Bieszczadach bardzo dobrze zaplanować. Ze szlaku należy schodzić w stronę domostw i wiosek o odpowiedniej porze, ponieważ zabudowa nie jest tu tak gęsta jak na Podhalu czy w Beskidach. Nic więc dziwnego, że nietrudno zabłądzić.
Spójrzmy jeszcze raz na mapę: Ustrzyki Dolne, Lesko i Zagórz mogą się stać punktami startowymi wypraw. W zależności od tego, ile macie czasu, możecie odbyć podróż po Wielkiej lub po Mniejszej Pętli Bieszczadzkiej.
![]() |
| Kościół Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Lesku. fot. ANNA OLEJ, KRZYSZTOF KOBUS - TRAVELPHOTO |
Lesko położone jest na pograniczu Pogórza Przemyskiego i Bieszczad. Każdy, kto udaje się dalej na południe, w góry, prędzej czy później musi tu zajechać. I warto spędzić w Lesku kilka chwil.
Pierwsza wzmianka o miejscowości pochodzi z roku 1436. W roku 1476 Kmitowie, właściciele dóbr, postanowili zbudować tu swój zamek Sobień, którym później zarządzali między innymi Krasiccy. To za ich czasów na zamku znalazły się zbiory monet, galerie obrazów i przebogata biblioteka. Lata 1914-18 oraz 1939-45 pokazały, jak bardzo zawieruchy wojenne mogą zniszczyć dzieła pokoleń. Część zbiorów biblioteki leży na dnie stawu, wiele rękopisów polskich poetów zostało rozkradzionych przez okolicznych mieszkańców, a resztę w 1944 roku wywiózł w siedmiu wagonach ostatni właściciel.
Według spisu z 1921 roku Żydzi stanowili 63% mieszkańców Leska, dlatego niech Was nie zdziwią liczne synagogi i bożnice. Żydzi osiedlali się tu od wieków, widać to na Kirkucie, jednym z najstarszych cmentarzy żydowskich w kraju. Najstarszy zabytek na cmentarzu pochodzi z 1548 roku (znajduje się w jego północnej części). Żydzi rzeczywiście zdominowali to miasto w XX wieku, ale liczne kościoły i cerkwie wskazują, że rozwijała się tu także kultura innych wyznań. W Lesku jest kilka zabytkowych kościołów. Największy z nich, Nawiedzenia NMP, zbudował Piotr Kmita w 1539 roku z kamienia i cegły. Barokowe wnętrze utrzymane jest w czarno-złotym kolorze, a obrazy, sklepienia i figury mają po kilkaset lat.
Wyjeżdżając z Leska, wybierzcie szlak prowadzący wzdłuż Sanu przez Hoczew (po drodze jest kilka miejsc z wysokim skalnym brzegiem). Właśnie w Hoczewi warto się zatrzymać. Tutejszy barokowy kościół św. Anny pochodzi z 1745 roku, a ufundowała go rodzina Fredrów. Później szukajcie Średniej Wsi, gdzie znajduje się najstarszy drewniany kościół katolicki w Bieszczadach. Jako kaplica dworska został wzniesiony w 1727 roku, w całości z drewna. Obowiązkowo uwiecznijcie to miejsce na zdjęciach i ruszajcie w stronę zalewu.
W Myczkowcach i w Solinie spiętrzono wody Sanu. Powstał zalew o powierzchni 22 km2. Jego linia brzegowa ma długość 150 km, a zapora, która zamyka wody od północy, jest najwyższa w Polsce (81,8 m).
Najdziksze z dzikich
Opisywana droga graniczy z położonym dalej na południe Bieszczadzkim Parkiem Narodowym. To miejsce najdziksze z dzikich. Przez park prowadzi zaledwie jedna droga, po drugiej stronie granicy widać tylko lasy. Park zajmuje 292 km2 i został uznany za rezerwat biosfery UNESCO. Żyją tu niedźwiedzie, wilki, jelenie, sarny, a także specjalnie sprowadzone żubry. Leśnicy i pracownicy dydaktyczni zatrudnieni w parku z chęcią przybliżą Wam tajemnice lasów karpackich i zwyczaje zwierząt.
Po powrocie do Małej Pętli polecam przystanek w miejscowości Czarna Górna. Podobnie jak w wielu innych, jest tu cerkiew z 1834 roku z ciekawym ikonostasem. Obejrzyjcie też drewniane chałupy z XIX wieku i kapliczkę, którą wystawiono w związku ze zniesieniem pańszczyzny.
Z Czarnej dojedziecie do Ustrzyk Dolnych. Z przekazów historycznych wynika, że miejscowość istniała już w 1502 roku. Oprócz wołoskich pasterzy mieszkała tam ludność ruska, Węgrzy, Polacy i Niemcy. Dwa wieki później licznie przybywali żydowscy kupcy. Na dobre Ustrzyki zaczęły się rozwijać w XIX wieku dzięki linii kolejowej z Przemyśla na Węgry.
I jeszcze na koniec ważna praktyczna informacja: zanim wybierzecie się w trasę, pamiętajcie, że ostatnie bankomaty znajdują się w Lesku i Ustrzykach Dolnych.








