|
|
|
Luise Brown - pierwsze dziecko |
Luise Brown, pierwsze dziecko, które przyszło na świat w wyniku zapłodnienia in vitro, świętowała w tym roku trzydzieste urodziny. Jej matka przez dziewięć lat małżeństwa nie mogła zajść w ciążę. Stało się to możliwe dopiero dzięki zapłodnieniu poza organizmem jej komórki jajowej i przeniesieniu embrionu do macicy.
Cztery lata temu Luise wyszła za mąż, a przed dwoma laty sama została matką. Wydała na świat syna poczętego w sposób naturalny, czyli in vivo. Naukowcy pilnie przyglądają się pierwszemu na świecie dziecku matki poczętej in vitro, aby się dowiedzieć, jak będzie się ono rozwijało.
Obecnie na świecie żyje kilka milionów dzieci poczętych przy użyciu metod sztucznie wspomaganego poczęcia, w tym około miliona przy pomocy klasycznej metody in vitro (po łacinie znaczy to dosłownie ‘na szkle’). Jednak jeszcze większa liczba istnień ludzkich, która powstała w wyniku takiego zapłodnienia, została zniszczona lub trwa zamrożona w laboratoriach. A między innymi kwestia nadliczbowych embrionów budzi największy moralny sprzeciw.
Nie tylko niepłodność
Przyczyną stosowania różnych technik wspomaganego rozrodu, w tym zapłodnienia in vitro, są najczęściej niemożliwe do wyleczenia zaburzenia płodności. O chorobie niepłodności możemy mówić, gdy po roku współżycia płciowego bez stosowania metod i środków zapobiegających poczęciu małżonkowie nie mogą mieć dziecka. Według danych szacunkowych trudności z poczęciem dziecka ma w Polsce około 10-15% par, czyli kilkaset tysięcy. Zapłodnienie in vitro, według standardów medycznych, powinno być ostatecznym postępowaniem, następującym po dokładnej diagnozie. Są jednak przypadki, że lekarze, mając możliwość zastosowania zapłodnienia in vitro, nie diagnozują dokładnie niepłodnej pary i dość szybko, jedynie po wstępnej diagnostyce, proponują zapłodnienie pozaustrojowe. Należy dodać, że skuteczność metod in vitro w zależności od ośrodka wynosi 14-20%, czyli na 10 kobiet poddanych tej metodzie tylko najwyżej dwie z nich mogą urodzić dziecko.
Metody wspomaganego rozrodu stosowane są jednak nie tylko w razie niepłodności. Wykorzystuje się je również w przypadku niektórych chorób zakaźnych przenoszonych drogą płciową (dają na przykład możliwość eliminacji wirusa HIV podczas przygotowania nasienia, dzięki czemu można uniknąć ryzyka zakażenia kobiety, jeśli mężczyzna jest nosicielem) lub gdy chce się uniknąć przeniesienia wady genetycznej (możliwość selekcji gamet lub embrionów). Niekiedy do zapłodnienia in vitro uciekają się także pary płodne, aby uzyskać dziecko o określonej płci, choć w Europie selekcja zarodków pod tym względem jest zakazana – z wyjątkiem sytuacji, gdy istnieje ryzyko przeniesienia choroby genetycznej połączonej z płcią.
Niechciane embriony
Obecnie najwięcej dyskusji wzbudza kwestia nadliczbowych embrionów i badań przed wprowadzeniem ludzkiego zarodka do ciała kobiety.
Embriony nadliczbowe powstają w wyniku nieprzeniesienia do macicy wszystkich zapłodnionych komórek jajowych. Zazwyczaj przenosi się dwa-trzy embriony, a wcześniej zapładnia się o wiele więcej komórek jajowych na wypadek, gdyby pierwsza próba okazała się nieskuteczna. Embriony nadliczbowe zamraża się, aby wykorzystać je w przyszłości. Zdarza się jednak, że para nie chce mieć już więcej dzieci i rezygnuje z przyjęcia kolejnych embrionów. Zazwyczaj zostają one wtedy zniszczone lub zamrożone. Rzadko zdarza się tzw. adopcja embrionu, kiedy inna para decyduje się na przyjęcie i na rozwój zamrożonych zarodków.
W ciągu 30 lat stosowania technik zapłodnienia in vitro powstało wiele milionów zamrożonych embrionów! Trudno liczyć na to, że znajdzie się tyle par, aby dać szansę rozwoju wszystkim embrionom, trudno też przechowywać je w nieskończoność. Rodzą się więc pytania: Czy można wykorzystać je do badań naukowych lub do produkcji embrionalnych komórek macierzystych, czy raczej powinno się je rozmrozić, pozwolić im umrzeć i godnie pochować? W większości krajów europejskich (z wyjątkiem Wielkiej Brytanii) eksperymenty badawcze na embrionach są zakazane.
To prawda, że w przypadku niektórych form in vitro możliwe jest zapłodnienie tylko tylu komórek jajowych, ile dana kobieta zgodzi się przyjąć i urodzić. Choć znacznie obniża to skuteczność zabiegu, to jeśli kobieta czy rodzice decydują się na in vitro, zawsze mają prawo zażądać od lekarza, aby nie tworzył nadliczbowych embrionów, ale tylko tyle, ilu dana będzie szansa na rozwój.
|
|
| Pojemniki, w których przechowuje się zarodki i komórki jajowe, zamrożone w ciekłym azocie. fot. FORUM |
Człowiek z selekcji
Kolejne kontrowersje wzbudza diagnostyka preimplantacyjna, która polega na zbadaniu i ocenie zarodka przed umieszczeniem go w ciele kobiety. Chodzi o wykrycie embrionów, które mają wadliwy gen odpowiedzialny za rozwój określonej choroby – i wtedy takich zarodków nie przenosi się do ciała matki. Mamy tu więc do czynienia z selekcją ludzkich embrionów, której następstwem jest skazanie niektórych z nich na śmierć.
Przeciwnicy uważają w tym wypadku, że jest to tak naprawdę selekcja eugeniczna, skompromitowana przez nazizm, a mająca na celu doskonalenie rasy ludzkiej.
Ryzyko zdrowotne
W dyskusji nad moralnymi aspektami zapłodnienia pozaustrojowego poruszany jest także problem ryzyka dla zdrowia kobiety. Ryzyko to związane jest z zespołem hiperstymulacji jajników, powikłaniami terapii hormonalnej i ingerencji zabiegowej. Częstsza jest także ciąża wielopłodowa – ponieważ po zapłodnieniu pozaustrojowym do jamy macicy przenosi się więcej niż jeden embrion i bywa, że wszystkie się rozwijają. Czy można zatem narażać zdrowie kobiety dla osiągnięcia niepewnego efektu?
Nie można także zapominać o ryzyku utraty życia i zdrowia poczętych dzieci. Dawniej w niektórych krajach w przypadku ciąży wielopłodowej stosowano tzw. aborcję selektywną, czyli usuwano dzieci w fazie płodowej rozwijające się najsłabiej, aby polepszyć warunki dla pozostałych. Wśród dzieci poczętych w wyniku zapłodnienia in vitro statystycznie częściej pojawia się wcześniactwo, mózgowe porażenie dziecięce oraz niektóre wady wrodzone, zwłaszcza układu sercowo-naczyniowego. Czy zatem dla spełnienia pragnienia posiadania potomstwa można narażać dziecko na zwiększone ryzyko wystąpienia choroby?
Dwóch ojców i trzy matki
Poważnym problemem jest również kwestia opiekuna prawnego dziecka sztucznie poczętego.
Dotyczy to zwłaszcza zapłodnienia heterologicznego (gdy dawcą nasienia nie jest małżonek) i instytucji „matki zastępczej”. Może to doprowadzić do sytuacji, że dziecko będzie miało pięcioro żyjących „rodziców”: matka i ojciec biologiczni (dawcy gamet), matka i ojciec prawni (adoptujący i wychowujący urodzone dziecko) oraz matka zastępcza („nosicielka” dziecka w czasie ciąży).
W krajach, gdzie stosowano nasienie dawcy lub dopuszczano korzystanie z usług „matki zastępczej”, pojawił się problem prawa dziecka do poznania swojego pochodzenia genetycznego lub osoby „matki zastępczej”. W niektórych krajach odmawia się dziecku takiego prawa (Francja, Hiszpania), a w innych przyznaje się je (jak w Niemczech).
Poruszany jest także problem łamania naturalnych barier prokreacyjnych. Zapłodnienie in vitro daje możliwość posiadania dzieci poza naturalną rodziną, np. przez pary homoseksualne lub przez osoby samotne albo przez kobiety po menopauzie. Są przypadki rodzenia dzieci przez kobiety w szóstej dekadzie życia lub noszenia wnuków w macicach ich babć!
W kontekście rozwoju tego typu technik zwracano także uwagę na kontrowersje etyczne, jakie powstają w wyniku handlu komórkami jajowymi (np. w Skandynawii odkryto, że kliniki in vitro skupują komórki jajowe od młodych dziewcząt, zazwyczaj studentek). W krajach, gdzie dopuszczalne jest zapłodnienie heterologiczne (gdy dawcą nasienia nie jest małżonek), pojawia się problem, jak dobierać dawcę.
Skomplikowane sytuacje w dziedzinie prawa spadkowego i rodzinnego powstają także w związku z możliwościami zamrożenia gamet czy embrionów i poczęcia, a następnie urodzenia dziecka po śmierci dawcy nasienia.
Nieludzka technologia
Technika in vitro stwarza także ryzyko produkcji embrionów dla np. badań naukowych lub leczenia chorego rodzeństwa (przypadki tworzenia embrionu, aby pobrać z niego komórki macierzyste na przeszczep szpiku dla rodzeństwa). Może wystąpić także tzw. zespół ocaleńca u dzieci, które uświadamiają sobie, że dostały szansę przeżycia jako jedno z rodzeństwa (reszta została zamrożona lub odrzucona podczas selekcji).
Niektórzy bioetycy podnosili również argument tzw. równi pochyłej, twierdząc, że zastosowanie tej techniki więcej problemów zrodziło, niż rozwiązało. Co więcej, dalszy jej rozwój może przynieść nowe zagrożenia. Wskazywany jest związek między mentalnością abortywną a rozwijaniem technik zapłodnienia pozaustrojowego – chodzi przede wszystkim o uśmiercanie nadliczbowych lub „nieprawidłowych” embrionów. Ponadto wielu bioetyków katolickich uważa, że powstanie nowego życia w taki sposób nie wynika z głębokiego aktu małżeńskiego, lecz jest technologią wypraną z ludzkich pierwiastków, bez należnego uszanowania godności zarówno osoby poczętego dziecka, jak i jego matki i ojca.
Autor jest doktorem nauk medycznych, z wykształcenia lekarzem (Uniwersytet Medyczny w Lublinie) i filozofem (Katolicki Uniwersytet Lubelski). Naukowo zajmuje się bioetyką, filozofią medycyny oraz relacjami pomiędzy medycyną i religią.










