![]() |
| Zdjęcie licencjonowane przez Ingram Image |
Nie martwcie się więc i nie mówcie: „Co będziemy jedli?” albo: „Co będziemy pili?”, albo: „W co się ubierzemy?”. O to wszystko zabiegają poganie. Przecież wasz Ojciec Niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Szukajcie najpierw królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie wam dodane. Nie martwcie się o jutro, bo dzień jutrzejszy zatroszczy się o siebie. Każdy dzień ma dosyć swoich kłopotów. (Mt 6, 31-34 )
Według „ascetyki chwili obecnej”, jedyną chwilą, jaką posiadamy, jest chwila obecna: minuta, która minęła, już nie jest moja, a minuta, która nadchodzi, jeszcze nie jest moja. Jakakolwiek trudność napotykana chwila po chwili jest jak wspinaczka po ścianie szóstego stopnia: małymi krokami zdobywa się Everest.
Punktem odniesienia, widząc, że Jezus jasno go wskazuje, jest „dzień” jako teraźniejszość, to znaczy wszystko to, co się dzieje od chwili, gdy wstaję, do chwili, gdy kładę się spać. To jest rozdział czasu, nad którym, aby zagwarantować intensywność egzystencji, należy pracować z zaangażowaniem i realizować się godzina po godzinie jak chrześcijanie.
Nikt nie neguje ważności przeszłości, jako bagażu wspomnień, które sprawiły, że jesteśmy tym, kim jesteśmy, lub przyszłości jako kolejności projektów, które sprawią, że staniemy się tym, kim się staniemy. Ale teraźniejszość jest unikalną „chwilą”, w której możemy interweniować, modyfikując rzeczywistość i orientując ją w stronę, w którą chcemy.
Teraźniejszość w swej istocie jest ojcowizną zbyt ważną do zarządzania, aby mogła być przygnieciona spuścizną przeszłości lub iluzjami przyszłości. Wystarczą codzienne kłopoty, to znaczy problemy dnia codziennego, aby zająć nasz umysł, bez potrzeby obciążania go innymi ciężarami.
Jestem przekonany, że istnieje tylko jeden sposób na oczyszczenie umysłu i ukierunkowanie go na dzień, w którym żyjemy. Ulżyć cierpieniu przekazanemu z przeszłości, którego nie możemy zmienić, tak jakbyśmy tego chcieli. I ulżyć cierpieniu przekazanemu z przyszłości, z żalami, które w danej chwili są tylko hipotezami.
Przekonać się, że wszystko, co się stało lub stanie, jest częścią przeznaczenia, i jeżeli zdarzy się coś negatywnego, zawsze przyczyni się to do naszego wzrostu, może nam bardzo pomóc. W praktyce mamy potrzebę pojednania się z nami samymi, ze straconym czasem lub czasem możliwym do stracenia, aby zająć się teraźniejszością w sensie konstruktywnym.
Wierzę, że na przykład nauczyć się rozkoszować małymi rzeczami jest dużo ważniejsze, niż myślimy, ponieważ pozwala nam żyć pełnią życia. Próbować każdego dnia pozbyć się jakiejś wady, nawet jeżeli postępy będą bardzo małe, znaczy robić coś, co się podoba Bogu. A robienie wielu rzeczy, które się podobają Bogu oznacza, że zbliżamy się do Niego.
Rozmowa z jakąś osobą, czytanie gazety, spacer po parku, a nawet chwila przerwy na kawę są dobrymi okazjami, w których sprawdza się nasz sposób myślenia i mówienia. Pięknie jest poczuć bliskość Boga, który szepce: „Pamiętaj, jeżeli chcesz, zawsze jestem obok ciebie”.
Jeżeli uda mi się tak postępować, koncentrując się na teraźniejszości automatycznie, odkrywam, że jestem bardziej pogodny i zrealizowany. Zauważam, że jakikolwiek dzień nie jest już jakimkolwiek, banalnym, podobnym do wszystkich innych, ponieważ przeżyty nie przez przypadek, ale w ściśle określonym celu.
Tekst pochodzi z książki Carla Nesti „Mój psycholog nazywa się Jezus” wydanej przez Edycję Świętego Pawła.