|
|
| Danuta Marcinkowska, Ewa Marcinkowska-Schmidt i Klaudyna Schmidt fot. archiwum prywatne |
„Opowieści rodzinne przepływają wokół nas. Przy stole, w czasie szykowania posiłków, wokoło choinki czy kolorowych pisanek. Niektóre znamy na pamięć. Jedne nas bawią, inne nudzą. Ale są obecne. Nie zwracamy na nie uwagi, kiedy są. Podnosimy głowy, kiedy zastępuje je cisza. Ludzie, którzy z przejęciem opowiadali losy swoje i bliskich, krewnych, sąsiadów – odchodzą. Zaczynamy się zastanawiać, jak to było naprawdę. Zawodzi nas pamięć, a nie ma kogo zapytać” – piszą we wstępie do Lawendowego pyłu Danuta Marcinkowska, Ewa Marcinkowska-Schmidt i Klaudyna Schmidt.
Najstarsza, średnia, najmłodsza
Na pomysł stworzenia rodzinnej sagi wpadła Ewa, córka Danuty i mama Klaudyny, która czuje się pomostem między pokoleniami. Pierwszy raz chwyciła za pióro, gdy była jeszcze dzieckiem, aby opisywać perypetie świata dorosłych. Dorastając i uważnie rozglądając się wokół, przeniosła swoje zainteresowania na młodszych czytelników. Jej opowiadania z pogranicza świata baśni i rzeczywistości pomagają najmłodszym radzić sobie z dziecięcymi problemami. Książki Ewy były nominowane do nagrody IBBY (Stowarzyszenia Przyjaciół Książki dla Młodych), tłumaczone m.in. na język rosyjski. W zeszłym roku wydała Śliwki robaczywki, w których malowniczo i z humorem opisała mazurską wieś. Wkrótce przyszła jej na myśl literacka wersja kroniki własnej rodziny.
Danuta natychmiast podchwyciła pomysł córki. Pochodzi z rodziny przesiedlonej po wojnie z Wileńszczyzny, od wczesnego dzieciństwa żyła więc wśród wspomnień. Jej lekkie pióro sprawdzało się przez 25 lat w redakcji „Głosu Wielkopolskiego”. Wygrała kilka konkursów dziennikarskich. W niedługim czasie stworzyła pierwszą, a zarazem najdłuższą część Lawendowego pyłu.
Najmłodsza z kobiet, Klaudyna, studentka genetyki na uniwersytecie Nottingham w Anglii, dokończyła opowieść babki i mamy, mając już w dorobku ilustracje do książki dla dzieci i tłumaczenie trzech innych.
Z kobiecej perspektywy
Istotą tej rodzinnej kroniki jest wyprawa w głąb pamięci. Dzieje kilku pokoleń kobiet stają się świadectwem epoki i niełatwych wyborów, jakich nieustannie musiały i wciąż muszą dokonywać. Każda z autorek dorastała w innej Polsce, dlatego pisała z odmiennej perspektywy. Danutę, Ewę i Klaudynę dzielą czasy, problemy, z jakimi muszą się zmierzyć, warunki, w jakich żyją. Jednocześnie zaskakująco wiele je łączy, w tym przede wszystkim świadomość, jak bardzo wybory, których dokonujemy, kształtują losy kolejnych pokoleń.
„Napisanie tej książki stało się rodzajem katharsis dla mnie, mojej mamy i mojej córki. W tworzenie książki zaangażowała się cała nasza rodzina. Uczucia targnęły wszystkimi. Nagle każdy musiał stanąć twarzą w twarz z chwilą obecną i obejrzeć się za siebie, aby zrozumieć, co go do niej doprowadziło” – mówi z namysłem Ewa.
Historia ostatnich stu lat w dziejach naszego kraju nie pozwala na tani sentymentalizm. W książce rozgrywają się prawdziwe dramaty, choć nie brakuje też momentów radosnych. Rozstania kończą się powrotami, a śmierci – kolejnymi narodzinami. Rodziny mierzą się z wyzwaniem czasów, w jakich przyszło im żyć. Żony i matki niosą brzemię powstań, dwóch wojen, okupacji niemieckiej i radzieckiej, siermiężnych czasów komunizmu. To one, kobiety, stają się dla bliskich ostatnim bastionem bezpieczeństwa.
Źródło inspiracji
Ciekawe, że każda z trzech kobiet utrwaliła swoje losy inaczej. Danuta zachowała język, jakim posługiwała się jej babka i matka. Ewa używa współczesnej polszczyzny, a jej opowieść ma charakter pamiętnika. Część Klaudyny składa się z e-maili, jakie wysyłają do siebie matka i córka. Ta różnorodność form zapisu znakomicie obrazuje przemiany społeczne, jakie dokonywały się w Polsce przez ostatnie stulecie. Całość dopełniają autentyczne rodzinne fotografie, odkryte w zakamarkach szuflad i zrobione w ostatnich latach. Czy wszystkie opisane w książce historie też są prawdziwe? „Te najstarsze – w każdym szczególe. Takim, jakim zapamiętałyśmy go w opowieściach – tłumaczą autorki – a historie współczesne nie są już tak wierne rzeczywistości. Bardzo trudno pisać o ludziach żyjących wokół nas tak, by niechcący ich nie urazić. Każdy z nas nosi w sobie własny, ulubiony wizerunek. Aby go nie burzyć, zmieniłyśmy bohaterom imiona, czasem zawody. Choć, prawdę mówiąc, trudno się powstrzymać, by nie używać ulubionych powiedzonek najbliższych czy nie powoływać się na ich poglądy”
Lawendowy pył może stać się dla każdej rodziny zachętą do sięgnięcia po archiwalne zdjęcia, dokumenty, inspiracją do stworzenia własnej kroniki. To pozwoli zrekonstruować dawne dzieje, zapisać najnowsze, spojrzeć na rodzinę z dalszej perspektywy. Taka kronika połączy bliskich wspólnym celem, a kiedyś będzie bezcenną pamiątką.