|
|
| Kościół pamiętający początki chrześcijaństwa w tureckiej Anatolii. fot. Yildiz Celic |
Spacerujemy uliczkami Idil, małego miasteczka położonego w południowej Turcji, tuż przy granicy z Syrią. Idil ma wiele nazw. Ta oficjalna, turecka, jest zwieńczeniem długiej listy nazw, które świadczą o tożsamości tych, którzy od wieków zamieszkiwali te ziemie: Bethzabday, Azech, Hasach…
Zwracamy na siebie uwagę dzieci, które witają nas entuzjastycznie. „Wiecie, gdzie jest kościół Najświętszej Maryi?” – pytamy. Oczywiście. Śmiejąc się i żartując, biegną przed nami, prowadząc do maleńkiego kościółka. Pukamy do drzwi kościoła, ale nikt nie odpowiada. Natychmiast jedno z dzieci biegnie na poszukiwanie kustosza tego miejsca. Kilka minut później młody Semun Gosteris zaprasza nas do środka. Mieszka z matką i żoną w przykościelnym domku. Młode małżeństwo spodziewa się dziecka. Semun pokazuje nam kościół i jego otoczenie.
Ziemia pierwszych apostołów
Kościół Najświętszej Maryi zbudowano w pierwszym wieku, kiedy Mor Addai, uczeń Chrystusa, przywędrował tutaj i przyniósł chrześcijańskie orędzie. Idil znajduje się w samym sercu Tur Abdin, krainy, której nazwa w języku syryjskim oznacza ‘góry sług Bożych’. Na pobliskich wzniesieniach usytuowanych jest ponad 80 klasztorów. Najstarszy z tych, które jeszcze są czynne, Dayro d-Mor Gabriel, wybudowano w IV wieku. Tutaj jest ojczyzna asyryjczyków (nie jest to lud tożsamy z narodem starożytnej Asyrii), nazywanych również suryoye. To chrześcijanie obrządku syryjskiego, mówiący dialektem aramejskim, który bezpośrednio pochodzi od języka używanego przez Jezusa Chrystusa.
Jeszcze 30 lat temu w Tur Abdin żyło 650 rodzin (13-15 tysięcy ludzi). Ich liczba była o wiele mniejsza niż w złotych wiekach chrześcijaństwa. Podczas pierwszej wojny światowej wymordowano 500 tysięcy chrześcijan (90 tysięcy z nich należało do Kościoła syryjsko-ortodoksyjnego). Dramat ten określany jest słowem Sayfo, czyli ‘miecz’. Wtedy też dokonano wielkiego ludobójstwa Ormian, których wspólnoty licznie rozsiane były także w Turcji. W późniejszych latach wielu chrześcijan, którym udało się przeżyć wojnę, zmuszonych było wyemigrować z Turcji. Jechali do Syrii, Libii, Iraku, a w ostatnich latach do Europy, szczególnie do Szwecji i Niemiec, a także do Australii i USA. Dziś wspólnota asyryjczyków w Idil liczy zaledwie 14 osób.
Semun proponuje nam coś do picia. W całym domu unosi się zapach kardamonu, nie sposób więc odmówić sobie przyjemności wypicia tradycyjnej tureckiej kawy. Nasza wizyta przerwała Semunowi pracę w ogrodzie, w której pomaga mu Kurt Huseyin Bugday, muzułmanin. Znają się od dzieciństwa. Kurt studiuje prawo, ale każdą wolną chwilę poświęca na spotkania z przyjacielem. „Nie ograniczamy się do «zrozumienia» naszych tradycji i zwyczajów, ale otaczamy je nawzajem wielkim szacunkiem” – mówi Kurt.
Udając się nieco na wschód, zauważamy, że liczba asyryjczyków rośnie. W wiosce Ogunduk, położonej niedaleko Idil, żyją 52 rodziny – około 250 osób. Melke Tok od 48 lat jest kapłanem obu tych wspólnot. Jako ksiądz obrządku wschodniego jest żonaty. Ma dwie córki i pięciu synów. Sześcioro z jego siedmiorga dzieci żyje w Europie. W styczniu 1994 roku Melke Tok został porwany przez grupę muzułmańskich partyzantów. „Zatrzymali mój samochód i kazali wysiąść. Związali mnie i wywieźli w rejon granicy z Syrią. Przez trzy doby trzymali mnie w ciemnościach, zamkniętego w czymś, co przypominało trumnę” – opowiada kapłan. Uratował się dzięki pomocy młodego muzułmanina…
Tureckie pisanki
Jedziemy jeszcze dalej na południowy wschód Anatolii, do miasta Mardin usytuowanego 1000 m n.p.m. Klimat tego miasta, naznaczonego wielowiekową historią, z charakterystycznymi budynkami o ścianach w kolorze miodu, żywo przypomina starą Jerozolimę. Dziś Mardin cieszy się pokojowym współistnieniem rodzin arabskich, kurdyjskich, tureckich i asyryjskich. Jawi się jako mozaika zwyczajów, języków i kultur, które nawzajem się przenikają i darzą wielkim szacunkiem.
Jenifer Coban ma jedenaście lat i mieszka wraz z rodziną w pobliżu kościoła w Kirklar. „Jesteśmy asyryjczykami, ale w domu wszyscy mówimy po arabsku – zwierza się. – Razem z siostrą dużo czasu spędzamy u babci, która opowiada nam biblijne historie. Babcia maluje tkaniny, ozdabiając je symbolami religijnymi. Nauczyła się tego od swojego ojca, który pisał ikony. Jej tkaniny przeznaczone są nie tylko do kościołów, może je kupić każdy. Babcia zajmuje się tym od 70 lat. Dostała nawet odznaczenia państwowe, bo na każdej malowanej przez siebie scenie umieszcza również półksiężyc i gwiazdę, symbole z flagi tureckiej”. A o sobie Jenifer mówi: „Co lubię? Kolor fioletowy i śpiewanie w chórze. Naszym największym świętem jest Wielkanoc. Przed tym świętem pościmy przez 50 dni, a potem pieczemy ciasta, gotujemy ryżowe potrawy i malujemy jajka. Wielu naszych sąsiadów to muzułmanie, ale zawsze świętujemy razem. Oni przychodzą do nas na Wielkanoc, tak samo jak my odwiedzamy ich w czasie świąt islamskich”.
Bogactwo wielokulturowości
Jedziemy do Diyarbakir, rzymskiej Amidy. W kościele spotykamy kapłana i cztery muzułmańskie kobiety. Tutaj napięcia między wyznawcami różnych religii są czymś bardzo rzadkim. Prosimy małą dziewczynkę, aby opowiedziała, co dla niej znaczy być asyryjką. Steyfi Melisa Acis mówi, że jej rodzice pochodzą z antycznego miasta Midyat i pracują jako przewodnicy dla turystów w kościele Najświętszej Maryi. „Jest to świątynia z III wieku. Zbudowana 1750 lat temu! Znam się trochę na historii, bo często pomagam rodzicom w pracy” – mówi Steyfi. – Moją najlepszą przyjaciółką jest Derya. Jej rodzina to muzułmanie, ale bardzo się lubimy”.
Ostatni etap naszej podróży to Adiyaman, miasto stosunkowo młode i bardzo szybko rozwijające się. Kościół obrządku syryjskiego, nazywany Mor Petrus e Mor Paulus, wybudowano w 1883 roku. Przyjmuje nas David Un, który opowiada, że obecny kościół powstał na gruzach dawnej świątyni zniszczonej przez trzęsienie ziemi. Odbudowali go asyrjczycy przybyli z Urfy, o czym świadczy styl architektoniczny, charakteryzujący się wyszukanymi drewnianymi dekoracjami. Kościół w Adiyaman jest, niestety, ostatnim miejscem, w którym można podziwiać tę technikę. W nabożeństwach uczestniczy około 150 rodzin, mieszkających w promieniu 500 kilometrów. Mimo wielkich odległości, w każdą niedzielę w kościele jest około 150 osób.
Skazani na wymarcie?
W przeszłości zdarzały się problemy związane z tożsamością religijną, ale dziś sytuacja znacznie się poprawiła. Asyryjczycy mogą się modlić, chodzić do kościoła i cieszyć się wolnością w wyznawaniu swojej wiary. Największym problemem jest stałe pomniejszanie się liczebności ich wspólnot. Wojny, prześladowania oraz emigracja miały ogromny wpływ na wspólnoty asyryjskie.
Mecit Sak ma 28 lat. W 1990 roku cała jego rodzina (jedenaścioro dzieci, rodzice i babcia) musieli wyjechać nad Bosfor. „Migracja ludności zaczęła się w roku 1985. Pięć lat później dotknęło to nas. – mówi Mecit. – Nie mieliśmy wyjścia. W następstwie ataków terrorystycznych rząd zadecydował o wysiedleniu naszej miejscowości. Żyło tam 1000 rodzin, w każdej średnio 8-10 dzieci. My jesteśmy chaldejczykami. Nauczyliśmy się języka chaldejskiego od babci, mówimy w nim domu, ale nie potrafimy ani czytać, ani pisać. Mieszkając w Istambule, w każdą niedzielę chodzimy do kościoła chaldejskiego. Przychodzi tam około 400 osób pochodzących z Anatolii, ale jest także wielu Irakijczyków, którzy zatrzymali się w Istambule w nadziei na lepszą przyszłość”.
Biskup Antolii, Luigi Padovese, podkreśla, że różnice wyznaniowe nie są największym problemem. „Nasze parafie – mówi biskup – troszczą się o wszystkich katolików, którzy nie mają własnych kościołów (chaldejczyków, ormian, maronitów, asyryjczków i melchitów), a także o prawosławnych i protestantów”. Korzenie chrześcijańskie na tych ziemiach są bardzo głębokie. Przecież św. Paweł urodził się właśnie tutaj! „W ostatnim wieku – przypomina biskup – wielu chrześcijan, z różnych względów, zostało wręcz zmuszonych do zmiany wyznania bądź ukrywania swojej wiary. Są jednak tysiące potomków chrześcijan, którzy w jakiś sposób tęsknią za wiarą swoich ojców i na nich w sposób szczególny musi być skierowana nasza praca ewangelizacyjna”.
W ostatnich latach dużo mówiło się na temat prześladowania chrześcijan w Turcji. Bez wątpienia istnieje silna grupa ideologów, polityków i dziennikarzy walczących z Kościołem. Jednak generalnie naród turecki jest bardzo tolerancyjny i większość Turków wiele razy wyrażało i wyraża swoją solidarność z ofiarami prześladowań. Dla nich współistnienie wielu wyznań na jednej ziemi nie stanowi żadnego problemu.
Ludność Turcji – ziemi, na której urodzili się św. Paweł i św. Łukasz Ewangelista – liczy ok. 70 milionów. Znaczna większość to muzułmanie. Chrześcijan jest 120 tysięcy, co stanowi zaledwie 0,2 procenta populacji. Nie ma dokładnych statystyk, ale uważa się, że połowa z nich należy do obrządku ormiańskiego, katolików jest 30 tysięcy, asyryjczyków 28 tysięcy, grekokatolików 14 tysięcy i niewielka grupa chaldejczyków.