|
|
| Wiesława Stefan fot. arch. prywatne |
Opowiadałam niedawno pewnej osobie o mojej nieśmiałości, która na początku studiów bardzo utrudniała mi nawiązywanie relacji. Byłam, ale miałam wrażenie, że nikt nie zauważał mojej obecności. Podobnie w domu. Byłam obecna, o wiele spraw się troszczyłam, ale nikt tego nie zauważał. Chyba że nawaliłam, czegoś nie zrobiłam – wtedy słyszałam pretensje i wyrzuty. Kiedy byłam już z dala od rodzinnego domu, postanowiłam, że to musi się zmienić. Zaczęłam uważnie słuchać innych. To jestem i słucham okazywało się ważne dla innych, ale i dla mnie. To uważne słuchanie, ale też odwaga wyrażenia własnych poglądów spodobały się mężczyźnie, który jest moim mężem od 38 lat. Sztuka uczenia się dialogu w naszym małżeństwie nie była łatwa, bo najtrudniej było nazywać i wyrażać uczucia tak, by się wzajemnie nie ranić, nie oceniać, nie obrażać. Zmiany zaczęły się wówczas, gdy nauczyliśmy się mówić sobie „Przepraszam”, „Wybacz mi”, gdy zrezygnowaliśmy z postawy domyśl się i potrafiliśmy powiedzieć: „Kocham cię, ale zabolało mnie…”, „Czuję złość, że pozwoliłeś sobie na żarty ze mnie przy naszym gościu”. Te trzy złote słowa: kocham, przepraszam, dziękuję w sposób naturalny przejęły nasze dzieci, również w trudnym okresie dojrzewania. Mówiły np.: „Przepraszam cię, mamuś, nie wiem czemu byłam taka okropna, czemu czasem jestem taki wredny, nie gniewaj się!”.
Pamiętam scenę z placu zabaw, kiedy mąż huśtał naszą trzyletnią córkę „pod niebo”, a ja z obawą ostrzegałam: „Uważaj, bo spadnie”. Mąż odwrócił się do mnie i patrząc mi w oczy, zapytał: „Ufasz mi?”. Odpowiedziałam, że tak, więc on dodał: „Pozwól nam się pobawić”. Ten brak zaufania nie pozwalał mi być z nimi w tej zabawie. Uczyłam się postawy: widzę, słyszę i cieszę się razem z wami, jestem z tobą w dobrych i trudnych chwilach.
Kiedy nasza córka była studentką, a jej brat miał około 3 lat, tak przywitał jej koleżankę, której niedawno zmarła mama (a była ona częstym gościem w naszym domu): „Dobrze, że przyszłaś, Grażynko. Jak umyjesz rączki, to pójdziemy do kuchni, mamusia zrobi herbatki i sobie porozmawiamy”.
Możemy przyjąć kogoś tylko dobrze zaparzoną herbatą i jednocześnie hojnie go obdarować, słuchając z uwagą i empatią (słyszę cię; przeżywam razem z tobą; jak to jest być tobą?). Otwarte ucho jest bowiem znakiem otwartego serca.
Wiesława Stefan - doradca małżeński, terapeuta NEST. Żona, matka i babcia.