![]() |
| fot. CHILDREN FIRST |
Wojna domowa w Sudanie trwa już ponad 50 lat. Rozpoczęła się w 1956 roku, tuż po ogłoszeniu przez ten kraj niepodległości. Początkowo rozgrywała się między ludnością arabską, zamieszkującą północ kraju, a ludami murzyńskimi żyjącymi na południu. Od 2003 roku w Darfurze, zachodniej części kraju, toczy się nowa walka pomiędzy arabskimi wojownikami Dżandżawidami i niearabskimi mieszkańcami Sudanu. Wielka liczba ofiar, zwłaszcza wśród ludności murzyńskiej, a także ogromna liczba uchodźców sprawiły, że konflikt ten doprowadził do największego obecnie kryzysu humanitarnego na świecie. Organizacje humanitarne starają się zwrócić uwagę świata na dramat mieszkańców Darfuru oraz szukają sposobów i środków pomocy. Sylvia Eibl, założycielka i prezes fundacji Children First (‘Najpierw dzieci’), opowiada o sytuacji w Darfurze.
Obóz w Nyala
Sara ma dwanaście miesięcy, ale wygląda na cztery. Skóra i kości. Nie potrafi nawet samodzielnie usiąść. Od tygodni przebywa w szpitalu w Nyala.
Matka ani na moment nie zostawia jej samej. Sara jest jednym z tysięcy dzieci, które codziennie stają wobec widma śmierci w piekle Darfuru. Uciekła ze swojej wioski na rękach mamy, gdy przybyły tam arabskie siły Dżandżawidów. Wrogie oddziały zostawiły po sobie jedynie śmierć i zgliszcza. Sara i jej mama, zupełnie same i zdesperowane, przez osiem dni błądziły w promieniach palącego słońca, bez jedzenia i z niewielką ilością wody. Udało im się dotrzeć do obozu uchodźców, położonego niedaleko Nyala, gdzie lekarze od razu zorientowali się, że stan zdrowia małej Sary jest tragiczny.
Odwiedziłam obóz uchodźców, do którego zbiegły Sara i jej mama. Niestety, takie dramaty jak ich są tutaj codziennością. Niedożywione i chore dzieci to najbardziej bezbronne ofiary wojny domowej, która od 2003 roku toczy się w tym ogromnym regionie Sudanu, prawie dwa razy większym niż Polska.
Według danych ONZ, ta wojna pochłonęła dotąd około 400 tysięcy ofiar. Od pięciu lat każdego dnia z powodu głodu, chorób i ran umiera 75 dzieci. Swoim zasięgiem konflikt ten obejmuje 4,2 miliona osób: 2 miliony 200 tysięcy żyje w obozach dla uchodźców, pozostałe 2 miliony żyje dzięki pomocy, jaką znaleźli w sąsiednich rejonach. Ponad 235 tysięcy ludzi uciekło do pobliskiego Czadu. Ale oprócz nich jest jeszcze 2,5 miliona osób, które pozbawione są jakiejkolwiek pomocy, ponieważ znajdują się w samym centrum wojny domowej. Milion 250 tysięcy z nich to dzieci.
Pomoc międzynarodowa
Patrząc w smutne oczy Sary, my, ludzie z fundacji Children First, postawiliśmy sobie pytanie, co możemy zrobić dla niej i dla tysięcy innych dzieci dzielących jej los i narażonych na śmierć, zanim jeszcze zdążą posmakować życia. Podjęliśmy decyzję o realizacji projektów, których celem jest pomoc małym uchodźcom. Myśleliśmy między innymi o szkole, w której dzieci mogłyby odnaleźć uśmiech i pragnienie życia.
W ścisłej współpracy z niemiecką organizacją humanitarną HUMEDICA rozbudowujemy i reorganizujemy szkołę podstawową dla 300 dzieci w wieku od 3 do 6 lat, która znajduje się w obozie uchodźców „El Sereif” niedaleko Nyala, w którym obecnie przebywa 14500 uchodźców. Siedząc w szkolnych ławkach, dzieci z Nyala zaczynają zapominać o strasznych obrazach wojny i dramacie ucieczki. Tam odnajdują uśmiech.
Kiedy patrzyłam, jak się bawią – zupełnie tak samo, jak bawią się dzieci na całym świecie – przyszły mi na myśl słowa Gandhiego: „Weź uśmiech i podaruj go temu, kto nigdy go nie miał. Weź promień słońca i spraw, żeby dotarł tam, gdzie króluje ciemność”. Tu, w Nyala, te słowa zyskują szczególne znaczenie.









