![]() |
| fot. JUSTYNA GÓRA |
Jeszcze dwa lata temu Agnieszka i Maciek marzyli o wakacyjnym miejscu, które spełniałoby te wszystkie oczekiwania. W czasie corocznych opowieści podsumowujących wakacje usłyszeli od znajomych o takim wyjątkowym miejscu. Popatrzyli na siebie rozpromienieni. Nareszcie. Wiadomo, że i w tym roku ich obecność w Wisełce jest obowiązkowa.
Dla każdego coś dobrego
Wisełka to mała wioska na wyspie Wolin, kilkanaście kilometrów przed granicą polsko-niemiecką, na skraju Wolińskiego Parku Narodowego. Zaczyna się niemal tam, gdzie kończy. Kilka małych pensjonatów, hotelik, sklep spożywczy, parę budek z goframi, smażalnia ryb, poczta i kiosk. I jeszcze duży namiot, a w nim wszystko to, co dzieci chciałyby mieć, a czego rodzice kategorycznie nie chcą kupić. W Wisełce jest jedna z najpiękniejszych plaż w Polsce – szeroka, piaszczysta, do której wiedzie leśna droga – oraz dwa jeziora. Dla każdego coś dobrego.
Miejsce, jakich mało
Ostatnia droga na lewo przed lasem prowadzi na teren ośrodka Instytutu Świętej Rodziny. To tu od kilkunastu lat odbywają się wakacyjne rekolekcje rekreacyjno-formacyjne. Zainteresowanie nimi jest tak duże, że już od połowy czerwca zjeżdżają tu rodziny z całej Polski (i nie tylko), by naładować akumulatory, zregenerować siły fizyczne i duchowe, bez pośpiechu popatrzeć współmałżonkowi w oczy.
Na terenie ośrodka znajduje się duży, dwupiętrowy budynek z pokojami dla rodzin, kaplicą, kuchnią, jadalnią i salą spotkań. Jest także kilka drewnianych domków dla większych rodzin, plac zabaw dla najmłodszych i boisko do siatkówki. Najważniejsze jednak jest niewidoczne dla oczu.
Na początku pobytu Maciek i Agnieszka nie mogli się odnaleźć w nowym miejscu. Nowe otoczenie, dużo rodzin, które już wcześniej się znały. I natrętne myśli: „Czy to jest miejsce dla nas, czy wytrzymamy rytm dnia, czy trzeba będzie opowiadać swój życiorys i trudne przeżycia przy wszystkich obecnych?”.
„Już od progu spotkaliśmy się z dużą życzliwością – zwierza się Agnieszka. – A kiedy na drzwiach jednego z pokoi zobaczyliśmy imiona nasze i naszych dzieci, wiedzieliśmy, że ktoś tu na nas czekał, że to nieprzypadkowe miejsce”. Maciek dodaje: „Takich «pierwszaków» jak my było sporo. Szybko się poznawaliśmy dzięki dzieciom, które co chwila przyprowadzały do pokoju nowych przyjaciół”.
W Wisełce jest czas na relaks i czas dla ducha. Nie są to typowe rekolekcje, na których od rana do nocy, siedząc na krzesłach, uczestnicy słuchają, co ma do powiedzenia ksiądz. Co prawda są stałe punkty programu, ale nikt nie stoi z listą i nie sprawdza obecności. Członkowie Wspólnoty Świętej Rodziny robią co w ich mocy, aby wszyscy, którzy przyjeżdżają do Wisełki, jak najwięcej skorzystali i po dwóch tygodniach wyjechali pozytywnie naładowani.
Maciek mówi: „Odświeżeni, wyprani z brudów całego roku i wyprasowani – gotowi do użycia, postawieni na nogi. Ja po dłuższej nieobecności we Wspólnocie Odnowy w Duchu Świętym nie chciałem wyjeżdżać z poczuciem, że kolejna szansa na spotkanie z Bogiem, żoną, synkami została zmarnowana”.
Godzina małżeńska
Codziennie rano organizatorzy wywieszają aktualny plan dnia. Uczestnicy nie są zaskakiwani. Wiedzą, o której będzie msza, adoracja, konferencja i godzina małżeńska. Mogą zaplanować czas wolny. Po konferencji małżonkowie są odsyłani do swojego pokoju albo na spacer. Najważniejsze, żeby przez godzinę byli tylko i wyłącznie ze sobą. Milczenie, rozmowa, patrzenie w oczy – wszystkie chwyty dozwolone.
„W ciągu roku czas biegnie tak szybko, że zwyczajnie nie nadążamy. Ja intensywnie pracuję, często w nocy, żona jest zajęta dziećmi i domem. Ta wisełkowa godzina małżeńska jest nam bardzo potrzebna, żebyśmy zaczęli na nowo nadawać na tej samej fali” – tłumaczy Maciek. „Dostajemy podpowiedzi, tematy do rozważań, więc nie jesteśmy zdani wyłącznie na własną inwencję twórczą” – dodaje Agnieszka. Dzieci w tym czasie bawią się pod opieką opiekunów i z nimi „przerabiają” dostosowany do ich wieku program rekolekcji. Rodzice nie muszą co chwila się zrywać, by wytrzeć nos czy odpowiedzieć na bardzo, ale to bardzo ważne pytanie. Dzieci są szczęśliwe, że mają kompanów do zabawy, a rodzice, że mają siebie.
Jest jeszcze jeden ważny punkt dnia. Późnym wieczorem, gdy dzieci zasną, wszystkie małżeństwa spotykają się w dużym pokoju na wspólnych rozmowach. Czasami oglądają jakiś film, innym razem dzielą się swoim doświadczeniem związanym z wychowaniem dzieci. Każdy może zabrać głos, nikt nie musi. „To fajny czas. Cisza, spokój i poczucie jedności – mówi Agnieszka. – Mogę być sobą, mówić, co myślę, bo wiem, że nie będę oceniana”.
![]() |
| fot. JUSTYNA GÓRA |
Raj dla dzieci
Rekolekcjom w Wisełce najlepszą rekomendację dają dzieci, bo płaczą, kiedy muszą wyjeżdżać i już w drodze powrotnej do domu pytają: „Kiedy znowu przyjedziemy do Wisełki?”. Jeszcze przez długi czas po wakacjach przypominają sobie różne chwile i pielęgnują wspomnienia.
Charyzmatem Wspólnoty Świętej Rodziny jest praca z rodzinami i dla rodzin. O tych najmłodszych się nie zapomina. Im również trzeba pokazać drogę do Boga. Dzieci dzielone są na grupy w zależności od wieku, a także płci. Mają swoich opiekunów, przypisanych na cały okres rekolekcji. Razem spędzają sporą część dnia, dlatego dobrze, żeby się z nimi oswoili i polubili.
„Czas dzieci jest sensownie zaplanowany. Nie brakuje także atrakcji dla najmniejszych. Chłopcy zdobywają sprawności, by stać się rycerzami, a dziewczynki – służebnicami Maryi. Rysują, śpiewają, biegają, przygotowują różne niespodzianki dla rodziców. Nasz Kubuś bardzo to lubił. Lubił też przemiłe opiekunki…” – opowiada Agnieszka. „Na pomoc opiekunek mogą także liczyć rodzice najmłodszych, wózkowo-łóżeczkowych dzieci. To była dla nas wielka pomoc” – dodaje Maciek.
Ślubuję ci miłość…
Wakacyjne rekolekcje to tylko dwa tygodnie. Wiadomo, że wszystko, co dobre, szybko się kończy. W Wisełce jednak się nie kończy, ale zaczyna.
Jednym z kluczowych momentów jest odnowienie przysięgi małżeńskiej. Państwo młodzi (choć już nie młodzi), dzieci wnikliwie obserwujące miłość między rodzicami, uroczyste stroje, kwiaty ofiarowane przez mężów i przekonanie, że na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, z Bogiem może się udać. Ta przysięga ma prowadzić męża i żonę przez cały rok, dawać siły, nadzieję. A jeśli będzie trudno? „Podczas każdej podróży trzeba odpoczywać, prawda? My odpoczywamy w Ogniskach Świętej Rodziny. To są takie mniejsze grupy, składające się z kilku lub kilkunastu małżeństw, które mieszkają blisko siebie. Spotykamy się od czasu do czasu, dzielimy Słowem Bożym, doświadczeniami życia rodzinnego” – wyjaśnia Maciek. Poza tym Wspólnota Świętej Rodziny organizuje raz na miesiąc spotkania formacyjne w podwarszawskich Łomiankach, na terenie Instytutu Studiów nad Rodziną.
Ładowanie akumulatorów
„Przez dwa tygodnie byliśmy w lepszym świecie, pełnym życzliwości, duchowego bezpieczeństwa, obfitym w dzieci – wspomina Agnieszka. – Byliśmy na wyspie, odgrodzeni od tego wszystkiego, co kusi, zniewala, odciąga od rodziny”. Można powiedzieć – wyspa Rodzin na wyspie Wolin.
Pytam o jakieś minusy, bo aż trudno uwierzyć, że są takie idealne miejsca. „Bez dobrego nastawienia to i w pałacu ze wszystkimi wygodami byłoby coś nie tak. A tak to okazuje się, że w ciasnym pokoju mogłem być zawsze bliżej żony, a podróże korytarzem do łazienki zmusiły nas wszystkich do nawiązywania relacji” – Maciek się nie poddaje.
Jeśli pobyt na rekolekcjach w Wisełce ma tak dobroczynne działanie, to może, zamiast kolejny raz wyruszać bez celu, warto się wybrać w niezwykłą podróż życia razem ze Świętą Rodziną.









