Ci, którzy spotkali się z nim osobiście, nigdy nie zapomną tej chwili. Choć minęły już cztery lata od jego śmierci, na początku kwietnia wszyscy wracają wspomnieniami do dni, gdy Jan Paweł II był blisko nich.
Kiedy Jan Paweł II odchodził, ludziom trudno było wyobrazić sobie, jaki będzie świat bez niego. Był postacią wyjątkową – i to nie tylko dla Polaków. Cenili go ludzie żyjący na wszystkich kontynentach, wyznawcy różnych religii, a nawet niewierzący. Jego słowo, dotknięcie czy uśmiech miały dla każdego ogromne znaczenie: i dla wielkich tego świata, i dla osób całkiem zwyczajnych. Wszyscy czuli to samo: że Jan Paweł II był postacią niezwykłą i że spotkanie z nim pozostanie w pamięci na całe życie.
Dzięki niemu nadeszła wolność
Jan Paweł II jest dla mnie wielkim człowiekiem. Nie chcę użyć słowa „święty”, bo świętym jest on pewnie tam, w niebie, wraz z Panem Bogiem. Chcę go przypomnieć jako człowieka, który zrobił wiele dla Europy. Dzięki niemu upadł komunizm i ludzie poczuli się wolni. To człowiek wiary i myślę, że jest najważniejszy ze wszystkich papieży. Nie znaczy to jednak, że nie szanuję jego poprzedników. Zagrałem papieskiego lekarza i poprzez tę rolę chciałem ukazać cierpienie Jana Pawła II. To był bardzo ważny aspekt jego życia. Przygotowując się do roli, rozmawiałem z lekarzami, którzy go operowali. Mówili, że w całej swojej karierze nie spotkali drugiego człowieka tak mężnie znoszącego cierpienie. Michele Placidowłoski aktor, znany polskiej publiczności przede wszystkim z serialu Ośmiornica. Zagrał rolę osobistego lekarza Jana Pawła II w filmie Karol – Papież, który pozostał człowiekiem.
Papież miał cudowne oczy, które przekazywały światu wielką siłę. Zawsze robiła ona na mnie ogromne wrażenie. Dostrzegałem ją szczególnie wtedy, gdy papież miał przed sobą dzieci. Nie omijał również ludzi starych. W tym cudownym człowieku widziałem świętego. Mam nadzieję, że niebawem doczekamy się momentu, kiedy okrzykniemy go właśnie tym słowem. Dla nas, którzy żyliśmy w jego czasie, będzie to wyjątkowa chwila. W dniu, w którym został wybrany, zapytano mnie, co sądzę o papieżu Polaku. Odpowiedziałem wówczas, że będzie to papież końca i początku – myślałem wtedy o Polsce. Miałem okazję koncertować w Warszawie z okazji pierwszej rocznicy śmierci Jana Pawła II. Był to dla mnie wzruszający moment. Przeżywałem wtedy ważne chwile wraz z jego rodakami. Myślę, że była to najważniejsza osoba, jaką poznałem. Jestem szczęśliwy, że mogłem dla niego śpiewać. Plàcido Domingo światowej sławy tenor.
Szanował wszystkich
Jan Paweł II był bardzo fotogeniczny – nawet wtedy, kiedy osiągnął podeszły wiek i chorował. Wyraz jego twarzy w ciągu jednej ceremonii zmieniał się dwadzieścia-trzydzieści razy. Wystarczyło tylko dobrze obserwować przez obiektyw, a zdjęcia praktycznie wychodziły same i były bardzo różnorodne. Jan Paweł II potrafił podejść do drugiego człowieka niezależnie od tego, kim był: politykiem, duchownym, młodym, starym, chorym czy dzieckiem. Podczas jednego ze spotkań podszedłem do papieża, by się z nim przywitać. Kiedy uklęknąłem przed Ojcem Świętym, powiedział do mnie: „Dziękuję za albumy”. Te słowa zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Grzegorz Gałązka fotografik. Jana Pawła II fotografował od 1985 roku.
Był jak ojciec
Karol Wojtyła był dla mnie ojcem. Ojcem „w wierze”, ponieważ nauczył mnie wielu rzeczy. Dawał mi co dzień świadectwo życia chrześcijańskiego: świadectwo miłości, modlitwy, tęsknoty misyjnej, która go pchała, by kroczyć naprzód. Był ojcem w całej pełni. I naprawdę zajął miejsce mojego rodzonego ojca, którego straciłem w 1961 roku. Gdy papież był obok, budziły się we mnie uczucia rodzinne, które towarzyszyły mi szczególnie w dzień przed śmiercią Ojca Świętego. Spotkałem go w jego pokoju. Jego ręka w mojej ręce. I trwaliśmy tak chwilę, a mnie wydawało się, że mija wieczność... On nie mógł mówić, ale spoglądał na mnie i w tym spojrzeniu widziałem spojrzenie mojego ojca. Piero Marini arcybiskup i Mistrz Papieskich Celebracji Liturgicznych w trakcie pontyfikatu Jana Pawła II.
Otwarty na spotkanie z każdym człowiekiem
Ostatni raz widziałam papieża podczas tradycyjnego spotkania Korpusu Dyplomatycznego z okazji składania życzeń noworocznych w styczniu 2005 roku. Ojciec Święty po zrobieniu sobie z nami fotografii odjeżdżał już z sali, poruszając się w fotelu na kółkach. Zawsze był ciekaw ludzi i mimo choroby wypatrywał, kto przyszedł na spotkanie. Kiedy odjeżdżał, patrzył na twarze ambasadorów. Nagle spojrzał na mnie i widziałam, że całą swoją wolą chciał się zatrzymać. Otworzył usta, chciał coś powiedzieć, ale... został już wywieziony z sali. Wszyscy ambasadorowie odwrócili się do mnie, mówiąc: „Hanna, to było do ciebie”. Teraz uświadamiam sobie, że to było moje pożegnanie z Janem Pawłem II. Taki właśnie jego obraz zachowałam w sercu. Hanna Suchocka ambasador Rzeczypospolitej Polskiej przy Stolicy Apostolskiej.
Dźwigał krzyż cierpienia
Nigdy nie zapomnę dnia poprzedzającego jego odejście do Domu Ojca, piątku 1 kwietnia. Jan Paweł II leżał cierpiący w łóżku i starał się przekazać coś, czego nie można było dobrze zrozumieć. Siostra Tobiana, jedna z zakonnic zajmujących się nim od lat, podała mu kartkę. Papież napisał na niej, że chciałby odprawić Drogę Krzyżową. Odczytano mu czternaście stacji Męki Chrystusowej. Podczas każdej stacji wykonywał znak krzyża. Dzień później oddał ducha temu Bogu, któremu tyle razy towarzyszył w Jego Męce. Joaquín Navarro-Valls przez 22 lata pełnił funkcję dyrektora biura prasowego Stolicy Apostolskiej.
Był człowiekiem dialogu
Pewien francuski myśliciel katolicki zauważył, że radość to znak prawdziwej wiary. Zdolność Jana Pawła II do komunikowania się z ludźmi nie wynikała z faktu, iż nabył pewne umiejętności na scenie jako młody aktor. Ta jego zdolność wypływała z tego, że miał coś do przekazania, coś, czego nie mógł nie przekazać: gorącą wiarę w Jezusa Chrystusa i nadzieję dla ludzkości, która zrodziła się z tej wiary. Ta wiara i nadzieja otworzyły go na dialog ze wszystkimi ludźmi. Jest to niezwykle istotna nauka: wiara chrześcijańska nie ogranicza nas i nie zamyka na bliźniego, lecz otwiera na prawdziwe spotkanie z innymi. George Weigel amerykański dziennikarz, autor biografii Jana Pawła II pt. Świadek nadziei.
Pamiętam wybuch radości, że to właśnie Polak został papieżem, że zaszedł tak daleko. Przecież do tego momentu nie mieliśmy nikogo takiego. Ojciec Święty był najjaśniejszym punktem, wyjątkową osobowością. Jeszcze za życia mówiło się o nim „święty człowiek”. Mieliśmy w nim oparcie, czuliśmy się bezpieczni. Było do kogo się odnieść, zwrócić. Był takim idealnym przywódcą. Człowiekiem dobrym i szlachetnym, jakim powinni być przywódcy innych państw. Za takim przywódcą chce się iść. Przynajmniej ci, którzy chcą uczciwie żyć. Seweryn Krajewski popularny wokalista i kompozytor.
Wszystkie wypowiedzi pochodzą z książki pt. Nowe cuda, która w czwartą rocznicę śmierci Jana Pawła II ukazała się nakładem Wydawnictwa Św. Stanisława BM.