|
|
| Bobby McFerrin fot. Mikołaj Gospodarek |
◗ W kwietniu wystąpił Pan na festiwalu Gaude Mater w Częstochowie. Jakie wrażenia wyniósł Pan z tej wizyty?
Bobby McFerrin: Jestem bardzo zadowolony, że mogłem odwiedzić Częstochowę. Nie byłem tam nigdy wcześniej i Jasna Góra mnie zachwyciła. Odczułem panujący tam spokój i w pewnym sensie poczułem się jak w domu. Jeśli chodzi o koncert, to występ z towarzyszeniem Morphing Vienna Chamber Orchestra był dla mnie przyjemnością. Pomysły repertuarowe i umiejętności tego zespołu sprawiły, że wspólny koncert w Częstochowie był dla mnie inspirujący.
◗ Jakie są najważniejsze źródła inspiracji w Pana twórczości? Czy jednym z nich jest muzyka religijna?
Inspiracja przychodzi z wielu źródeł – z muzyki, której słucham, z kultur, z którymi się stykam, z pewnością także z Biblii. Czytuję ją codziennie, można więc powiedzieć, że jestem w stałym kontakcie z zawartymi w niej przypowieściami i myślami. Od czasu do czasu sam wykonuję muzykę o charakterze religijnym, od wspólnego śpiewania z publicznością „Ave Maria” do wykonań oratorium Mesjasz Haendla, w których występuję jako dyrygent orkiestry. Także część utworów z mojego nowego albumu VOCAbuLarieS jest poświęcona tematom religijnym. Takie piosenki, jak „The Garden” czy „Baby” opowiadają historie, w których można odnaleźć wartości bliskie religii.
◗ Wspomniał Pan o dyrygenturze. Jak ważna jest dla Pana ta dziedzina?
Muszę przyznać, że bardzo ważna, jednak ostatnio nie dyryguję zbyt często. Po prostu z braku czasu. Poświęcam się głównie wokalistyce, biorąc udział w koncertach chóralnych, wykonaniach oper, no i oczywiście dając koncerty solowe, a cappella.
◗ Czy refren słynnej piosenki „Don’t worry, be happy” to Pana życiowe kredo?
Sądzę, że to dobre hasło dla wielu ludzi, aby mniej się martwić i aby zrobić wysiłek ku byciu szczęśliwym, ale nie jest to moje życiowe kredo. Traktuję ten refren raczej jako pewien dobry pomysł, sympatyczną myśl zawartą w kilku prostych słowach, które można zatrzymać w głowie. Ta piosenka sprawia, że na twarzach wielu ludzi gości uśmiech. Nie wykonywałem jej od jakichś dwudziestu lat, tym bardziej więc się cieszę, że nadal jest pamiętana i lubiana.
◗ Angażuje się Pan w wiele różnych projektów muzycznych. Jaki gatunek muzyczny jest Panu najbliższy?
Kiedy myślę o tym, co jest mi najbliższe w muzyce, na czele listy są obok siebie śpiew, improwizacja i… Mozart. Ale cała lista jest rzeczywiście długa! Wśród moich najnowszych projektów jest na przykład wystawienie opery pod tytułem Bobble, a także program zatytułowany „Bobby Meets…” („Bobby spotyka…”), z udziałem muzyków i tancerzy z różnych krajów, które odwiedzam. Uwielbiam też śpiewanie z publicznością i ten element z pewnością w przyszłości będzie również częścią moich występów. Jestem zawsze otwarty na nowe możliwości – to wszak mieści się w duchu tego, co nazywamy improwizacją.
◗ Rok 2010 jest obchodzony na całym świecie jako Rok Chopinowski. Czy lubi Pan Chopina?
Oczywiście że tak. W przeciwnym razie nie uczestniczyłbym w tegorocznym projekcie ku czci Chopina. Będzie to wykonanie pełnokoncertowego, 11-częściowego utworu autorstwa Gila Goldsteina, ze mną w roli głównego solisty. Zostały w nim użyte tematy wzięte z twórczości Chopina, ale także z twórczości kompozytorów, dla których Chopin był inspiracją, oraz tych, którzy sami mieli wpływ na niego. Premiera tej kompozycji odbędzie się w sierpniu [11 – przyp. red.] w Niemczech, potem odbędą się także jej wykonania w Warszawie [17 sierpnia] i w Krakowie [18 sierpnia]. A co do innych kompozytorów… Cóż, znowu przywołam Mozarta, który jest na czele mojej listy, ale przemawia do mnie także twórczość wielu innych, od Bacha do Bernsteina.
◗ Jak ważna jest w Pana życiu rodzina?
Jestem szczęśliwie żonaty, mam troje dzieci, mieszkam na stałe na wsi. Wiele podróżuję po Stanach i po całym świecie, dlatego tym bardziej ważny jest dla mnie czas spędzany z rodziną w domu. Wierzę w to, że „być w domu, to być zdrowym”, zarówno w sensie fizycznym, mentalnym, jak i duchowym.
◗ Dziękuję za rozmowę.