![]() |
| fot. Dorota Niedźwiecka |
Dzieci z rodzin żyjących na wsiach nie wyjeżdżają na wakacje, ponieważ brakuje na to pieniędzy, a rodzice chcą, by dzieci przez całe lato pomagały im w pracach polowych. Nawet zamożniejsi, ale słabo wykształceni rodzice na ogół nie widzą potrzeby wychowania poprzez podróże. Wolą inwestować w rzeczy materialne, np. budowę domu, niż w wyjazdy. Ich córki i synowie poznają większe miasta zwykle podczas wyjazdów na zakupy (głównie do hipermarketów) lub do multikina.
Tylko nie zabytki!
W życiu kulturalnym metropolii wiejskie dzieci mają okazję uczestniczyć przede wszystkim podczas wycieczek z kolonią czy półkolonią lub w czasie rzadko organizowanych kolonii w mieście.
„Dla większości moich wychowanków najważniejsza podczas takich wypraw jest wizyta w McDonaldzie – mówi Monika Stadniczenko z Oleśnicy, wychowawczyni. – Cieszą się także z odwiedzin w ogrodzie zoologicznym czy aquaparku. Natomiast zwiedzaniem zabytków udawało się zainteresować je jedynie takiemu przewodnikowi, który nie skupiał się na faktach historycznych, ale opowiadał legendy, pokazywał sekretne przejścia”.
Uczestnicy kolonii chętnie pływają statkami po morzu albo rzekach. Lubią odwiedzać oceanarium w Gdyni, jeździć zabytkowymi tramwajami turystycznymi „Jaś i Małgosia” czy „Strachotek” po Wrocławiu, oglądać teatrzyki wystawiane na wolnym powietrzu. Ogromnym zainteresowaniem grup cieszą się programy edukacyjno-rozrywkowe w wiosce indiańskiej w Koszalinie i „pirackim forcie” w Kołobrzegu.
Miasto męczy
Ani Mariola Wyderka, dyrektor Katolickiej Szkoły Podstawowej Caritas Diecezji Świdnickiej w Wirach, ani rodzice nie byli przekonani, czy organizacja kolonii w tak dużym mieście jak Warszawa to dobry pomysł. Okazało się, że tak – pod warunkiem, że zapewni się dzieciom dostatecznie dużo atrakcji.
Większość z tych uczniów była w stolicy po raz pierwszy. Mieszkali w centrum, a dzięki dofinansowaniu z Caritasu codziennie coś zwiedzali. Byli m.in. na Zamku Królewskim, w Łazienkach, Wilanowie, przy grobie księdza Jerzego Popiełuszki i w sejmie.
Iwonce Maciborko (11 lat) podczas tej kolonii najbardziej podobała się zmiana warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Magda Wyderka (11 lat) opowiada o wizycie w interaktywnym Muzeum Powstania Warszawskiego, w którym mogła nie tylko dowiedzieć się, ale i odczuć, jak ludzie żyli podczas II wojny światowej.
„Byłam zaskoczona, gdy zobaczyłam, z jakim zainteresowaniem dzieci słuchały koncertu chopinowskiego w Łazienkach w niedzielne popołudnie – wspomina pani dyrektor Wyderka. – W naszej szkole staramy się wszechstronnie rozwijać uczniów: oferujemy zajęcia muzyczne, taneczne, organizujemy comiesięczne koncerty. Spontaniczne i pełne zaangażowania słuchanie muzyki poważnej w Łazienkach było dla mnie potwierdzeniem, że nasza praca wychowawcza przynosi efekty”.
Uczniowie szkoły w Wirach uważają kolonię w Warszawie za jedną z najbardziej udanych. Męczyło ich jednak tempo życia w mieście.
„Mieszkańcy miast mogą często chodzić do kina, teatru, filharmonii czy do muzeów, ale mimo to na co dzień wolę mieszkać na wsi” – mówi Iwonka Maciborko.
Zrozumiałe znaczy atrakcyjne
„Najważniejsze dla większości dzieci z ubogich rodzin lub mieszkających na wsi jest nie tyle odwiedzenie konkretnego miejsca, ile w ogóle wyjazd – mówi ks. Piotr Popławski, dyrektor Caritasu Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. – Takie oderwanie się od swojej miejscowości odgrywa istotną rolę w procesie wychowawczym. Po wakacjach dziecko w szkole opowiada, gdzie było. A to, które znów nigdzie nie wyjechało, wstydzi się tego przed kolegami i zaczyna zmyślać. Dlatego umożliwienie dzieciom wyjazdów wakacyjnych to nie kaprys, ale sprawa ogromnie ważna. To zadanie dla Caritasu diecezjalnego, kół parafialnych i innych organizatorów”.
Pedagodzy podkreślają, że takie wyjazdy powinny mieć odpowiedni program: interesujący, a zarazem poszerzający wiedzę, umożliwiający zdobywanie doświadczenia, oddziałujący wychowawczo. W przeciwnym razie podczas wizyt w mieście dzieci i młodzież najchętniej będą korzystać z mało znaczących dla ich ogólnego rozwoju atrakcji, np. odwiedzać jedynie sklepy z modną odzieżą czy restauracje fast food. Bez odpowiedniego wychowania kulturalnego nie będą w stanie docenić prawdziwych dobrodziejstw, które niesie ze sobą miasto.







