![]() |
| Andrzej Bachleda junior, Time Ruines, płyta z książką, Agora/Kayax 2008. fot. materiały prasowe |
◗ W Andrzeju Bachledzie drzemie i artystyczna, i sportowa dusza. W jakim stopniu kontynuujesz rodzinne tradycje?
Podobnie jak to bywa w rodzinach lekarzy czy prawników, którzy kontynuują zawodowe tradycje rodzinne, w mojej rodzinie od kilku pokoleń zajmujemy się muzyką, narciarstwem i malarstwem. Będę starał się przekazać te pasje, szczególnie do muzykowania, moim dzieciom. Odziedziczyłem po przodkach umiejętność rozpalania płomienia artystycznego. Teraz uczę się, jak go nie zgasić.
◗ Muzyk, malarz, narciarz… Która z tych profesji czy pasji życiowych jest Ci najbliższa? Jak często zakładasz narty i zjeżdżasz ze stoku?
Nie wiem, czy można to wszystko nazwać profesją, raczej pasją – z tym się zgodzę. Myślę o muzyce i malarstwie. Hołduję powiedzeniu: „Trzeba wybrać sobie taką pracę, aby przez całe życie nie czuć, że się pracuje”. A na nartach jeżdżę bardzo często. W Alpach, podczas sezonu, trenuję młodych narciarzy. Mam nadzieję, że będę to robił jeszcze przez długie lata.
◗ Chociaż mieszkałeś w USA, a teraz mieszkasz we Francji, to do końca nie opuściłeś kraju. Czym jest dla Ciebie rodzina i jak często bywasz w Polsce?
Mieszkam we Francji od 25 lat, z Polski wyjechałem z rodzicami, jak miałem 7 lat. Rodzina jest dla mnie najważniejsza, to taki życiowy kręgosłup. Z Polską jestem bardzo blisko związany, rodzice zawsze podtrzymywali w domu polskie tradycje. Przyjeżdżam do kraju mniej więcej sześć razy w roku. Mam nadzieję, że dzięki koncertom będę tu częściej.
◗ Uczyłeś się grać m.in. w USA. Płytą Time Ruines potwierdzasz te swoje fascynacje muzyką lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Co odnalazłeś w tym stylu?
W Stanach studiowałem gitarę klasyczną i kompozycję. Moja fascynacja latami pięćdziesiątymi i sześćdziesiątymi wynika z tego, że ówcześni muzycy odkrywali jazz, rocka. Było to świeże, podniecające i… piękne. Dziś te gatunki muzyczne zagubiły się w zalewie komercji. Dla mnie wciąż jednak są podstawą do tworzenia następnych płyt. Poza tym wychowałem się na książkach Kerouaka [Jack Kerouac – amerykański powieściopisarz, poeta i artysta], i tak jak on i jego bohaterowie – wciąż jestem „w drodze”.
◗ Słuchając Twojej muzyki, czuje się, że autentyczność muzycznego przekazu jest dla Ciebie najważniejsza.
Bardzo dziękuję za miłe słowa. To jest spontaniczne. Pewnie wyniosłem to z dzieciństwa – dużo czasu spędzałem z moim dziadkiem, słuchając, jak śpiewa piękne pieśni Schuberta, Schumanna, Chopina, Karłowicza, Szymanowskiego… To były niezapomniane chwile z prawdziwą muzyką. Noszę je w sobie do dziś.
◗ Co jest dla Ciebie największą inspiracją w muzycznych poszukiwaniach?
Nie wiem dokładnie, skąd przychodzi inspiracja. To trochę tak jak zejście do piwnicy po coś konkretnego, ale szukanie tego po ciemku... Wierzę w ciszę, zewnętrzną i wewnętrzną. W tej ciszy rodzą się dźwięki. Ogromny wpływ miała na mnie twórczość Toma Waitsa. Jeśli chodzi o klasykę, to Bach, Mozart i Chopin. Gdy zaczynam wątpić w ludzkość, włączam sobie Bacha w wykonaniu Glenna Goulda i świat staje się piękniejszy.
◗ Jeden z utworów na płycie Time Ruines zaśpiewałeś z kuzynką Alicją Bachledą-Curuś. Jak do tego doszło?
Z Alicją już od dawna rozmawialiśmy o nagraniu wspólnej płyty, jednak trudno było nam się umówić, ponieważ Ala jest bardzo zajęta. Gdy ja nagrywałem Time Ruines w Paryżu, ona była w Los Angeles. Kupiłem jej bilet i zaprosiłem na nagranie. Nagraliśmy piosenkę, zjedliśmy dobrą kolację. I tak to się stało… Po prostu. Pierwszy krok za nami, z czego bardzo się cieszę.
◗ Komponujesz, bliska jest Ci gitara, grasz także na fortepianie… A tradycyjne góralskie instrumenty?
Niestety, nie gram na skrzypcach, mam takie małe basy i na nich trochę pogrywam. Najbliższa jest mi gitara. Z nią właściwie się nie rozstaję.
◗ Koncertujesz z grupą stałych muzyków?
Tak, The Technicolor Orchestra to grupa, z którą nagrałem Time Ruines. Oni nadają kolor mojej muzyce. Są to muzycy ze Szwajcarii i z Francji. Długo szukałem fajnych kompanów do współpracy i wreszcie mi się udało. Mam nadzieję, że nagramy razem jeszcze dużo płyt. Podobno mamy ten słynny sound!
◗ Do jakiego odbiorcy adresujesz muzykę z płyty Time Ruines?
Nie mam takich marketingowych myśli. Wydaje mi się, że można chodzić do różnych restauracji: włoskich i polskich, fast foodów i miejsc wykwintnych… Tak samo jest z muzyką. Dziś mamy łatwy dostęp do wszystkiego, trzeba jedynie zdobyć się na nieduży wysiłek i po to sięgnąć. Moja płyta jest spokojna, raczej refleksyjna, ciepła. O moich odbiorcach także myślę podobnie.
◗ A najbliższe plany koncertowe?
Zaczynam grać na wiosnę. Zanim jednak oddam się całkowicie muzyce, przede mną sezon narciarski. Styczeń i luty chcę wykorzystać na sport.
◗ Dziękuję za rozmowę







