|
|
| Janusz Radek fot. UNIVERSAL |
◗ Lubi Pan chodzić po linie?
W życiu nie zrobiłbym czegoś takiego! Mam dzieci, niespłacony kredyt. Trzeba być odpowiedzialnym.
◗ Bo mierzenie się z Niemenem przypomina mi właśnie chodzenie po linie…
Można zrobić wszystko, jeśli tylko ma się odpowiedni pomysł. Ja nie mierzyłem się z Niemenem. Mogłem to zrobić już dziesięć lat temu. Ale wziąłem się za te utwory dopiero teraz – bo odczułem taką potrzebę. Wykorzystałem Niemena, jego muzykę i teksty, aby powiedzieć ludziom coś ważnego.
◗ Mianowicie?
Że teraz takich piosenek, jakie dawniej śpiewał Niemen, już nie ma. Nikt nie podejmuje uniwersalnych tematów. Dzieje się tak, ponieważ współcześni artyści myślą, że ważne sprawy nie interesują ich odbiorców. Boją się, że jak zajmą się czymś poważnym, to radio czy telewizja nie puszczą ich piosenek.
◗ Gdzie tkwi błąd takiego założenia?
W punkcie wyjścia: artyści nie doceniają swoich słuchaczy. A ja wierzę, że oni w pewnym momencie powiedzą: „Nie jesteśmy idiotami”!
◗ A Pan nie bałby się napisać dziś takich piosenek, jak „Dziwny jest ten świat” czy „Nim przyjdzie wiosna”?
Jasne, że bym się bał. Dzisiaj miłość do ludzi, do przyrody, patriotyzm to obciach. Dlatego sięgnąłem po Niemena – bo on ma styl, cieszy się szacunkiem ludzi, jest autorytetem.
◗ To oznacza, że tworząc płytę, kierował się Pan głównie tym, co zawierają teksty jego piosenek?
W dużej mierze tak. Ale pamiętałem, że oryginalność Niemena tkwi również w melodyce. Owszem, jak wszyscy artyści czerpał on z angloamerykańskiej tradycji, lecz wpisywał w nią rodzimą ludowość. Dlatego jego twórczość jest najbliższa ideałowi „polskości” w muzyce. Też lubię tę naszą rzewność. Próbowałem nawet przemycić jej elementy w piosenkach na mojej poprzedniej, autorskiej płycie. Uważam bowiem, że nie ma się czego wstydzić. Dlatego chcę tworzyć coś swojego, własnego, osadzonego w rodzimej kulturze.
◗ Trudno było przygotować nowe wersje piosenek Niemena?
Sam oczywiście nie byłem w stanie tego zrobić. Wybrałem więc piosenki, odpowiednio je ułożyłem, nadałem przedstawieniu rys dramatyczny. A potem siedliśmy razem z Tomkiem Filipczakiem, dyrygentem orkiestry, i wymyśliliśmy taką podróż w przeszłość, chcąc zafundować publiczności powrót do ukochanych piosenek, miejsc, ludzi. Zależało nam, aby ten koncert miał nie tylko sentymentalny charakter. Chcieliśmy uświadomić ludziom, że również dziś warto mieć przyjaciół, krąg bliskich osób, wspólnie coś przeżywać. Tak trochę na przekór temu, że ciągle teraz wmawia się nam, że liczy się tylko własne „ja”, skrajny indywidualizm, że możemy funkcjonować w oderwaniu od innych.
◗ Płyta tworzy więc szerszą opowieść – nie tylko o Niemenie, ale o Polsce, Polakach, naszej obyczajowości.
Takie utwory, jak „Dziwny jest ten świat” czy „Jednego serca” są jak uderzenie w twarz. Szczere, autentyczne, prawdziwe. A nikt nie lubi się drażnić. Trudno jest przyjąć gorzką prawdę o sobie. Dlaczego komunistyczni aparatczycy tak nienawidzili Niemena? Przecież nie za to, że założył kolorowy serdaczek i zapuścił długie włosy, tylko za to, że bez ogródek, prosto w twarz wykrzyczał im, że „dziwny jest ten świat”. Ja robię to samo – i ta prawda nie jest przyjemna, bo tak samo dzisiaj lubimy chować głowę w piasek, udawać, że nic złego się wokół nas nie dzieje.
◗ Dlaczego nagrał Pan ten album podczas koncertu, a nie w studiu?
Żeby stanąć w kontrze do tego, co się dzisiaj w Polsce robi. Większość piosenek powstaje w domu, na komputerach, na podstawie tych samych sampli i bitów, dzięki kumpelskiej wymianie. To tania, masowa prowizorka, obliczona na jak najmniejsze koszty i jak największy zysk. Wolałem drogą, solidną i profesjonalną produkcję. Moi muzycy mówią, że każdy nasz koncert traktują jak „mały festiwal”. Kiedy publiczność widzi, jak oni bawią się na scenie, sama nabiera ochoty do zabawy. A ja jestem szczęśliwy – bo nic nie daje takiej radości, jak bycie razem.
◗ Bardzo dziękuję za rozmowę