|
|
| Natalia i Krzysztof Pluskota z dziećmi: Zuzią i Antkiem. fot. Ryszard Dziedzic |
Krzysztof jest aktorem teatralnym, grywa również w filmach. Dzieli swój czas między Kraków, Warszawę, gdzie od kilku lat mieszka z żoną i dziećmi, oraz inne miasta. Pracuje też za granicą. Natalia działa w fundacji na rzecz osób niepełnosprawnych, ale przede wszystkim opiekuje się Zuzią i Antkiem. Razem stanowią zgraną rodzinę, w której każdy zajmuje ważne miejsce: zapracowany tata, troskliwa mama i kochane szalone bliźnięta.
◗ W jakich okolicznościach się poznaliście i kiedy to się zdarzyło?
Krzysztof Pluskota: 28 grudnia 1998 roku o godzinie 23.37 w pociągu relacji Kołobrzeg-Kraków. Studiowaliśmy wtedy w Krakowie: ja – w szkole teatralnej, Natalia – w Papieskiej Akademii Teologicznej. Oboje wracaliśmy ze swoich rodzinnych stron: Natalia z Koszalina, ja – z Sadkowa położonego 40 km dalej. Zupełnie przypadkowo zdecydowaliśmy się jechać tym samym pociągiem. Widać pchnęło nas ku sobie przeznaczenie. Zobaczyłem Natalię już na peronie i powiedziałem do mojego taty: „To jest moja przyszła żona”. Na jego pytanie: „A kto to jest?” odparłem, że jeszcze nie wiem. Spotkałem się z Natalią jeszcze tego samego wieczoru w Krakowie, w kultowym miejscu, nieistniejącym dziś pubie „Łaźnia”. Pobraliśmy się pięć lat później, w lipcu 2003 roku, a w listopadzie 2004 roku urodzili się Zuzia i Antek.
◗ Jak na dzisiejsze czasy długo byliście narzeczeństwem. Dlaczego?
Krzysztof: Najpierw chcieliśmy skończyć studia. Potem próbowaliśmy odnaleźć w życiu swoje drogi zawodowe. Mnie było łatwiej, ponieważ moja szkoła od razu wytycza kierunek. Natalia po skończeniu filozofii musiała zdecydować, co będzie robiła dalej. Natomiast wcześnie się zaręczyliśmy, a skoro już zapadła taka decyzja, to nie musieliśmy spieszyć się ze ślubem. Po roku odbyły się oświadczyny…
Natalia Pluskota: …właściwie podwójne. Pierwsze – nocą na trawniku pod śmietnikiem, drugie – tradycyjne, w obecności rodziców.
◗ Czy dostrzegacie, że zmieniliście się od momentu ślubu?
Krzysztof: Tak, staliśmy się bardziej sumienni, więcej myślimy o przyszłości, trochę mniej w nas spontaniczności. Na szczęście nie musieliśmy całkiem zapominać o szaleństwie kosztem rodziny, gdyż nasze dzieci są trochę szalone i życie z nimi też jest szalone. Gdy tylko nadarza się okazja, robimy zwariowane rzeczy. Czasem nawet zastanawiamy się, czy przystoją one ludziom po trzydziestce. Potrafimy przetańczyć całą noc w różnych klubach albo zrobić „powolny obchód miasta”, polegający na odwiedzaniu ciekawych miejsc. Czasem się wtedy upominamy, mimo że dziećmi opiekują się w tym czasie dziadkowie, że jednak pora wrócić do domu, bo przecież następnego dnia rano musimy iść do pracy. Jednak wbrew zdrowemu rozsądkowi poddajemy się wrodzonemu szaleństwu, choć nigdy nie zaniedbujemy codziennych obowiązków związanych z rodziną.
Natalia: Myślę, że odkąd nasze dni wypełniły się dziećmi i pracą, dojrzeliśmy. Staramy się dawać dobry przykład Zuzi i Antkowi. Próbujemy też nie tracić chwil we dwoje – być nie tylko dobrymi rodzicami, ale też szczęśliwymi małżonkami.
◗ Krzysztofie, czy fakt, że często wyjeżdżasz, potęguje Wasze rodzinne „szaleństwo”?
Krzysztof: Gdy wyjeżdżam, wszyscy bardzo za sobą tęsknimy. Nie dalej jak przedwczoraj wróciłem do domu o godzinie 3.30 nad ranem. Zwykle w takich sytuacjach żona i dzieci śpią, a ja staram się zachowywać cicho. Wsuwam się bezgłośnie do łóżka, aby nikogo nie obudzić. Tymczasem tej nocy stęskniona Zuzia nie mogła spać, bo czekała na mnie. Podobnie żona. Po chwili obudził się Antek. Nagle zrobiła się z tego jedna wielka impreza. Grała muzyka, rozmawialiśmy. Z tej radości zachowywaliśmy się niczym wariaci. Następnego dnia dzieci spały do południa, ale tatuś znowu musiał z rana wyruszyć do kolejnego miasta. Najważniejsze jednak , że w nocy się widzieliśmy. W naszym domu zawsze jest wesoło.
◗ Jak opisalibyście charaktery Waszych dzieci?
Natalia: Zuzia i Antek nie są aniołkami i bardzo nam się to podoba. Czasem trudno mi z nimi wytrzymać, szczególnie samej, ale cenię ich niezależność. Zuzia jest uparta, dokładna, skoncentrowana na tym, co robi. Potrafi zająć się sama sobą. Bywa melancholijna. Znakomicie rozumie się z tatą. Gdy idziemy na spacer, potrafi razem z nim obserwować dżdżownice na drodze, zatrzymywać się przy każdym napotkanym kamieniu, podziwiać liście, podczas kiedy ja i Antek biegniemy do przodu.
Krzysztof: Antek to wicher, a z drugiej strony mały człowiek z sercem na dłoni. Jest bardzo empatyczny. Lubi opiekować się małymi dziećmi. Ostatnio często robi w domu show – tańczy, śpiewa, przebiera się. Moim zdaniem, będzie kiedyś artystą. Zuzia raczej organizuje jego działania.
Natalia: Są od siebie różni. Codziennie się kłócą, ale bardzo się kochają. Jeśli jedno jest pokrzywdzone, drugie natychmiast staje w jego obronie.
Krzysztof: Potrafią także postawić się nam razem. Jeżeli jedno z nich nabroi i zostaje odesłane do swojego pokoju, drugie jest solidarne, a nawet więcej – urządza nam wtedy awanturę.
◗ Niedługo Zuzia i Antek pójdą do szkoły. Czy już zdecydowaliście, do jakiej?
Natalia: Zamierzamy wybrać szkołę publiczną niedaleko domu.
Krzysztof: Podobnie zresztą było ze żłobkiem, kiedy przeprowadziliśmy się do Warszawy. Wybraliśmy żłobek publiczny, a teraz Zuzia i Antek chodzą do państwowego przedszkola, z którego jesteśmy ogromnie zadowoleni.
◗ Jaką rolę w życiu Waszym i Waszych dzieci odgrywa wiara?
Krzysztof: Jest dla mnie ważna. Wiara ma wpływ na moje życie i podejmowane decyzje. Udziela odpowiedzi na podstawowe pytania. Wytycza mi właściwy kierunek, mówiąc o tym, że dla ludzi trzeba być dobrym. Jestem wierzący, dlatego nie zazdroszczę innym i nie jestem zawistny. Potrafię wybaczyć. Gdybym nie wierzył, musiałbym wszystko ogarnąć własnym umysłem i ze wszystkim sam sobie poradzić wyłącznie za pomocą intelektu. Dzięki temu, że zostałem wychowany w tradycji wiary katolickiej, czasem mniej się boję.
Natalia: Dla mnie również fakt, że jestem osobą wierzącą, określa wybory, jakich dokonuję. Powoduje, że wychowuję dzieci, wpajając im wartości chrześcijańskie. Cieszę się, że co wieczór dzieci uczą się odmawiać pacierz i zadają mi pytania związane z Panem Bogiem, na które zawsze staram się odpowiadać. Naszą wspólną małżeńską przestrzenią religijną jest uczestniczenie razem we Mszy św., przestrzeganie tradycji, ale też sposób wychowania dzieci. Mam wrażenie, że wiara chroni nas nawet w najtrudniejszych chwilach.
◗ Co jest dla Was najważniejsze w wychowywaniu Zuzi i Antka?
Krzysztof: Najważniejsze, żeby nasze dzieci były szczęśliwe i robiły to, co będą lubiły. Chciałbym, aby ktoś kiedyś o nich powiedział, że są dobrymi ludźmi. Bardzo dbamy o to, żeby żadnego z dzieci nie faworyzować, aby one także nie czyniły tego w przyszłości innym. Rozumiemy natomiast, że każde z nich wymaga innego podejścia, stymulowania rozwoju w odmienny sposób. Staramy się nie kłamać i nie przechodzić obojętnie obok ludzkiego cierpienia, co także usiłujemy przekazać dzieciom.
Natalia: Już dziś możemy powiedzieć, że nasze dzieci są skłonne do pomocy innym, z czego jesteśmy niezmiernie dumni. Umieją się dzielić, np. oddają zabawki czy ubranka biednym dzieciom. Staramy się być rodzicami cierpliwymi, spokojnymi, choć nie zawsze się to udaje. Chcielibyśmy, aby dzieci zawsze czuły, że z każdą sprawą mogą się do nas zwrócić.
Krzysztof: Na pewno popełniamy w wychowaniu wiele błędów, ale też umiemy się do nich przed dziećmi przyznać i za nie przeprosić, czego także ich uczymy.
![]() |
| Zuzia i Antek fot. Ryszard Dziedzic |
◗ Jakie są Wasze ulubione zabawy z dziećmi?
Krzysztof: Ja najbardziej lubię animować. Muszę przyznać, że mam syndrom listonosza, który po pracy idzie na spacer, ale to dlatego, że nasze dzieci są bardzo zdolnymi aktorami i wierszokletami. Przepadają za rymowankami i wyliczankami. Czasem razem konstruujemy. Dziś na przykład składaliśmy motocykl. Latem wygłupiamy się w morzu, jesienią zbieramy liście, podrzucamy je do góry i wykrzykujemy „Jesień!”, zimą tarzamy się w śniegu. Zuzia i Antek mają wciąż nowe pomysły na zwariowane zabawy, ale ich ulubionym zajęciem jest skakanie na tatusia. Często nic więcej im do szczęścia nie potrzeba.
Natalia: Ostatnio straciłam rachubę czasu, składając z dziećmi przez trzy godziny klocki lego. Raz bawię się z nimi zabawkami, a innym razem biorę udział w wyścigach „dziewczyny kontra chłopaki”. Znakomitym zajęciem jest wspólne gotowanie, podczas którego dzieci bardzo się angażują. Nie wiem jednak, czy jestem bardziej mamą od tłumaczenia i nauki, czy od zabaw.
◗ Tym bardziej, że wiele z nich ma elementy edukacyjne. Czy poprzez zabawy staracie się nawiązywać lepszy kontakt z dziećmi?
Natalia: Zdecydowanie tak. Kiedyś zamieniliśmy się z dziećmi rolami i w ten sposób obserwowaliśmy, jak nas postrzegają. To było ciekawe doświadczenie. Zobaczyć siebie w ich oczach.
Krzysztof: Czasem stosujemy psychodramy. Prosimy na przykład, aby Antek pokazał, jak zachowuje się mama, kiedy jest zmęczona lub zadowolona, a potem ja pokazuję, jak zachowuje się Zuzia, gdy Antoś nie chce jej dać zabawki. Dzięki temu dowiadujemy się przykładowo, co 5-letniego faceta złości w 31-letnim facecie i co w takim razie ten powinien w sobie zmienić, albo co młodszemu się w nim podoba. To rodzaj poważnej rozmowy, w której dzieci się nie spinają, uznając ją za kolejną zabawę. Niekiedy dzięki temu dowiadujemy się o ich kłopotach przedszkolnych, o których nam nie mówią. Właśnie podczas psychodramy odkryliśmy, że Antkowi nie podobały się zajęcia z plastyki, ponieważ pani kazała mu robić laurkę z niebieskiej kartki złożonej na pół, a on chciał użyć czerwonej i złożyć ją na cztery. To zresztą akurat nas nie dziwi, gdyż Antek zawsze musi być oryginalny.
◗ A jeśli między Wami pojawiają się konflikty, to jak je rozwiązujecie na odległość? Wtedy nie da się przecież zastosować psychodramy...
Natalia: Mamy wysokie rachunki telefoniczne. Bardzo często do siebie dzwonimy i rozwiązujemy konflikty przez telefon.
◗ Czego wymagają od Ciebie, Natalio, wyjazdy męża, poza opieką nad dziećmi?
Natalia: Tolerancji, której cały czas się uczę. Staram się zwalczyć w sobie uczucie zazdrości.
Krzysztof: Zupełnie nieuzasadnionej. Pocałunek z koleżanką na scenie jest dla mnie elementem pracy zawodowej. Natalia natomiast przyjmuje to osobiście.
Natalia: Próbuję rozumieć męża, mimo że sama nie mam duszy artystki. Widzę, ile musi się natrudzić, aby efekt był taki, jaki potem widzę na premierze. Myślę, że oboje wciąż poznajemy siebie nawzajem. Kiedyś praca Krzyśka była tak bardzo poza mną, że…
Krzysztof: …udawaliśmy, że nie jestem aktorem. Szedłem do pracy i wracałem z niej bez słowa. Nigdy o niej nie opowiadałem. Pasowało mi to, bo sam zmęczyłem się środowiskiem aktorskim, gdy otaczający mnie ludzie okazali się nie tak ciekawi, jak sądziłem. Nasi wspólni znajomi bardziej mnie zainteresowali. Dzięki Natalii nie musiałem ograniczać się wyłącznie do pasji zawodowej. Tym bardziej, że zawsze starałem się nie obrastać w piórka i nie ekscytować tym, że jestem aktorem i spotykam się ze sławnymi ludźmi, że gram w kinie lub teatrze. Z czasem przestałem funkcjonować w środowisku aktorskim poza pracą, co niestety miało wpływ na otrzymywanie ról. Teraz sytuacja się unormowała.
◗ Czy potrafisz postawić sobie granicę: odmówić zagrania spektaklu, aby zostać z rodziną?
Krzysztof: Stawiam sobie granice, ale nieraz je przekraczam. Mam świadomość, że przez ostatnie 11 lat poświęcałem pracy większość czasu, krzywdząc w ten sposób rodzinę. Dotarło to do mnie, gdy pewnego dnia dostrzegłem, jak urósł Antek. Ojciec nie powinien zauważać, że jego syn rośnie. Może to widzieć jedynie po tym, jak dziecko wyrasta ze spodni czy butów.
Kiedy po wielu miesiącach braku propozycji zaczęła się dla mnie dobra passa zawodowa, zachłysnąłem się tym. Jednak gdy zobaczyłem, jak cierpią z tego powodu Natalia i dzieci, jak bardzo mnie boli ich nieobecność, nauczyłem się czasem rezygnować. Dzisiaj odmówiłem grania w krakowskim teatrze. Znalazłem na swoje miejsce dublera. Ostatnio coraz częściej mi się to zdarza. Zwykle dzieje się to kosztem kabaretu, w którym występuję. Wiem, że pieniądze, jakie bym zarobił, nie są warte rozstania z rodziną.
◗ A kiedy już jesteś w domu, to jesteś raczej jako gość czy domownik? Zdarza Ci się na przykład ugotować obiad?
Krzysztof: Oczywiście, i to dobry obiad. Sam lubię smacznie zjeść. Jeśli mam wolny czas, nie czekam, aż Natalia wróci wieczorem z pracy, robiąc po drodze zakupy i odbierając dzieci, tylko przygotowuję w tym czasie ciepłą kolację. Uważam, że na tym polega małżeństwo.
◗ Czy kolejne role Cię zmieniają i mają wpływ na Wasze życie rodzinne?
Krzysztof: Każda rola coś we mnie zmienia i wpływa na nasze życie, szczególnie rola teatralna. Staram się w sposób rozsądny podchodzić do zawodu. Pomimo że jest to jedna z moich największych miłości, to nigdy nie porzuciłbym dla niej rodziny. Wolałbym zmienić zawód, choć nie wyobrażam sobie bycia kimś innym. Role wprowadzają w moje życiu chaos. Gdy przygotowuję się do premiery w teatrze, a najczęściej gram w Krakowie, po pierwsze wyjeżdżam co najmniej na miesiąc, a po drugie – tydzień przed premierą zaczynam poruszać się 10 centymetrów nad ziemią. Nie dostrzegam, że Natalia jest zmęczona albo że nie zapłaciłem rachunków. Świat zewnętrzny do mnie nie dociera. Z drugiej strony, każda nowa rola oznacza jednak także zabezpieczenie bytu naszej rodziny.
◗ Dlaczego przeprowadziliście się z Krakowa, skoro tak często tam grasz, Krzysztofie?
Natalia: Gdy się przeprowadzaliśmy, Krzysiek był związany z kabaretem, wtedy nie grał jeszcze w krakowskich teatrach. Nasza decyzja była spontaniczna. Jego koleżanka chciała wynająć mieszkanie w Warszawie, więc skorzystaliśmy z tego. Z Krakowem niewiele nas już łączyło. Ja szybko znalazłam pracę w stolicy. Krzysiek też ma tu więcej możliwości zawodowych. Jesteśmy zadowoleni z tej decyzji, a Kraków lubimy odwiedzać ze względów sentymentalnych.
Krzysztof: W Krakowie zawsze czułem się wyobcowany. W Warszawie jest mi dobrze. To moje miasto. Zaaklimatyzowałem się natychmiast.
◗ Często odwiedzacie swoje rodzinne strony, budując tym samym relację dzieci z dziadkami?
Natalia: Tak często, jak to tylko możliwe. Jeśli jedziemy na Pomorze, w nasze rodzinne strony, odwiedzamy i jednych, i drugich rodziców. Wakacje i święta spędzamy na zmianę raz u jednej, raz u drugiej rodziny. Tegoroczną Wielkanoc spędzimy w Koszalinie, u moich rodziców, ale odwiedzimy także rodziców Krzyśka. Moi rodzice bardzo często przyjeżdżają do Warszawy. Prawie co miesiąc widują się z dziećmi. Rodzice Krzyśka ze względu na stan zdrowia nie odwiedzają nas, spotykamy się z nimi rzadziej.
◗ Zgodziliście się na wywiad dla naszego magazynu, a w innych pismach jesteście nieobecni. Dlaczego tak rzadko opowiadacie o swoim życiu prywatnym?
Krzysztof: Ponieważ dziennikarzy z innych pism nie interesuje zwykle prawdziwa opowieść. Sprzedaje się sensacja. Poza tym nie jestem celebrytą, tylko człowiekiem, a człowiek nikogo nie obchodzi, tylko gwiazda. Nie chadzam na bankiety. Każdą wolną chwilę spędzam z rodziną. Moje życie prywatne jest najbardziej atrakcyjne dla mnie i dla moich najbliższych.
Natalia: Nikt nie usłyszy od nas szokujących informacji, ale prawdziwą historię zwyczajnej rodziny.
◗ Dziękuję za rozmowę nie tylko Wam, ale też Waszym dzieciom, które umiały się w tym czasie wspaniale razem bawić.