|
|
| Agnieszka Porzezińska fot. Mikołaj Gospodarek |
Odległość – nie więcej niż 250 kilometrów, inaczej dzieci dostaną fioła. Żadnego bagażu, maksimum „spontanu”, żeby poczuć, że jeszcze jesteśmy młodzi.
Gdy przekraczam granice mojego wielkiego, zabieganego miasta, zaczynam lepiej oddychać, wyostrza mi się wzrok. Naprawdę! Kolor zielony jest soczyście zielony, a niebieski – głęboko niebieski. Dzieci rozemocjonowane liczą krowy, konie i inne istoty parzystokopytne. Dla nich to prawie jak stada dinozaurów, znane tylko z książek. Są przekonane, że mleko daje mama, ewentualnie pani w sklepie, ale krowa? To się nie mieści w małej, miejskiej główce. Dlatego tak są nam potrzebne te przyrodnicze wycieczki – aby uczyć się gatunków drzew, rozpoznawać ptaki, gonić koniki polne i liczyć latka biedronkom.
Polska jest piękna i taka różnorodna, z jednym, niestety, wyjątkiem. Co jakiś czas wyłania się zza zakrętu relikt przeszłości, szara ohyda, pomnik antytalentu budowniczych poprzedniego systemu: bloki-kostki. Zbudowane kilkadziesiąt lat temu byle jak, byle szybko, „zdobią” każdy zakątek Polski, nawet najmniejsze wioski, i zasłaniają widok tego, co najpiękniejsze. Są nienaturalnie wysokie albo nienaturalnie ustawione. Sprawiają wrażenie, jakby odwracały się od centrum, jakby miały to wszystko gdzieś… Oczywiście, spełniają swoją podstawową funkcję – dają schronienie, ale równocześnie przyzwyczajają do brzydoty, oswajają z bylejakością, zniechęcają do własnej inicjatywy.
Jestem pewna, że bloki-kostki są najbardziej jawnym dowodem i niemym świadkiem architektonicznej zbrodni w największej aferze budowlanej poprzedniego wieku. Największym poszkodowanym jest oczywiście Polska i jej mieszkańcy.
Ja też mieszkam w takim bloku i mimo wszystko doceniam to miejsce z kilku powodów. W przeciwieństwie do mieszkańców nowoczesnych kamienic z monitoringiem i garażem podziemnym, czasem spotykam swoich sąsiadów. Razem skrobiemy samochody w zimie, a moje dzieci nie dostają zawrotów głowy od jeżdżenia na rowerze wokół jednego, fikuśnie wystrzyżonego klombu. Możemy puścić się przed siebie, a nie robić slalom między tabliczkami – „Nie deptać trawników”, „Nie krzyczeć”, „Nie przeszkadzać nikomu”, „Nie bawić się w nic”.
Nieważne gdzie, ważne, żeby było z kim dzielić to M-ileś tam.
Agnieszka Porzezińska - dziennikarka, autorka cykli telewizyjnych, m.in. „Wolność Słowa” i „Prawdę mówiąc” w TV Puls, żona Rafała i mama trzech córeczek: Marysi, Tosi i Helenki.