![]() |
| fot. THETAXSTOCK |
Nie próbuję z tymi młodymi dyskutować. Kiedyś próbowałam… Cytowałam przypadek noworodka, który mieszkał w Krakowie w akademiku ze swoimi młodymi rodzicami. Został śmiertelnie zatruty, bo oboje rodzice palili w malutkim pokoiku. Była zima, nie chciało im się więc wychodzić na zewnątrz… Lekarze ledwo odratowali zatrute niemowlę.
Nastoletni palacze
Na spotkaniach z młodzieżą przekazywałam dane statystyczne, dotyczące liczby nowotworów u palaczy. Ale przestałam. Bo co można powiedzieć, gdy pali ojciec i matka, i nauczyciel w szkole, i… ksiądz katecheta? Kiedy dorośli dają taki przykład?
Jest jeszcze inny problem. Ci bezrobotni, którzy narzekają na kryzys i oskarżają rząd – za czyje pieniądze palą i ile tych pieniędzy przepalają? A może ojciec i matka z trudem wiążą koniec z końcem, a dziecko beztrosko przepala tę krwawicę?
Przesadzam? Nie. Jeden nastolatek powiedział mi: „Na papierosy daje mi mama”, a ja zapytałam: „I bardzo się cieszy, że palisz?”. No, ale może matki tych nastolatków same palą i nie mają nic przeciwko temu, że dzieci robią to samo? Tylko że palą coraz młodsze dzieci… Jakie argumenty znaleźć?
Kiedyś zdecydowałam się opowiedzieć grupie młodzieży w klasie maturalnej jednego z krakowskich liceów moje własne przeżycie, bez komentarza.
Los, jakich wiele
Gdy Niemcy zajęli Polskę, już w listopadzie 1939 roku powstała akcja podziemna w obronie utraconej wolności. Młode, pełne zapału dziewczyny w szarych mundurkach składały w Lublinie przysięgę, że są gotowe umrzeć za Ojczyznę i nigdy nie zdradzą powstającej właśnie organizacji. Tak zaczęła się pasjonująca epoka w życiu tych dziewcząt. Kurierki przemierzały Polskę wzdłuż i wszerz, wioząc zakazane rzeczy: raz była to poczta dowódcy, innym razem pieniądze, ulotki czy nawet broń.
Szare dziewczynki stanowiły osłonę dla ważnych działaczy.
Ja także miałam „swojego” kapitana, za którym woziłam zakazane przedmioty, żeby w razie łapanki on był czysty. Jego życie było Polsce potrzebne, a małe dziewczynki… nie liczyły się tak bardzo… Poznałam go i całą duszą zachwyciłam się tym człowiekiem! W moich nastoletnich oczach stał się uosobieniem odwagi i heroizmu. Jeździłam tak za nim – i z nim – do lutego 1941 roku. Potem nagle zniknął, a ja dostałam poufną wiadomość, żeby się „schować”. Nie zdążyłam się jednak ukryć… Przyszli do mnie gestapowcy. Było ich ośmiu – ośmiu dorosłych mężczyzn przyszło aresztować jedną dziewczynę z warkoczami, w szarym mundurku! Potem było śledztwo i gehenna nie do opisania.
Wreszcie znalazłam się na zamku w Lublinie, co już po śledztwie było pewnym oddechem. Okno celi, w której mnie umieszczono, wychodziło na podwórko dla więźniów. Niemcy wypuszczali ich tam na przymusowy spacer, w kółko. Mężczyźni maszerowali, a czasem Niemcy, jak na ironię, kazali im śpiewać! Słuchałyśmy tych pieśni ze ściśniętym sercem! Nie widziałyśmy ich, bo w naszych oknach były kosze założone tak, że światło padało tylko z góry. Ale w jednym z nich udało się wydłubać wąską szczelinę, przez którą można było zobaczyć twarze mężczyzn.
Szukałyśmy znajomych. Raz dostrzegłam… mojego idola, mojego kapitana – choć był tak blady i wymizerowany, że z trudem go rozpoznałam! Mężczyźni spacerowali, a ich kroki dudniły równomiernie. Nagle ten rytm kroków się zachwiał. Coś się działo! Przylgnęłam do szpary w oknie. Esesman rzucił niedopałek papierosa na ziemię. I rząd maszerujących mężczyzn załamał się, bo… bo nagle rzucili się, żeby zdobyć ten pet! Esesman walił ich pejczem po głowach, śmiał się. Wśród tych skurczonych postaci z łapczywie wyciągniętymi rękami był mój kapitan, mój bohater…
Nie, absolutnie nie mogłam znieść tego widoku! Taki śmieć tak bardzo spętał wolną wolę tych mężczyzn! Upodleni w czarnym żwirze więziennego podwórka, szukali zaspokojenia tego pragnienia, które sami w sobie wywołali i którego teraz byli niewolnikami.
Iskierka nadziei
Kapitana rozstrzelali – a ja mam swoje zdanie o paleniu.
Tak mniej więcej opowiedziałam o tym młodzieży i nie dodałam żadnego komentarza.
Wyszłam ze szkoły z mieszanymi uczuciami. Właściwie unikam więziennych wspomnień. Żałowałam, że się im z tego zwierzyłam!
Po południu do mojego domu przyszła delegacja z tej klasy: trzej chłopcy z kwiatami i… kilkoma paczkami papierosów. Przyszli mi powiedzieć, że dziękują i że postanowili przestać palić – a z nimi… ich wychowawca.
Można jednak do nich czasem trafić – do rozumu i do serca!
Autorka jest członkiem Papieskiej Rady do Spraw Rodziny oraz Papieskiej Akademii„Pro Vita”. Żona i matka czterech córek.







