|
|
| Aneta Todorczyk-Perchuć i Marcin Perchuć z córeczką fot. Ryszard Dziedzic |
Telewidzowie kojarzą Marcina Perchucia z rolą Konstantego Turskiego z serialu Agnieszki Holland „Ekipa”, z majorem Pawłem Sikorskim z „Twarzą w twarz”, a obecnie z Krzysztofem z serialu „Usta usta”. Zagrał też wiele ważnych ról teatralnych w Teatrze Telewizji oraz jako aktor Teatru Powszechnego i Teatru Montownia w Warszawie. Jego żona, Aneta Todorczuk-Perchuć, jest aktorką filmową i teatralną, a oprócz tego wokalistką. Współpracuje z Teatrem Narodowym w Warszawie. Widzowie pamiętają ją z serialu „Na dobre i na złe”, w którym grała Małgosię Kwiatkowską, oraz „Samo życie” – tu wcieliła się w postać Weroniki, córki Kamelskich. Aneta lubi grać, z pasją śpiewa, ale jej świat kręci się głównie wokół córeczki. Codziennie wraz z mężem czerpie radość z wychowywania Zosi.
◗ Spróbujmy stworzyć krótką kronikę Waszej rodziny. Jakie były dotąd najważniejsze chwile w Waszym życiu?
Marcin Perchuć: Niewątpliwie pierwszą z takich chwil był nasz ślub.
◗ Zdradźcie, jaka to była uroczystość – skromna czy huczna?
Marcin: Braliśmy ślub w kościółku przy farze w Białymstoku, skąd pochodzi Aneta. Udzielał nam go zaprzyjaźniony ksiądz. Uroczystość wypadła bardzo sympatycznie i kameralnie. Od początku pragnęliśmy, aby towarzyszyli nam najbliżsi z Białegostoku i z Warszawy oraz kilkoro naszych wspólnych znajomych. Zebrało się pięćdziesiąt parę osób.
◗ Ile lat znaliście się przed ślubem?
Aneta Todorczuk-Perchuć: Trzy i pół roku. Spotkaliśmy się w Akademii Teatralnej. Marcin był asystentem opiekuna mojego roku. On był po stronie, która uczy, ja po stronie, która ćwiczy i próbuje.
Marcin: Zapowiadało się na romans nauczyciela ze studentką, a tymczasem po kilku latach założyliśmy rodzinę.
◗ Jakie kolejne ważne wydarzenie nastąpiło po ślubie?
Aneta: Przełomowym momentem były narodziny Zośki. Wszystko, co dotyczy naszego dziecka, jest istotne, podobnie jak czas przeżywany razem, np. wspólne wyjazdy. To wyrywa nas z monotonii i codzienności.
Marcin: Następną ważną chwilą była ta, kiedy Zosia powiedziała „tata”.
Aneta: Każde słowo, każde zdanie i skojarzenie Zośki to wydarzenie. Płakałam, gdy poszła do przedszkola i pierwszy raz zobaczyłam moją córkę jedzącą zupę w towarzystwie innych dzieci. Poczułam takie wzruszenie, że ze wstydu schowałam się w toalecie. Do tej pory, kiedy stawia pierwsze kroki w jakiejś dziedzinie, od razu mam łzy w oczach.
◗ Jak Zosia przyjęła wiadomość o tym, że będzie miała brata?
Aneta: Bardzo dobrze. Powiedziała, że będzie miała piętrowe łóżko i zjeżdżalnię z drugiego piętra. Pozwoli Stasiowi, aby spał z nią na górze i będzie z nim zjeżdżała. Pytałam ją, czy jest przekonana, że chce mieszkać z nim w tym samym pokoju, brat może przecież płakać. Odparła, że tak. Od razu planowała też zjeżdżanie z nim rurą do basenu.
◗ Każde z Was intensywnie pracuje, gracie w serialach, filmach, w teatrze, a równocześnie macie ciepły, stabilny dom. W jaki sposób łączycie życie zawodowe z rodzinnym?
Marcin: Pracujemy falami.
Aneta: Nasz zawód przynosi nieustanne niespodzianki. Wiemy, co się zdarzy jutro, ale co wydarzy się pojutrze – już nie. Czasami trudno mi wytłumaczyć dziecku, że u nas nie ma rutyny. Nie jest tak, że gdy Zośka kończy obiad, to wie, że mama wróci z pracy. U nas żadna pora z niczym się nie kojarzy. Przyzwyczailiśmy się już do tego, więc Zosia także. Bardzo lubimy ten tryb życia. Mało komu udaje się pójść do kina w południe w dzień powszedni i obejrzeć fajny film w pustej sali albo dłużej pospać. A czasami jest maraton – przez wiele dni z rzędu wstajemy o 5 czy 6 rano, a idziemy spać po północy. Wtedy bywa ciężko. Odczułam to zwłaszcza ostatnio, będąc już w ciąży, kiedy żyłam tak przez półtora miesiąca. Wstając rano z łóżka, prawie płakałam. Wracałam do domu i jeszcze musiałam się nauczyć tekstu, a dziecko wchodziło mi na głowę.
◗ Czy podczas takiego maratonu macie czas na bycie z córką?
Aneta: Zośka chodzi spać późno, około dwudziestej drugiej. Zresztą świetnie się czuje o tej porze i trudno jest ją uśpić.
Marcin: Dzieje się tak dlatego, że chcemy z nią być. Gdyby zasypiała o dwudziestej, nie widzielibyśmy się z nią przez wiele dni. W jakimś stopniu dostosowaliśmy więc jej tryb życia do naszego. Do przedszkola idzie zawsze na dziesiątą, ale i tak ją budzimy i trudno nam się wyrobić.
◗ Zosia łatwo się przystosowuje do takich sytuacji?
Aneta: Nie sprawia problemów. Do tej pory mieliśmy z nią „wakacje”, dlatego zwlekałam z drugim dzieckiem. Bałam się też kolejnej przerwy w pracy. Lubię swój zawód, podobnie jak Marcin. Nasza praca pozwala nam (albo jednemu z nas) czasem spędzić z dzieckiem nawet kilka dni. Uwielbiam to. Ostatnio Zosia była chora i nie mogła chodzić do przedszkola. Spędziłam z nią tydzień i był to błogosławiony czas.
◗ Oboje jesteście aktorami – czy to ułatwia, czy utrudnia codzienne życie?
Aneta: Czasem nas to dzieli, innym razem przybliża, sprawia, że lepiej się rozumiemy. Kiedyś zrobiliśmy takie doświadczenie: postanowiliśmy przez tydzień nie rozmawiać o pracy. I nie było źle.
Marcin: Tylko że nawet wtedy, gdy oglądamy film, w którym nie gramy, chcąc nie chcąc rozmawiamy o grze aktorów, bo to temat nam bliski. Na pewno za dużo rozmawiamy o aktorstwie, ale z drugiej strony niektóre sprawy zawodowe rozwiązujemy razem szybciej. Myślę, że gdybyśmy w domu mówili wyłącznie o pracy, Zośka by to zweryfikowała, a ona na to nie narzeka.
◗ Czujecie się zrealizowani zawodowo?
Marcin: Ja tak, szczególnie od kiedy uczę w Akademii Teatralnej. W 1997 roku zacząłem chodzić na zajęcia bez zobowiązań ze strony Akademii, szlifowałem warsztat pedagogiczny. Teraz zaufano mi do tego stopnia, że prowadzę swoje zajęcia. Bardzo cenię tę pracę, jest dla mnie szalenie rozwojowa i satysfakcjonująca.
Aneta: Bywają chwile, kiedy czuję się zrealizowana. Serial, choć nie jest szczytem moich marzeń, pozwala mi ćwiczyć warsztat. Ale brakuje mi odkrywania nowych przestrzeni. Teraz z wyboru mam przerwę, ale nie chcę czekać z powrotem do pracy tak długo jak po narodzinach Zosi. Wtedy pierwszą propozycję pracy w teatrze otrzymałam dopiero po półtora roku. Wcześniej podjęłam jedną próbę – po 112 dniach urlopu macierzyńskiego. Pamiętam ten spektakl: byłam tam tylko ciałem, a myślami przy Zosi. Po tym doświadczeniu przestałam przyjmować zaproszenia na castingi, a gdy po pół roku poczułam, że jestem gotowa, telefon zamilkł na rok. Potem znowu nastąpiła fala propozycji.
◗ Która z płaszczyzn zawodowych jest dla Ciebie, Aneto, ważniejsza: muzyczna czy teatralna?
Aneta: Muzyczna daje mi poczucie, że coś mnie unosi, a to uwielbiam. Traktuję ją bardziej jak hobby. Gdy długo nie śpiewam, zaczyna mi tego brakować.
◗ Grając w serialu, nie myślałaś, żeby zaangażować do tego także córkę, jak to robią inni aktorzy?
Aneta: Nigdy nawet nie przeszło mi to przez myśl. Dużo grałam z dziećmi i wiem, ile je to kosztuje. Często kończy się płaczem dziecka i stresem całej ekipy. Zresztą, są różne seriale i różne warunki pracy. W moim serialu nie byłoby to możliwe. Zosia pierwszy raz uczestniczyła w mojej próbie Opowiadań dla dzieci w Teatrze Narodowym, gdy miała dwa lata. Przeżyła traumę, że mama – daleko i w kostiumie – jest dla niej nieosiągalna. Dopiero po upływie dwóch lat zabrałam ją na ten sam spektakl ponownie. Następnego dnia powiedziała, że chce przyjść i kolejnego także. Stała się moją fanką. Wzruszałam się, widząc, jak podczas przedstawienia wodzi za mną wzrokiem. Wracam do domu, a ona pyta: „Mamusiu, kim dzisiaj byłaś?”. Tak się zaczęła jej fascynacja teatrem, ale nie mówi jeszcze, że też chciałaby stanąć na scenie. Uszanuję każdy jej wybór.
Marcin: Kiedyś zrobi to, co będzie uważała za słuszne, my natomiast będziemy z nią rozmawiali także o konsekwencjach dokonywanych wyborów. Myślę, że taka jest rola rodziców – pokazać jak najwięcej możliwości i pozostawić wybór. Będzie szczęśliwa, kiedy sama stanie się za niego odpowiedzialna.
◗ Powiedzcie, od czego jest w Waszym domu mama, a od czego tata?
Marcin: Nie ma u nas sprecyzowanego podziału, kto jest od czego.
Aneta: Myślę, że każdy z nas robi z Zośką to, co sam lubi robić. Oboje lubimy jej czytać, ale Marcin gra z nią też w gry przygodowe, strategiczne i logiczne.
Marcin: Zośka jest ciekawa świata. Lubimy grać razem. Nasza córka ma to szczęście, że może wybierać, kto jej wieczorem czyta.
◗ Jakie cele stawiacie sobie w wychowaniu?
Aneta: Są na tyle oczywiste, że nigdy o nich nie rozmawialiśmy. Chciałabym, aby moje dziecko wierzyło w siebie, lubiło ludzi i było człowiekiem dobrym, silnym…
Marcin: …i empatycznym.
Aneta: Staramy się czujnie obserwować wszelkie reakcje córki: czego się boi, czy chce się dzielić itd. Czasami nie wiem, jak jej pomóc, np. kiedy po dwóch tygodniach przerwy nie chce wrócić do przedszkola. Wiem, że w miarę jej dojrzewania będzie coraz trudniej. Dziś wszystkie problemy przegadujemy razem, zastanawiając się, co z tym zrobić. Reagujemy na bieżąco i stawiamy granice.
Marcin: Uważamy, by nie skrzywdzić Zośki. Żeby w momencie, kiedy wchłania wszystko wokół jak gąbka, nie nakierować jej w stronę, z której nie znajdzie potem wyjścia. Chcemy, by spokojnie dorastała.
◗ Czy wychowujecie Zosię w wierze?
Marcin: Jesteśmy rodziną wierzącą. Bardzo dużo opowiadamy Zośce o wierze, o tradycjach w Kościele. Uczymy ją znaku krzyża. Chodzimy z nią do kościoła. Mamy swoje ulubione msze i wybrane kościoły.
◗ Wasza wiara ma silne podstawy?
Marcin: Pochodzę z katolickiego domu. Od 1980 roku, kiedy miałem 6 lat, jeździłem regularnie na rekolekcje i oazy zakonu pijarów, środowiska bliskiego KIK-owi [Klubowi Inteligencji Katolickiej]. To mnie ukształtowało. Tam poznałem człowieka o szerokich horyzontach, dzisiaj mojego przyjaciela, ojca Grzegorza Książka z zakonu pijarów. To on pobłogosławił nasz ślub, również ochrzcił nasze dziecko. On jest moim łącznikiem z Bogiem. Często się go radzę, a on mnie. Bardzo cenię tę przyjaźń.
Aneta: Mnie także nasz przyjaciel ojciec Grzegorz pomógł wiele rzeczy zrozumieć. Pochodzę z rodziny chrześcijańskiej: moja rodzina od strony ojca jest prawosławna, matki – katolicka. Nie wyniosłam mocnego fundamentu religijnego z domu, ale przy Marcinie stałam się z wyboru praktykującą katoliczką.
◗ Czy wiara umacnia Wasze małżeństwo?
Marcin: Na pewno tak, a nasz przyjaciel pomaga nam w trudnych momentach.
◗ Dzielicie jakieś wspólne pasje poza aktorstwem?
Aneta: Mnie na pewno aktorstwo nie wypełnia. Nasze pasje są zbliżone do zawodu i bynajmniej nie jest to sport, tylko kino, wspólne oglądanie filmów.
Marcin: Lubimy razem podróżować, w czasie wakacji rzadko wytrzymujemy długo w jednym miejscu. Przemieszczamy się, oglądamy, chłoniemy. Oboje chcemy poznawać świat z drugą osobą i chcemy to zaszczepić Zośce. Tylko w domu lubimy być stale.
◗ Kto Wam pomaga przy Zosi, kiedy oboje pracujecie?
Marcin: Mamy niezastąpioną nianię. Jest z nami, odkąd Zosia skończyła dwa i pół miesiąca. Poza tym w Warszawie mieszkają moi rodzice i oni też czasami nam pomagają. Niekiedy przyjeżdżają do nas także rodzice Anety z Białegostoku. Zwykle to oni zostają z Zosią na dłużej, kiedy my na przykład wyjeżdżamy sami na tydzień.
◗ Czy utrzymujecie bliskie kontakty rodzinne?
Marcin: Tak, podzieliśmy się świętami i część z nich spędzamy z moją rodziną, a część z Anety. Nasze rodziny się różnią, co jest ciekawe i ma wiele plusów. Nie konfliktujemy się z bliskimi, tylko cieszymy się z tego, że Zośka ma dziadków. Łączą ją bardzo dobre relacje z naszym rodzeństwem: moimi siostrami i bratem Anety.
◗ Macie 8-letni staż małżeński. Jakie to były lata?
Marcin: Różne, a patrząc z perspektywy czasu – ciekawe. Na pewno rozwojowe i dla każdego z nas osobno, i dla nas razem.
Aneta: Dla mnie lata intensywne.
◗ Jesteście szczęśliwi?
Marcin: Mam poczucie spełnienia i kroczenia we właściwą stronę. Myślę, że wybrałem dobrą drogę w tym znaczeniu, że mam pewność, iż kocham moją żonę. Jest dla mnie najważniejszą kobietą w życiu. Czuję podobnie, jeśli chodzi o dzieci. I nie jest to poczucie szczęścia, tylko spokoju, że zmierzam tam, gdzie chcę. Mogą temu towarzyszyć chwile szczęścia, ale nie przesadzałbym zarówno z uczuciem szczęścia, jak i nieszczęścia.
Aneta: Ja też postrzegam szczęście jako ulotne momenty. Kroczę dobrą drogą i niczego nie żałuję. Lubię być szczęśliwa i czuć uniesienie. Czasem robię małe podsumowanie i pytam siebie, co bym powiedziała, gdybym 5 lat temu wiedziała, że znajdę się w tym właśnie miejscu. I wiem, że byłabym zadowolona. Dobrze jest tak, jak jest.
◗ Zakończmy zatem Waszą kronikę na szczęściu i narodzinach synka Stasia w ósmym roku małżeństwa, oczekując na kolejne ważne wydarzenia. Dziękuję za rozmowę.