Zdecydowana większość społeczeństwa polskiego deklaruje, że wierzy w Boga. W praktyce liczba osób zaangażowanych religijnie znacznie spada, nie licząc uroczystości typu Pierwsza Komunia św., ślub, pogrzeb. Zjawisku religijności poświęcone jest tyle uwagi w różnego rodzaju publikacjach, że nie ma potrzeby powtarzania tutaj tych treści. Dlatego bardziej będziemy chcieli przyjrzeć się zagadnieniu wiary od strony, która jest mało uchwytna dla oka.
Podobno istnieje taka prawidłowość, że im ludzie są bogatsi, tym bardziej izolują się od innych, a miejsce naturalnej życzliwości i otwartości, towarzyszącej zazwyczaj ubóstwu, zajmuje podejrzliwość, a nawet pogarda. W kontekście powyższych stwierdzeń pojawia się często na ustach ludzi zdroworozsądkowy pogląd, że przydałoby się nam trochę biedy, aby przywrócić braterstwo wśród ludzi i zniwelować nabrzmiałe różnice i antagonizmy.
Mowa jest tym, co wyróżnia ludzi spośród wszystkich istot żyjących na ziemi. Owszem, stwierdzamy niekiedy, że są takie wydarzenia, w których słowa są niewystarczające i nie sposób wyrazić tego, co myślimy czy czujemy, tym niemniej w zdecydowanej większości sytuacji to właśnie słowa pozwalają nam nawiązywać kontakt z otaczającymi nas ludźmi. Słowa są nośnikiem niewyobrażalnie wielkiego świata naszych myśli, uczuć, pragnień. U początku tworzenia i niszczenia jest zawsze słowo.
Od zarania dziejów ludzie przemieszczali się w poszukiwaniu lepszych warunków życia. Jest to zjawisko normalne i pozytywne, które wymaga też sporej odwagi, bo przecież nie jest łatwo porzucić stare miejsce i wyruszyć w nieznane. To może oznaczać skazanie się nie tylko na niepewność, ale również na porażkę. Stąd może częściej w praktyce zwycięża zasada, że lepsze stare, ale znane, niż nowe, lecz nieznane. Ci, którzy ją głoszą, marzą oczywiście o lepszym życiu, ale na myśl o tym, że musieliby wyruszyć na jego poszukiwanie, wzdrygają się i tłumaczą sobie, że to tylko takie niedorzeczne pragnienia, sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem.
Prawdziwa przyjaźń nie zdarza się często, ale jeśli już się pojawi, to łączy ludzi na wiele lat, na dobre i złe. Michał i Konrad znają się niemal od dziecka. Bywało, że ze sobą rywalizowali, a nawet przez pewien czas nie utrzymywali kontaktu. Mimo to ich więź przetrwała, a zaufanie, którym się darzą, świadczy o tym, że są prawdziwymi przyjaciółmi. Konrad od dziesięciu lat żyje w związku małżeńskim, Michał już piętnaście lat jest księdzem. Natłok obowiązków, a także spora odległość, która ich dzieli, nie pozwalają na częste spotkania, ale gdy już do nich dochodzi, rozmowy nie mają końca, bez względu na to, czy jest noc czy dzień. „W prawdziwej przyjaźni tematy nigdy się nie kończą. Wręcz przeciwnie, narastają i są coraz poważniejsze” – powtarzają często z uśmiechem obydwaj przyjaciele, gdy się okazuje, że znów zarwali noc.
Słońce przygrzewa już o wiele słabiej niż latem. Robert czeka na przystanku na kolejny autobus. Poprzedni był tak zatłoczony, że nie dało się wsiąść. Nie ma się co dziwić, w końcu rozpoczął się rok akademicki i studenci wrócili już do miasta. Wielu ludzi narzeka na środki komunikacji miejskiej (że się spóźniają, że są przepełnione), ale Robert zawsze lubił z nich korzystać. To przecież doskonała okazja, by spotykać ludzi, by im się przyglądać. Zawsze dzieje się coś ciekawego, trzeba jedynie umieć to dostrzec.