„Stłucz pan termometr, nie będziesz pan miał gorączki” – nikt rozsądnie myślący nie potraktuje tych słów poważnie. Dlaczego więc w tak wielu małżeństwach i rodzinach obowiązuje analogiczna dewiza, i to w znacznie poważniejszych sprawach?
Śmierć dziecka to tak wielka tragedia, że często nie sposób poradzić sobie z nią samodzielnie lub w gronie rodziny. W Rzeszowie od kilku lat działa Grupa Wsparcia dla Rodziców w Żałobie, dzięki której łatwiej zrozumieć sens cierpienia i nauczyć się żyć dalej.
Masz coś do mnie? – pyta matka dorosłego syna, z którym mija się raz dziennie w przedpokoju. – Nie? To cześć – i rozchodzą się każde w swoją stronę. Nie wiedzą o sobie nic. Przynajmniej nic ważnego, bo ona o tym, że ma raka piersi, mówi koleżance, a nie mężowi i synowi.
Osieroceni rodzice żyją pośród nas. Dla nich 15 października jest dniem szczególnym. Wtedy, w Dniu Dziecka Utraconego, obchodzą święto swoich córek i synów, którzy za wcześnie odeszli: wskutek choroby, wypadku, poronienia. Modlą się za nich lub do nich, odwiedzają malutkie i trochę większe groby, puszczają do nieba baloniki z imionami…
To naturalne, że chcemy, by nasze dzieci odnosiły same sukcesy, ale nieodłącznym elementem życia są porażki. Warto przygotować na nie dziecko: nauczyć je akceptować niepowodzenia i traktować je jak trampolinę, od której można się odbić.
Różnice między kobietą a mężczyzną były, są i będą. Jeśli oboje małżonkowie je odkryją i pogodzą się z ich istnieniem, łatwiej im będzie poczuć – albo przynajmniej wyobrazić sobie – jak daną sytuację przeżywa druga strona i… uniknąć wielu spięć, a przede wszystkim przygnębiającego poczucia niezrozumienia przez najbliższą osobę.