Kazimierz Nowak nie był podróżnikiem jakich wielu. W latach 1931-1936 przemierzył Afrykę na siedmioletnim rowerze. Kiedy ten środek lokomocji szwankował – szedł pieszo. Marszruta wiodła na południe – przez Libię, Egipt, Sudan, Kongo Belgijskie, Rodezję i ówczesny Związek Południowej Afryki. W powrotną drogę Nowak ruszył, zaczynając od Afryki Południowo-Zachodniej, przez Angolę, Kongo Belgijskie, Francuską Afrykę Równikową, by zakończyć we Francuskiej Afryce Zachodniej i Algierii. Trudno do końca oszacować, ile przebył kilometrów – przecież wielokrotnie podczas niesprzyjających warunków pogodowych kręcił się w kółko, zbaczając tym samym z drogi. Była to w każdym razie podróż katorżnicza i śmiertelnie niebezpieczna. Po lekturze książki Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd pytania same cisną się na usta. Skąd u skromnego Polaka tak egzotyczny pomysł? Czy warto było ryzykować byt rodziny, skoro niespełna rok po powrocie z Afryki Nowak umarł m.in. w wyniku powikłań związanych z nawrotami malarii?
Po pierwsze: rodzina
Wyprawa w głąb Czarnego Lądu nie była pierwszą, którą odbył. W marcu 1925 roku, w okresie wielkiego kryzysu, zdecydował się wyjechać z Polski, aby jako korespondent prasowy i fotograf zarabiać na utrzymanie rodziny. Oczywiście środkiem lokomocji, który posłużył mu do europejskich eskapad, był rower. Przez trzy lata przemierzał Węgry, Austrię, Włochy, Belgię, Holandię, Rumunię, Grecję i Turcję. W 1928 roku po raz pierwszy podjął próbę samotnego zmierzenia się z Afryką. Niestety, udało mu się dotrzeć tylko do ogarniętej wojną Trypolitanii w Afryce Północnej. Na drodze stanęły mu kłopoty zdrowotne i brak pieniędzy. Nie poddał się jednak i podróżując po Polsce i Francji, równolegle przygotowywał sie do wyprawy życia. Wyruszając do Afryki 4 listopada 1931 roku, zostawił w Poznaniu żonę Marię, córkę Elżbietę i syna Romualda. Przez całą podróż będzie z nimi korespondował. Będzie również pisał dziennik podróży, który lepiej chyba nazwać osobistymi przemyśleniami nad naturą i kulturą Czarnego Kontynentu. Przede wszystkim jednak jest to zapis samotnych zmagań z dziką przyrodą.
![]() |
| Kazimierz Nowak, Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd,Sorus, Poznań 2008. Fot. Mat. pras. |
Po drugie: pasja
Gdyby jedynym motywem wyprawy były dla Nowaka problemy finansowe, pewnie nie zaowocowałaby ona po powrocie do Polski licznymi wykładami i wystawami fotografii, m.in. na Uniwersytecie Jagiellońskim i w ówczesnej Wyższej Szkole Handlowej w Warszawie. Nie powstałaby też raczej tak wyborna książka, jak Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. W 80 lat po śmierci podróżnika Łukasz Wierzbicki zebrał w jednym tomie wszystkie jego listy z afrykańskiej wyprawy.
Książka zawiera wiele barwnych relacji i bystrych obserwacji obyczajowych. Oprócz tego znaleźć można w niej istne bogactwo unikalnych fotografii. Dostojne portrety mieszkańców Afryki lat 30. sąsiadują na jej kartach z pejzażami i zdjęciami dokumentującymi etapy tej wyprawy. Jednak najważniejsze są przygody nieustraszonego Kazika (właśnie tak kazał mówić do siebie napotkanym Afrykanom). Wiele z nich przyprawia o gęsią skórkę. Chociażby ta, gdy Nowak wędrował samotnie przez białą jak śnieg pustynię i w pewnym momencie od nadmiaru światła zaczął tracić wzrok. Szczęśliwie, niemal cudem, skrajnie wycieńczony znalazł się blisko oazy, w której to – kolejnym cudem – gościł lekarz, specjalista od chorób oczu. Albo ta, kiedy niemal nie zginął z rąk pustynnych wojowników, żeby koniec końców zamiast śmierci otrzymać od nich świeżą wodę i zapasy żywności na dalszą drogę.
Połączenie autentycznej pasji ze świeżością spojrzenia na problemy Afryki lat 30. XX wieku dały w efekcie książkę niezwykłą. Dzięki opracowaniu Łukasza Wierzbickiego, każdy może się z nią teraz zapoznać.



