![]() |
| fot. WWW.SLOVAKIA.TRAVEL |
Turysta dobrze ugoszczony to taki, który wróci. Słowacy doskonale o tym wiedzą. Każdego roku w górach naszych południowych sąsiadów powstaje nowa inwestycja. Ale nie licząc tych nowych, już teraz jest w czym wybierać.
Na początek sucha, a raczej „zimna” matematyka: około 60% obszaru Słowacji zajmują góry. Ich miłośnicy mogą wybierać wśród 310 ośrodków narciarskich. Jeśli nie będzie sypało, to brakiem śniegu nie trzeba się martwić: 95 ośrodków dysponuje sztucznym naśnieżaniem. Armatki mogą pokryć białym puchem 550 hektarów stoków i tras, co daje łączną długość 180 kilometrów tras na zimowe szaleństwo. Na narciarzy czeka 950 wyciągów i 55 kolejek linowych. W ciągu godziny może z nich skorzystać 460 tysięcy osób! To mniej więcej tyle, ile mieszka w Szczecinie albo w Katowicach.
Ceny umiarkowane
Ceny bywają różne. Jeszcze kilka lat temu wyjazd na Słowację był tańszy niż w polskie góry. Teraz ta różnica się zatarła, tym bardziej że zaczęliśmy płacić w euro. Ale i tak warto. Przed wyjazdem dobrze jest sprawdzić, które ośrodki, na co i dla kogo oferują zniżki. Na tańsze karnety narciarskie lub inne atrakcje duże szanse mają oczywiście dzieci i osoby starsze (powyżej 60 lat), również niepełnosprawni z ważną legitymacją. Ponadto posiadacze młodzieżowych legitymacji ISIC, ITIC, EURO26 i GO26.
Przez cały dzień można przebierać w atrakcjach. I co ważne, jeśli właściciele ośrodków zachęcają, że każdy znajdzie tu coś dla siebie – to w tym przypadku slogan reklamowy jest bliski prawdy.
Pontonem z góry
Słowacja jest miejscem amatorskiego i zawodowego uprawiania sportów zimowych. Można tu znaleźć spokojne doznania albo ekstremalne przygody. Chcecie pojeździć na łyżwach? Prosimy bardzo! A może wolicie spod czaszy spadochronu obejrzeć panoramę Tatr? To także możliwe. Coraz większą popularnością cieszą się takie dyscypliny, jak snowrafting czy kitewing. Pierwsza z nich to nic innego, jak zjeżdżanie z góry w pontonie lub w specjalnej, wielkiej gumowej dętce w śnieżnej rynnie (snow-tubing). Kitewing zaś to zaadaptowany do warunków zimowych morski windsurfing – specjalne skrzydło, a raczej minilotnia czy minilatawiec, które pozwalają szusować z wiatrem po stokach na nartach lub desce snowboardowej. Tylko upadek może być nieco boleśniejszy niż w wodzie. Takie atrakcje gwarantuje między innymi Centrum Narciarskie Jasna Niskie Tatry. Jeśli ktoś chce spróbować swoich sił na torze bobslejowym, może to zrobić w ośrodku Snow Paradisew Wielkiej Raczy. W ośrodku Park Snow Donovaly, położonym na przełęczy między Wielką Fatrą a Niskimi Tatrami, jest przygotowanych 20 kilometrów tras dla narciarstwa biegowego, a obok nich lodowisko.
![]() |
| fot. WWW.SLOVAKIA.TRAVEL |
Jeżeli ktoś nie umie jeździć na nartach, ma okazję nauczyć się tego w jednej z wielu szkółek narciarskich. Oczywiście można tu również wypożyczyć sprzęt. Takie usługi oferują niemal wszystkie ośrodki. Do wyboru są łagodne stoki lub strome, szybkie szlaki narciarskie.
Kąpiel z widokiem
Słowackie góry to nie tylko śnieżne szaleństwo. Warto też skorzystać z kąpieli termalnych. Siedząc w otwartym basenie, w wodzie o temperaturze 32-38 stopni C, można podziwiać panoramę zimowych Tatr, nie przejmując się leżącym wokół śniegiem. Na turystów czeka kilka takich ośrodków, między innymi. w Tatralandii koło Liptowskiego Mikulasza, w Beszeniowej i Orawicach. Zainteresowanie tymi atrakcjami jest coraz większe, dlatego jeszcze przed wyjazdem warto zorientować się, jakie są ceny i gdzie możemy liczyć na wolne miejsca.
Uwaga – wstęp wzbroniony
Od listopada ubiegłego roku aż do 15 czerwca 2009 roku, ze względu na ochronę przyrody i bezpieczeństwo turystów, zamknięte są szlaki wysokogórskie w słowackich Tatrach. O zamknięciu szlaków informują specjalne tablice, a za złamanie prawa grozi kara w wysokości 66 euro. Nie oznacza to jednak, że te piękne tereny są całkowicie niedostępne dla wędrowców – dotrzeć można do wszystkich schronisk wysokogórskich, oprócz Chaty pod Rysami (która znajduje się na wysokości 2250 m n.p.m.).
Przed wyjazdem w słowackie Tatry trzeba wykupić ubezpieczenie. Dziennie to kwota rzędu 2-4 złotych. Brak tego ubezpieczenia naraża nierozważnych turystów na poważne koszty – w razie wypadku i konieczności akcji ratunkowej (np. poszukiwań z użyciem śmigłowca) może oznaczać konieczność zapłaty kilkudziesięciu tysięcy złotych!



