Cóż z tego, że wcześniej były takie arcydzieła, jak
Ben Hur czy Pasja, skoro nie wyznaczały one trwałych trendów? Inaczej sprawa ma się z trzyczęściowym dziełem Petera Jacksona na podstawie prozy Tolkiena i przewidzianym na siedem (!) filmów cyklem o Narnii. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że autorom nie chodzi o żadną ewangelizację, tylko o dużą kasę. Za przypadek należałoby wtedy uznać fakt, że monumentalne dzieła Tolkiena i Lewisa i oparte na nich filmy promują chrześcijańską metafizykę i świat wartości. Prawda pewnie leży gdzieś pośrodku. W każdym razie po obejrzeniu Księcia Kaspiana, który oczywiście nie jest wolny od wad, długo zastanawiałem się, czy w jakimkolwiek obejrzanym wcześniej filmie odnalazłbym tak bezpośrednio wyrażoną, a bardzo dzisiaj niepopularną myśl: „Jeśli oprzesz się na własnych siłach, a nie na łasce Bożej i kontemplacji – daleko nie zajedziesz”. Albo: „Walka z demonem to wojna na śmierć i życie, a nie zmaganie się z jakimś abstrakcyjnym złem”. Nawet po to, aby sobie o tym przypomnieć, warto wybrać się ze starszymi dziećmi na kolejną część Opowieści z Narnii. (MH)
Opowieści z Narnii. Książę Kaspian, reż. Andrew Adamson, USA 2008,czas: 150 min.