|
|
| Wypuszczamy "naszego" żółwika. fot. Anna Olej-Kobus, Krzysztof Kobus - Travelphoto |
Na bardziej szczegółowych mapach Gili Air, Gili Travangan i Gili Meno zaznaczone są jako zielone punkciki obok wielkiej wyspy Lombok. Otoczone błękitną wodą i rafą słyną jako raj dla nurków – tych, którzy widzieli już niejedną rafę i tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z podwodnym światem.
Płyniemy tu statkiem i gdy dobijamy, czeka nas niespodzianka: statek ma za duże zanurzenie, aby dopłynąć do molo. Przesiadamy się więc do małej łodzi i lądujemy wprost na plaży. Na żadnej wyspie nie ma samochodów, a funkcję taksówek pełnią konne dorożki, zwane cidamo. Niewielkie koniki dzielnie przemierzają główne drogi wzdłuż wybrzeża. Gdy zaczynamy negocjować cenę przejazdu, by ją nieco obniżyć, właściciel zdecydowanie potrząsa głową: „Kurs musi kosztować 5 dolarów, ponieważ trawę dla konia sprowadzamy z Lomboku”. Skoro opłata idzie na trawę dla konia, nie ma co się targować!
Wypuszczamy żółwia!
Gdyby ktoś szukał raju na ziemi, to miejsce z pewnością mogłoby być jego namiastką. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu mieszkańcy wiosek żyli z połowów ryb. Dzisiaj, gdy dociera tu coraz więcej turystów, prawie wszyscy tubylcy pracują przy ich obsłudze: powstają coraz to nowe hotele, restauracje, szkoły nurkowe… Sława tutejszej rafy sprawiła, że w sezonie odwiedzają ją tłumy. Dlatego szybko zrozumiano, iż żywe ryby są dużo więcej warte niż złowione. Zrezygnowano z przyrządzania tradycyjnego przysmaku – zupy żółwiowej, za to założono centrum ochrony żółwi. Malutkie żółwiki, które zapewne padłyby łupem drapieżników, trzymane są w specjalnych akwariach, a gdy mają kilka miesięcy, wypuszczane na wolność.
W jednej z restauracji na Gili Air zwierzęta są wychowywane „od jajka”. Miejscowym rybakom płaci się za znalezienie jajek, które następnie umieszcza się w piasku chronionym przed zwierzętami i czeka, aż maluchy się wykulję. Dzień ich uwolnienia to wielkie święto oraz okazja do wspólnej zabawy mieszkańców i turystów. Gdy pierwszy żółwik jest wypuszczany na plażę, błyskają flesze, wszyscy się tłoczą, by zobaczyć, jak wyrusza na spotkanie z wielką wodą. Maluch początkowo nie wie, co ma zrobić, ktoś wkłada go więc do wody i w tym momencie odzywa się zew natury. Jeszcze przez chwilę żółw płynie niepewnie, co chwila wystawiając głowę na powierzchnię, po czym daje nura. Za nim podąża jego rodzeństwo: każdy maluch jest wypuszczany przez kogoś innego – także nasze dzieci mają „swojego” żółwika!
Dzięki takim inicjatywom, pływając na tutejszej rafie, ma się dużą szansę zobaczyć żółwie oraz dziesiątki barwnych ryb. Wystarczy zanurzyć głowę w masce, aby oglądać skarby podwodnego świata. Jeśli ktoś nie umie samodzielnie unosić się na wodzie, dostanie kamizelkę ratunkową i pomoc instruktora.
Czar tropikalnej plaży
Po kilku dniach oswajania z wodą, zabieramy na rafę naszego czteroletniego synka. Do asekuracji dostaje pływaczki, a do oglądania podwodnej przyrody – maskę i fajkę. Koralowce przybierają najróżniejsze formy i kolory. Czerwone, fioletowe, żółte... Między nimi śmigają ryby o fantazyjnych kształtach. Zafascynowany Michaś odkrywa ten nieznany mu świat. Nieznany? Ależ połowa z tych rybek statystowała w filmie Gdzie jest Nemo!
Urok wysp Gili tkwi w ich malutkich rozmiarach. W ciągu godziny można obejść je dookoła, po jednym dniu o ich topografii wie się prawie wszystko. Wnętrze wysp nie ma zbyt wiele do zaoferowania: las palm kokosowych na Gili Air i Meno, wzgórze będące punktem widokowym na Gili Travangan wyczerpują listę atrakcji. Jednak na plaży trudno się nudzić. Sceneria zmienia się dzięki przypływom i odpływom. Łodzie kołyszące się na falach wieczorem, o świcie stoją na piasku. To dlatego wyposażone są w wystające na boki pływaki, by się nie przewracały, a także po to, by dało się nimi dopłynąć do domu, gdy zerwie się wiatr. Bo wystarczy chwila i fale stają się coraz wyższe, pojawiają się grzywy pian.
Podczas gdy rybacy mozolą się, by wrócić na brzeg, do wody wbiegają chłopcy z okrzykami radości i deskami do surfowania. Wkrótce radośnie ścigają się z falami. Ciemne chmury na horyzoncie zbliżają się, po chwili z nieba leci istny potop. Początek pory deszczowej w listopadzie na wielu wyspach, wyschniętych w porze suchej, wyczekiwany jest z utęsknieniem. Ulewy, choć spadają z niezwykłą siłą, kończą się nagle, a świat natychmiast zalewa gorące słońce.
Ponad kolorami
Ulubioną zabawą naszych dzieci było zbieranie muszli. Większe i mniejsze stawały się skarbami, wartymi wyprawy na cypel plaży. Trzeba było jednak nauczyć małych odkrywców, iż nie każdą muszlę można zabrać ze sobą. Bywało bowiem, iż nagle muszelka zaczynała iść po plaży, a gdy się ją podniosło, z jej wnętrza łypał na nas krab pustelnik. Za to wyrzuconymi na brzeg koralowcami można było się bawić do woli. Wsadzone na połówkę kokosa stawały się piratami zdobywającymi dalekie morza, układane na plaży przeistaczały się w pociągi lub wyścigowe auta. To jeden z uroków podróży do krajów bez zabawek i automatów ze słodyczami. Dzieci odkrywają cudowny świat wyobraźni. Świat, w którym wszystko jest możliwe, także porozumienie ponad kolorami skóry i językowymi barierami.
Gdy spotkaliśmy rodzinę Francuzów z dwójką dzieci, nasi synkowie błyskawicznie się z nimi zaprzyjaźnili i zupełnie im nie przeszkadzało, że mówią inaczej. Choć oczywiście zdają już sobie sprawę z różnorodności języków świata. „Mamo, dlaczego ty mówisz różnymi głosami?” – spytał Michaś, zafascynowany lingwistycznymi umiejętnościami mamy. Inną wartością podróży do dalekich krajów jest możliwość uczenia dzieci tolerancji i szacunku dla odmienności. Wyspy Gili zamieszkuje wielu muzułmanów, gdy więc nasze pociechy na widok meczetu radośnie krzyknęły: „Kościół!” – mieliśmy okazję do opowiedzenia im o innych religiach.
Kiedy po kilku dniach odpływaliśmy, synkowie spytali: „Kiedy tu wrócimy?”. Kiedyś na pewno – w końcu warto byłoby spotkać „naszego” żółwika na wolności!
Z dziećmi na plażę
Jadąc z dzieckiem na tropikalną plażę, pamiętajcie, aby:
Zdrowie
Wyspy Gili leżą w strefie zagrożenia malarią, dlatego przed wyjazdem trzeba skonsultować się z lekarzem, jaką stosować chemioprofilaktykę. Lekiem nowej generacji jest Malarone, poza tym należy mieć repelenty przeciwko komarom, przydatne są też elektryczne odstraszacze w pokoju. Pobyt podczas pory suchej, gdy prawie nie ma komarów, znacznie zmniejsza ryzyko zachorowania.