![]() |
| Kasia Szaraniec fot. I. Górnicka-Zdziech |
Obok mnie siedzi 34-letnia niepozorna brunetka. Ukończyła teologię i Podyplomowe Studium Edytorstwa Współczesnego. Jednak nie była katechetką lub korektorką, ale – z zamiłowania – przedszkolanką i nianią. Z przejęciem, ale i refleksją opowiada o tym, czym żyje dzisiaj.
Pomoc dla rodziny
Nosi w sobie wrażliwość na potrzeby innych ludzi i nieustanną chęć pomagania. Twierdzi, że empatię odziedziczyła po tacie. I może o tyle łatwiej jest jej wczuć się w dramaty innych, że sama potrzebuje pomocy. Potrafi postawić się w roli matki niepełnosprawnego dziecka, bo wie, z iloma przeszkodami musi się ona zmierzyć. Pięć lat temu znajoma powiedziała jej o wielodzietnej rodzinie z Pruszkowa. Ojciec był w więzieniu, matka nie miała pracy, a w domu było pięcioro dzieci. Ze znajomą zaczęły organizować pomoc. „Początkowo było to wsparcie materialne – wspomina Kasia. – Stopniowo, kiedy byt rodziny się poprawił – choć jednocześnie rodziły się też kolejne dzieci, teraz jest ich już w rodzinie siedmioro – skoncentrowałyśmy się na pomaganiu w nauce, wyjazdach rodzeństwa na kolonie i zimowiska, rekolekcje, na wizytach u lekarzy: logopedów czy okulistów”. Kasia uczyła dwoje dzieci z tej rodziny: Emilkę i Pawełka. Prowadziła z nimi wychowawcze rozmowy, tłumaczyła zasady higieny.
Forum dla potrzebujących
Szukając pomocy, Kasia dawała ogłoszenia na forum związanym z miesięcznikiem „Dziecko”. Prosiła o przesyłanie ubranek, książek, przyborów szkolnych oraz pomocy finansowej na konkretne cele, takie jak np. zakup łóżek dla dzieci. Spotkała się z pozytywnym odzewem. Za każdym razem sumiennie wysyłała potem pokwitowania i rachunki oraz… podziękowania dzieci. „Powoli zawiązała się grupa mam, która chciała na stałe pomagać tej rodzinie. Do dziś finansują one na przykład przedszkole młodszym dzieciom. Z czasem coraz lepiej się poznawałyśmy, zaczęłyśmy się przyjaźnić – opowiada Kasia. – Uzbierałam też więcej rzeczy, niż rodzina z Pruszkowa potrzebowała, a jednocześnie dzwoniły i pisały do mnie inne rodziny, liczące na wsparcie. Tak oto zajęłam się wysyłaniem paczek”.
W tym czasie forum przyjęło nazwę „pomocne e-mamy” i zaczęło działać na większą skalę, organizując kilka razy w roku, choć jeszcze niesystematycznie, społeczne akcje pomocy. Pomoc pruszkowskiej rodzinie została z czasem okrojona, ponieważ otrzymuje ona stypendium unijne. Pomocne e-mamy starają się je racjonalnie zagospodarować, by dzieci miały kurtki na zimę, zeszyty do szkoły itp. Nadal zbierane są pieniądze na ich wyjazdy letnie.
Nowe akcje
Trzy lata temu pomocne e-mamy podjęły akcję gwiazdkową. Szukały chętnych do obdarowywania oraz ubogich rodzin, które ucieszyłyby się z prezentów dla dzieci. Pilnie sprawdzały wszystkie otrzymane dane, by wykluczyć oszustwa. Akcje świąteczne kontynuowały przez kolejne lata. Ostatnia, zeszłoroczna, zakończyła się imponującą liczbą 252 obdarowanych dzieci i jeszcze kilkudziesięcioma paczkami z dodatkową pomocą. Podziękowań na forum było bardzo dużo – i wzruszeń „mikołajów” także.
Dziś Kasia z przejęciem opowiada o nowych pomysłach. W ostatnich miesiącach zajęła się pomocą Karolinie, dziewczynie z porażeniem mózgowym, mieszkającej samotnie w Warszawie w dramatycznych warunkach. Pozostałe przedsięwzięcia: akcję Dzień Dziecka 2009 i Wyprawki 2009 przygotowują oprócz Kasi trzy najbardziej zaangażowane e-mamy: Blanka Rudy, Andżelika Aleksandrowicz, Katarzyna Dziemecka. Grupa organizatorek systematycznie się rozrasta. Teraz liczą także na pomoc czytelników „Magazynu Familia”.
Siła z wiary
Kasia bywa postrzegana jako osoba, której nie udało się w życiu. Jest przewlekle chora, ma problem ze znalezieniem pracy. Ona sama buntuje się na niedogodności, ból, niekiedy zazdrości innym zdrowia, ale na dnie duszy żywi przekonanie, że choroba stała się dla niej szansą na silną relację z Bogiem. „Choć nie uważam się za «posłaną» do pomagania, to jednak doświadczam Bożego działania w tym, co robię. Staram się cały czas postępować zgodnie z wiarą i nauką Kościoła, ale niczego innym nie narzucam – tłumaczy Kasia. – To trudne w dzisiejszym świecie. Powierzam Bogu rodziny i dzieci, które jakoś «stają» na mojej drodze. Nie zastępuję szukania pracy wolontariatem, ale jednocześnie moje życie zyskuje dzięki temu głębszy wymiar” – dodaje. Życie innych na pewno też.

