![]() |
| fot. arch. parafii Maryji Królowej w Poznaniu |
Dominik miał dwa lata i zaczął właśnie wypowiadać pierwsze nieporadne słowa. Wtedy rodzice postanowili, że nauczą go modlitwy. Jakie było ich zaskoczenie, gdy malec uprzedził ich i sam wyrecytował „Ojcze nasz”.
Takie historie często przydarzają się rodzicom i kompletnie ich zaskakują. Dziecko, które dotychczas wydawało się obojętne na sprawy religii, nagle spontanicznie recytuje modlitwę zasłyszaną od rodziców albo opowiada którąś z historii biblijnych usłyszanych w kościele podczas Mszy Świętej (nawet gdy się na niej ciągle wierci i układa pod ławką znalezione po drodze kamyczki). „Karol, młodszy brat Dominika – opowiada o swoich synach Anna Wojciechowska – co prawda już nas nie zaskoczył znajomością pacierza, ale wciąż mnie i mojego męża wzrusza, gdy na rozpoczęcie modlitwy z wielkim namaszczeniem na wszystkie możliwe sposoby dotyka ramion i głowy, kreśląc, jeszcze po dziecięcemu, znak krzyża”.
Codzienny rytuał
Modlitwa z dziećmi ma ogromne znaczenie dla ich prawidłowego rozwoju duchowego i psychologicznego – podkreślają katecheci i psychologowie. Odmawianie modlitwy rano i wieczorem może stać się dla dziecka ważną częścią jego codziennego życia, tak jak jest nim zdrowy nawyk mycia zębów, kąpiel czy pocałowanie rodziców przed pójściem do łóżka. „Ważne jest, aby wytworzyć rytuał modlitwy – mówi jezuita ks. Jacek Poznański. – Najpierw, jeśli chodzi o sekwencję czasową czynności: np. zawsze lub zazwyczaj modlimy się przed kolacją albo po bajce dla dzieci. Następnie, jeśli chodzi o pewne zachowania, czynności lub gesty podczas samej modlitwy. Nie musi to być nic skomplikowanego. Wystarczy, że jest to dla dziecka przyjemne i budzi w nim pozytywne odczucia. Może to być na przykład zapalanie świecy, piosenka czy fragment z Pisma Świętego dla przedszkolaków”. Wtedy istnieje duże prawdopodobieństwo, że modlitwa stanie się dla dziecka już nie tylko mechaniczną czynnością i naśladowaniem dorosłych, ale potrzebą serca.
Ulubiona historia
Dla Anny i Michała Wojciechowskich z Olsztyna ogromne znaczenie w wychowaniu dwóch synów ma wspólne czytanie książek. Pierwszą ulubioną historią biblijną Dominika była ta, w której Jezus uciszał burzę na jeziorze. Gdy miał kilka lat, burza bardzo go przerażała. Anna wspomina: „Zaobserwowałam, że poprzez opowieść o burzy Jezus zaczął uciszać przeróżne «burze» naszego syna – jego pierwsze lęki. Jego wielkie zainteresowani budziły historie o arce Noego i stworzeniu świata. Dominik przeżywał wszystkie te opowieści bardzo intensywnie i dodawał do nich ulubionych bohaterów bajek, zadając jednocześnie zaskakujące pytania. I tak, w historii Noego pojawił się krecik, który proponował, aby zwierzęta umiejące pływać kupiły sobie płetwy; przy stworzeniu świata pytał, dlaczego niektórzy są ludźmi i dlaczego Pan Bóg stworzył taki świat, który mu się nie za bardzo podoba (a nie podobało mu się na świecie tornado i inne trzęsienia ziemi)”.
Czas i miejsce
Zdaniem księdza Poznańskiego, ucząc dziecko modlitwy, jako pierwszy cel trzeba sobie postawić rozwinięcie w nim wewnętrznej przestrzeni modlitewnej, czyli świadomości, że istnieją specjalne miejsca i określony czas, które poświęca się komuś większemu niż tylko mama i tata. Dla Anny i Andrzeja Balasińskich, rodziców Mikołaja i Antka, ważne jest wykorzystywanie różnych momentów dnia, aby uczyć synów modlitwy i mówić im o Bogu. „Nasi synowie nie żyją w jakimś wyimaginowanym świecie, gdzie obcują z nimi baśniowe stwory. Oni wierzą, że jest Pan Jezus, Matka Boska, Anioł Stróż. Pamiętam, jak tłumaczyliśmy im obrazowo, że w czasie Mszy Świętej my widzimy za ołtarzem kapłana, a nasz Anioł Stróż widzi w tym samym czasie Pana Jezusa”.
Dziecięca wyobraźnia
Dzieci potrzebują obrazów, które pobudzą ich wyobraźnię. Państwo Wojciechowscy poza wspólną domową modlitwą, niedzielną Mszą Świętą, mniej lub bardziej regularnym czytaniem Pisma Świętego, opowieściami o narodzeniu Pana Jezusa w trakcie pieczenia pierników i klejenia łańcuchów na choinkę oraz śpiewaniem kolęd, nie podejmują w domu innych tematów religijnych. Okazało się jednak, że to dzieci zaczęły wciągać dorosłych w rozmowy o tym, co przekracza świat, w którym żyją. Jak mówi Anna, dość trudnym momentem w życiu Dominika był dzień, w którym zrozumiał, że życie ludzkie się kończy. „Nieoczekiwanie zaczął się buntować, rozpaczać i mówić, że nie chce jeść i rosnąć, a potem umrzeć. Nie pomagały żadne opowieści o niebie, o życiu szczęśliwym z Panem Bogiem. Twierdził stanowczo, że przecież on właśnie tu jest najszczęśliwszy”. Dopiero z upływem czasu Anna zrozumiała, że dziecku nie chodzi o precyzyjne wyjaśnienia, ale o wysłuchanie, rozmowę, wyrozumiałość, a bardzo często o przeżycie razem z mamą lub tatą zadziwienia czy też smutku.
Pierwszaki u Komunii
Mikołaj, syn Anny i Andrzeja Balasińskich z Wrocławia, przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej rok wcześniej niż jego rówieśnicy, bo już w pierwszej klasie. Wszystko zaczęło się od modlitewnych spotkań rodziców z dziećmi w jednej z kaplic kościoła św. Wojciecha we Wrocławiu. „Spotykaliśmy się tam z innymi rodzinami na wspólnej adoracji Najświętszego Sakramentu. Dzieci były z nami. Widziały, że na ołtarzu jest coś wyjątkowego i ważnego” – opowiadają Anna i Andrzej. Dzięki wyjaśnieniom rodziców Mikołaj dowiedział się o Panu Jezusie, który obecny jest w białym opłatku w monstrancji. Od tej chwili, chodząc na niedzielną Mszę Świętą, zaczął pytać o Pana Jezusa ukrytego w białej hostii i żądał wyjaśnień, dlaczego nie może go otrzymać tak jak rodzice. Gdy skończył sześć lat, Anna i Andrzej rozpoczęli starania o tzw. wczesną Komunię Świętą dla swojego synka. Trafili do parafii św. Karola Boromeusza we Wrocławiu, gdzie akurat pod kierunkiem franciszkanina ojca Bronisława Staworowskiego zawiązała się grupa dzieci, które rozpoczęły przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej dla pierwszoklasistów. I tak, we wrześniu 2008 roku Mikołaj, już jako siedmiolatek, przystąpił do niej.
Jak zaznacza ksiądz Marcin Węcławski, współautor książki Wczesna Komunia Święta i portalu internetowego www.wczesna-komunia.com.pl, trzeba pamiętać, że nie każde dziecko przedszkolne jest gotowe do tego sakramentu. Dużo zależy od rodziców. „Domagam się, aby to byli rodzice w pełni praktykujący, to znaczy tacy, którzy sami przystępują do sakramentów świętych, chodzą regularnie do spowiedzi i w miarę możliwości co niedzielę do komunii”.
Do wczesnej Komunii Świętej przede wszystkim przygotowywani są rodzice, którzy z kolei w naturalny sposób pracują z własnym dzieckiem i to oni, zdaniem ks. Węcławskiego, są najlepszymi katechetami.
Tym, co najbardziej zachwyca Annę Balasińską w modlitwie jej siedmioletniego syna, jest prostota jego dziecięcego myślenia. „Dzieci przyjmują Pana Jezusa z wielką naturalnością. Nie dociekają i nie analizują. Po prostu się cieszą. A my uczymy się od nich tej radości”.

