|
|
| Grzegorz Kasdepke, populany autor książek dla dzieci fot. Agencja Gazeta |
◗ Każda Pana książka okazuje się strzałem w dziesiątkę, o czym świadczą głosy czytelników oraz nagrody i wyróżnienia w konkursach. Skąd Pan czerpie pomysły?
Mam trzy źródła pomysłów. Najważniejszym jest syn, Kacper. Moje książki „rosną” wraz z nim. Od dawna mamy ścisły podział obowiązków: Kacper łobuzuje, a ja to opisuję. Drugim źródłem pomysłów są dzieci, które podczas spotkań autorskich opowiadają mi o tym, co chciałyby przeczytać. Niedawno zamówiły u mnie książkę o całowaniu, która właśnie powstaje. Trzecie źródło pomysłów jest najbardziej oczywiste, a zarazem najtrudniejsze do wytłumaczenia: to myśli, które nie wiadomo skąd wpadają mi do głowy. Głowa pisarza tworzącego dla dzieci jest siatką na pomysły.
◗ Biorąc pod uwagę wiek Kacpra, który jest w gimnazjum, można oczekiwać, że zacznie Pan pisać dla młodzieży?
Tak, Kacper rośnie i wciąga mnie w swój świat. Kiedyś wydawało mi się, że książka dla młodzieży jest sztucznym tworem. Sam z książek dla dzieci przerzuciłem się od razu na pozycje dla dorosłych. Jednak istniejący w Polsce problem czytelnictwa wśród gimnazjalistów wynika z tego, że nie ma dla nich książek. Zaczynam odczuwać potrzebę i widzieć sens pisania dla młodzieży, także ze względu na Kacpra i rozmowy z nim.
◗ Jakie jest credo Pana twórczości, jaki cel Pan sobie postawił?
Moją ambicją jako pisarza dla dzieci jest tylko to, żeby dzieci chciały przeczytać kolejną książkę, już niekoniecznie mojego autorstwa. Chcę pisać na tyle ciekawe książki, by dzięki nim dzieci stawały się „nałogowcami” czytania, a już ważniejsze treści niech przekazują ci mądrzejsi ode mnie autorzy. Przyjdzie na to czas, kiedy dzieci staną się wytrawniejszymi czytelnikami. Moim zadaniem jest niezrażenie dziecka do książki.
◗ Wielkim atutem Pana książek jest zaangażowanie czytelnika w przedstawiony świat. Czy to sposób na przyciągnięcie dzisiaj dzieci do książek?
Tak, ale trzeba też pamiętać o rodzicach. Książki muszą być takie, by cała rodzina miała szansę dobrze bawić się tekstem, sięgała po niego z zainteresowaniem, co buduje relacje między dziećmi a rodzicami. Jeśli rodzic czyta książkę i jest nią znudzony, dziecko to znudzenie wyczuwa. Ja próbuję złapać na ten haczyk częściej ojców niż dzieci, gdyż dzieci czytają wciąż więcej niż dorośli. Ponieważ jednak nie wszystkie lubią czytać, staram się tak konstruować moje książki, aby na przykład w rodzeństwie, w którym jedno dziecko lubi czytać, a drugie nie, także to drugie znalazło w nich coś ciekawego: grę, zabawę, zagadkę – wtedy tekst je wciągnie. Wierzę w to, że podziała też magia ilustracji. Dzieci wybierają książki cienkie, dlatego staram się budować fabułę z mniejszych cząstek, tak aby dziecko podczas jednego wieczoru bez zmęczenia przeczytało fragment, pośmiało się i miało satysfakcję z tego, że skończyło etap, który ma początek, rozwinięcie i zakończenie.
◗ Czy książka może konkurować z komputerem?
Przede wszystkim – nie musi.Przestrzegam przed budowaniem sztucznej wrogości między telewizją, komputerem a książką. W dobrze zorganizowanym dniu dziecka powinien być czas na wszystko. Nie widzę powodu, dla którego rodzice, którzy chcą, aby ich pociechy czytały książki, musieliby wyrzucać z domu telewizor lub komputer. Dla dziecka, które nie czyta, wydają się one atrakcyjniejsze niż książka i zniechęcanie do nich jeszcze bardziej oddala dziecko od literatury. Uniwersytet Łódzki badał, co najbardziej zraża dzieci do czytania: na pierwszym miejscu znalazła się szkoła ze sposobem wyboru i traktowania lektur. Telewizor był na jednym z dalszych miejsc.
|
|
| fot. Forum |
◗ Czy po doświadczeniach z redagowaniem przez pięć lat magazynu „Świerszczyk”, pisaniem książek i scenariuszy programów dla dzieci zna Pan skuteczne sposoby na to, aby dzieci czytały?
Nie analizuję rozumowo, jak napisać książkę, by dziecko się nią zainteresowało. Działam intuicyjnie. Jestem człowiekiem, który lubi się śmiać, dlatego moje książki są pogodne. Piszę w nich o świecie, prawdziwych sytuacjach, które dotykają dzieci, np. rozwód rodziców, śmierć. Nie mam ochoty straszyć, ale pewnych zjawisk nie można ukrywać. Nie chodzi o to, aby tekst pozbywać wartości literackiej, ale zupełnie inaczej konstruować. Nie można dać dziecku odetchnąć, bo jak już pójdzie, to być może zatrzyma się przy telewizorze i nie wróci.
◗ Na rynku jest mnóstwo książek dla dzieci. Jak rodzic ma wybrać?
Czasami dowiadujemy się o dobrych książkach pocztą pantoflową. Zwracałbym także uwagę na książki nagradzane w różnych konkursach. To dla rodzica informacja, że jakieś gremium przeczytało książkę i ją doceniło. Niekoniecznie książki, które czytaliśmy jako dzieci, muszą się podobać naszym dzieciom, choć może kiedyś do nich dorosną. Kupujmy książki, które im się podobają, nawet jeśli nam wydają się głupiutkie, jak na przyład seria Koszmarnego Karolka. Dzięki nim będą miały ochotę czytać dalej. Dzieci lubią też książki modne, o których się mówi. Nie przeciwstawiałbym się czytaniu Operacji Jerycho czy serii Felix, Net i Nika. Skoro koledzy w klasie o nich dyskutują, warto, aby nasze dziecko też miało zdanie na ten temat. Nie zrażajmy się, jeśli odrzuci siedem książek, które mu kupiliśmy, może ósmą przeczyta. Jeśli dziecko nie lubi czytać, można mu kupić komiks, który także jest przecież książką. To dobry początek. Sam zacząłem czytać dzięki komiksom. Byłem jednym z tych upiornych dzieciaków, które wyłącznie grają w piłkę. Moja oczytana mama wymyślała różne sposoby, żebym zaczął czytać, np. przerywała w najciekawszym momencie, mając nadzieję, że sam skończę, a wtedy ja szedłem grać w piłkę i mówiłem, że poczekam, aż mama będzie miała czas. Wreszcie mądra pani bibliotekarka dała mi komiksy o Tytusie.
◗ Jakie książki odradziłby Pan czytać dzieciom?
Marne adaptacje starych baśni, teksty przerabiane wielokrotnie, zubożone literacko, pozbawione treści, z samą skorupą fabuły napisaną skandalicznym językiem, w których struktura baśni jest zniszczona.
◗ Czy każdemu dziecku można zaszczepić miłość do książek?
Tak, byle była to szczepionka, a nie operacja, jak bywa w szkole. Kilkanaście razy spotkałem się z sytuacją, że dzieci, które nigdy nie czytały, po spotkaniu ze mną sięgnęły po moje książki i zaczęły czytać w ogóle. To mnie cieszy bardziej niż nagrody.
◗ Co przekazujemy dziecku dzięki miłości do książek?
Próbując zarazić mojego syna miłością do książek, staram się pokazać mu bardziej refleksyjną stronę życia. Człowieka, który umie skupić się na tekście, stać na refleksję nad samym sobą, zatrzymanie się. To ważne, by wydobyć się ze świata migających obrazków. Dzięki książkom wywiązuje się bliskość między rodzicem a dzieckiem, któremu czyta, wspólnie coś przeżywają. Nie ma nic fajniejszego. Każdy z nas chciałby być dla swojego dziecka rodzicem i kumplem jednocześnie. Książki dają taką szansę.
◗ Bardzo dziękuję za rozmowę.


