![]() |
| Jan Kobuszewski z wnukami fot. STUDIO 69 |
◗ Porozmawiajmy o obowiązkach mężczyzny w rodzinie dzisiaj i dawniej. Czy gdy był Pan dzieckiem, spoczywały na Panu jakieś domowe obowiązki?
Miałem dwie starsze siostry, dzięki temu jako najmłodszy mężczyzna byłem traktowany ulgowo. Do moich zadań należało jednak od czasu do czasu noszenie węgla, froterowanie podłóg, wycieranie kurzów i zamiatanie. Wszystkie zlecone prace wykonywałem, może niekoniecznie z radością, ale zawsze z poczuciem obowiązku.
◗ Czy dziś ma Pan w domu jakieś obowiązki?
W mojej rodzinie zawsze było tak, że wszystkimi pracami domowymi zajmowały się kobiety. Mój tata pracował, utrzymywał dom, a mama i siostry dom prowadziły. Matka była opiekuńczym aniołem stróżem, który dbał o nas wszystkich. To powtórzyło się w założonej przez mnie rodzinie po latach. Ja, podobnie jak mój ojciec, czasem muszę pomagać, ale przede wszystkim mam dbać o to, żeby było za co żyć. Głównie ze względu na specyfikę zawodu, jaki wykonuję, który wymaga ogromnego zaangażowania czasowego, sprawy domowe i wychowanie dziecka wzięła na siebie moja żona oraz najbliższa kobieca część rodziny. Trudno robić coś w domu, kiedy wychodzi się o dziewiątej rano, a wraca nieraz o trzeciej nad ranem. Cóż, muszę przyznać, że nie jestem ekspertem od prac domowych…
◗ Cofnijmy się jeszcze o pokolenie. Jaki był podział obowiązków w małżeństwach Pana dziadków?
Dziadków ze strony ojca nie znałem. Nie znała ich nawet mama, ponieważ kiedy rodzice się pobrali, ci dziadkowie już nie żyli. Mój tata był ich jedynym dzieckiem. Dziadków ze strony mamy pamiętam. Dziadek starał się o babcię ładnych kilka lat. On był Kowalski, a babcia z Siekierskich, pełnej krwi szlachcianka. Stanowili doskonałe małżeństwo, uznawane i szanowane przez rodzinę z jednej i z drugiej strony. Dziadek i babcia założyli przykładną rodzinę. Mieli trzech synów i dwie córki. Dziadek, który był kolejarzem, zapewnił dzieciom wykształcenie. Babcia nie pracowała na zewnątrz, zajmowała się oczywiście domem.
◗ Czy odpowiada Panu wzorzec wzięty z rodzinnego domu?
Tak, właściwy wydawał mi się podział pracy i przyjęta hierarchia, czyli odpowiedzialność matki za część spraw związanych z domem, a za inną część – ojca, sióstr i mnie. Tak powinna funkcjonować rodzina. Przed wojną mieliśmy pomoc domową, ale już w czasie okupacji radziliśmy sobie bez niej. Wszystkie sprawy związane ze sprzątaniem, noszeniem węgla, zamiataniem musieliśmy dzielić między siebie. Do chwili powstania warszawskiego, kiedy mieliśmy piękne podłogi, dochodziło jeszcze ich froterowanie.
◗ Czy powiela Pan w pełni rolę swojego ojca w rodzinie?
Tak. Mój ojciec doskonale się sprawdzał w swojej roli, a o sobie nie wypada mówić dobrze. Tata był samą dobrocią i świętym człowiekiem, uwielbianym nie tylko przez rodzinę, ale także przez sąsiadów i znajomych.
◗ A czy praca mamy była w Pana domu doceniana?
Oczywiście. Kobieta w domu, matka, była świętością, osobą troskliwą, acz surową. Takim Panem Bogiem w spódnicy.
◗ Teraz pracuje Pan mniej niż dawniej. Czy przejął Pan część obowiązków?
Niby mniej, jednak nadal pracuję. Spektakl kończy się o dwudziestej drugiej. Nie mam prób tylko rano. Zawód aktora wymaga ciągłego zaangażowania. To ciężki kawałek chleba.
◗ Istnieje dziś tendencja do partnerskiego modelu rodziny, w którym oboje małżonkowie mają swoje obowiązki. Czy obserwuje Pan to zjawisko?
Tak, przecież czasy się zmieniły. Niejednokrotnie jest tak, że żona pracuje, utrzymuje dom, a mąż zajmuje się dziećmi i zakupami. Jeżeli mu to odpowiada, a taką mam nadzieję, powinien być zadowolony. Znowu jest podział pracy. Ważne, aby był taki, żeby rodzina dobrze funkcjonowała.
◗ Uważa Pan, że to dobrze, że współczesny mężczyzna ma więcej obowiązków niż w czasach, kiedy Pan dorastał?
Nie wiem. Mam tylko jedno życie i nie uda mi się tego sprawdzić. Żyję nauką pobraną jeszcze z domu przedwojennego. Współczesny świat jest mi odległy. Jesteśmy zabiegani, zagonieni, zapracowani, co jest z jednej strony dobrodziejstwem, a z drugiej – klęską i tragedią, bo szkodzi rodzinie.
◗ Czyli według Pana podział obowiązków powinien być uzależniony od pracy zawodowej małżonków?
Od miłości! Pracę można zmienić, jeśli się nie podoba, na gorszą albo na lepszą, ale rodzinę i miłości nie.
◗ Czy są takie zajęcia w domu, które mogą być, Pana zdaniem, hańbiące dla mężczyzny?
W odpowiedzi posłużę się anegdotką. Na podwórku pan Iksiński trzepie dywany. Podchodzi do niego sąsiad i mówi: „Panie Iksiński, czy Panu nie wstyd, to przecież kobieca robota!”. A ten mu na to: „Proszę Pana, trzeba żonie pomagać! Jak ja mam pranie, to znowu ona mi pomoże”. Moim zdaniem nie ma hańbiących zajęć. Hańbiące jest kłamstwo, niewierność, ale nie prace domowe.
◗ Gdyby przyszło Panu zastąpić żonę w czynnościach domowych, nie uznałby Pan tego za ujmę?
Nie, wtedy bym musiał. Jeśliby nie było nas stać na pomoc, jaki miałbym wybór? Moi koledzy, którym przyszło zajmować się domem i dziećmi, też nie uważają tego za ujmę na męskim honorze.
◗ Ma Pan dwóch wnuków: 16-letniego i 9-letniego. Czy jako najmłodsi przedstawiciele męskiej gałęzi rodu pomagają w domu?
Teraz się uczą. Wychodzą rano do szkoły, wracają późno. Pomagają w czasie wolnym, szczególnie młodszy wnuk. Ogromnie mnie to cieszy. Starszy ma więcej własnych zajęć, ale mam nadzieję, że jak dorośnie, będzie przykładnym ojcem i mężem.
◗ Bardzo dziękuję za rozmowę.

