![]() |
|
Barbara Passini dyrektor Krajowego Ośrodka |
◗ Załóżmy, że zgłasza się para małżeńska z zacięciem pedagogicznym, która chciałaby poprowadzić rodzinny dom dziecka, ale niewiele wie na temat jego organizacji. Co trzeba wiedzieć, gdyby chciało się taki dom otworzyć?
Jeśli ma się do tego odpowiednie warunki, prowadzi się go we własnym domu. Jeśli nie, to w obiekcie, który przeznacza na ten cel gmina czy powiat, na przykład w formie wynajmu. Dla przykładu w Warszawie miasto udostępnia takie lokale. Osoba prowadząca rodzinny dom dziecka jest zatrudniona przez gminę lub powiat i ma zapewnione wszystkie świadczenia, wynikające ze stosunku pracy. W takim domu maksymalnie może być ośmioro dzieci. Pozostają tam one do czasu adopcji.
◗ Dlaczego taka para miałaby zdecydować się na założenie rodzinnego domu dziecka, a nie na przykład rodziny zastępczej?
Jeżeli ktoś chce się zająć jednym lub dwojgiem dzieci, wtedy powinien założyć rodzinę zastępczą. Większa liczba dzieci powinna się znaleźć w rodzinnym domu dziecka.
◗ Jakie przygotowanie powinny mieć osoby, które chcą prowadzić rodzinny dom dziecka?
Wymagane jest ukończenie co najmniej szkoły średniej. Dzięki temu rodzice w rodzinnym domu dziecka mogą pomóc w nauce dzieciom, które mają znaczne opóźnienia w stosunku do rówieśników. Dla porównania: takich wymogów nie stawia się przed osobami, które prowadzą rodzinę zastępczą – czasem są to osoby z wykształceniem średnim lub wyższym, niekiedy zaś tylko z podstawowym, co powoduje, że mają niewielkie możliwości pomocy w nauce.
◗ Co daje dziecku przebywanie w rodzinnym domu dziecka zamiast w placówce państwowej?
Rodzinne domy dziecka są miejscami przyjaznymi. Dzieci wychowujące się w państwowych domach dziecka, bez osoby bliskiej, mają opóźnienia w rozwoju fizycznym, intelektualnym i psychicznym. Brak im kogoś, kto je przytuli, pogłaszcze i kto będzie w jakimś sensie „ich”. Nawet gdy mama z rodzinnego domu dziecka ma aż ośmioro dzieci, to nadal jest ona mamą każdego dziecka z osobna, ponieważ pozostaje ze wszystkimi dziećmi przez całą dobę. Natomiast wychowawca z państwowego domu dziecka wraca po pracy do swojego prawdziwego domu, bo dom dziecka nim nie jest. W związku z tym dla tych dzieci też nie jest to prawdziwy dom, tylko „dom dziecka”, którego to określenia dzieci bardzo nie lubią. W rodzinnych domach dzieci uczą się samodzielności przez pomoc w codziennych obowiązkach. Dane mówią same za siebie: jedna trzecia z tych dzieci kończy studia.
◗ Rodzice z rodzinnego domu dziecka wiedzą, że dziecko pozostaje w nim tymczasowo. Mimo to przyznają, że jest im potem bardzo ciężko rozstać się z podopiecznym, do którego się przywiązali.
Tak, dla wielu rodziców jest to trudna sytuacja. Prowadzą rodzinne domy dziecka dlatego, że chcą się oddać dzieciom, których opieki się podjęli. Boli ich, kiedy muszą się z nimi rozstać i oddać je – nawet w najlepsze ręce (bo zawsze lepiej jest, jeśli dziecko trafia do swojej rodziny na stałe). Rodzicom z rodzinnych domów dziecka tłumaczy się, że ich zadaniem jest tylko opieka nad dziećmi. Ale to nie do końca prawda, bo oni wkładają w to serce – i tak być powinno. Pomimo dramatu rozstania ta forma opieki jest korzystniejsza niż państwowy dom dziecka.
◗ W Polsce zaledwie 8,5% (czyli około 2000) dzieci pozbawionych opieki rodzicielskiej mieszka w rodzinnych domach dziecka. Jak spowodować, by trafiało ich tam więcej?
Wiele zależy od władz lokalnych, które podejmują decyzje, gdzie mają trafiać osierocone dzieci. Zadaniem służb socjalnych jest znajdowanie i zachęcanie ludzi do tego, by zakładali rodzinne domy dziecka albo rodziny zastępcze. Jest dużo więcej chętnych do zakładania rodzinnych domów dziecka niż rodzin zastępczych. Ale bywa i tak, że rodzina decyduje się utworzyć rodzinny dom dziecka, a władze się nie zgadzają, narzucając jej prowadzenie rodziny zastępczej, która przy dużej liczbie dzieci jest formą znacznie trudniejszą. Liczę na to, że władze socjalne zmądrzeją i zaczną ułatwiać zakładanie rodzinnych domów dziecka, gdyż jest to świetna forma opieki, korzystna zarówno dla osób je prowadzących, jak i dla dzieci. Istnieje tysiąc powodów, dla których jestem entuzjastką rodzinnych domów dziecka.
◗ Zna Pani te domy i problemy, na jakie się natykają we współpracy z urzędami. Chodzi najczęściej o nieprzyjazne podejście w traktowaniu rodzinnych domów dziecka jako instytucji, a nie rodzin, o nadmiar biurokracji, kłopoty prawno-organizacyjne, ograniczony dostęp do konsultacji z psychologami i pedagogami, brak szkoleń, wreszcie nieufność środowiska lokalnego. Czy jako dyrektor Krajowego Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego może Pani pomóc tym rodzicom?
Bywam „ścianą płaczu” dla opiekunów z rodzinnych domów dziecka. Kiedy mają problemy, dzwonią do mnie o różnych porach dnia, czasem także na prywatny numer telefonu. Nie czuję się z tym dobrze, ponieważ w wielu sytuacjach, niestety, nie mogę im nic poradzić, bo nie mam możliwości interwencji w żadnej instytucji.


