![]() |
| Jadwiga Kaczyńska, mama Prezydenta RP fot. I. GÓRNICKA-ZDZIECH |
◗ Jakie tradycje są w Pani rodzinie najcenniejsze?
Jadwiga Kaczyńska: Wychowałam się w patriotycznym domu, choć rodzice, babcie i prababcia mieli różne poglądy i często się o nie spierali. Był piłsudczyk i byli przeciwnicy Marszałka, ale od dzieciństwa nie miałam wątpliwości, że Polska jest najważniejsza. Także szkoła, do której chodziłam w Starachowicach, tworzyła atmosferę patriotyzmu, przywiązania do niepodległego państwa. Gdy przyszły na świat moje dzieci, przelałam na nie to wszystko, czego mnie uczono od dzieciństwa. Czytałam im książki, opowiadałam o wojnie i o tym, co było przed wojną, wreszcie – ponieważ lubiłam śpiewać – śpiewałam piosenki, w tym legionowe i inne z czasów wojny, a także z powstania warszawskiego.
◗ Jakimi wartościami kierowała się Pani w kształtowaniu rodziny?
Mówieniem prawdy, przyzwoitym zachowaniem i troską o to, żeby nie robić rzeczy złych. Dbałam o to, żeby umieć się śmiać i cieszyć. Najważniejsza jest jednak absolutna uczciwość. Ułatwia życie i umożliwia wiarę w człowieka.
◗ Czym jest dla Pani patriotyzm?
Polska znaczy dla mnie bardzo dużo. Zależy mi, żeby działo się w niej jak najlepiej i żebyśmy nie tylko my mieli o naszym kraju dobre mniemanie, ale i inne państwa. Zawsze pragnęłam, aby Polska była silna i liczyła się w świecie, aby nikt jej nie lekceważył.
◗ W czasie powstania warszawskiego była Pani sanitariuszką?
Podczas wojny mieszkałam w Starachowicach. W Warszawie spędziłam tylko kilka miesięcy. Od 1937 roku byłam w harcerstwie, w 1939 dostałam Krzyż harcerski. Od 1941 roku należałam do Szarych Szeregów, a w 1944 uczestniczyłam w Akcji „Burza” jako sanitariuszka w szpitalu oraz w lasach iłżeckich.
◗ Kim chciała Pani zostać w młodości?
W dzieciństwie chciałam pracować w ochronce z dziećmi, potem, gdy dobrze szła mi praca sanitariuszki, myślałam o medycynie. Tak radzili mi lekarze ze szpitala, w którym pracowałam, ale już wtedy byłam prawie zdecydowana, że to będzie polonistyka. I tak się stało… Gdy skończyłam studia, właśnie powstał Instytut Badań Literackich w Polskiej Akademii Nauk i tam zaczęłam pracować.
◗ Skąd w kręgu Pani zainteresowań wzięła się literatura?
Rosłam w niej. Zawsze mówiłam, że moja matka była „czytaczem doskonałym”. Wychowałam się w domu, w którym bardzo dużo i bardzo intensywnie czytano, w tym także na głos. Taki zwyczaj mieli szczególnie moi dziadkowie, urodzeni w połowie XIX wieku.
◗ Jak godziła Pani pracę zawodową z wychowaniem synów?
Gdy przyszli na świat, byłam jeszcze studentką. Straciłam rok, ale mogłam się zająć dziećmi, tak jak i później, gdy kończyłam studia. Trudniej było, kiedy pracowałam w IBL-u. W końcu zdecydowałam się rzucić pracę zawodową i trzy lata poświęciłam domowi. Potem przez 9 lat byłam nauczycielką i mogłam godzić te obowiązki. Wróciłam do IBL-u, gdy synowie byli już studentami.
◗ Pani przyszły mąż, Rajmund, walczył w pułku „Baszta”, w I kompanii. Czym była dla niego wtedy walka w obronie ojczyzny?
Oczywistością. Nie przyszło mu do głowy, żeby nie walczyć. Tak jak mnie nie przyszło do głowy, żeby nie być w Szarych Szeregach, nie ukończyć kursu sanitariuszek i wreszcie nie uczestniczyć w Akcji „Burza”. Rajmund na początku nie bardzo wierzył w potrzebę wybuchu powstania warszawskiego, ale skoro do niego doszło, jego obecność była tam potrzebna. Pod koniec życia coraz mocniej wierzył, że jednak było to wydarzenie konieczne. Rocznica wybuchu powstania była dla niego najważniejszym świętem w roku. Co roku odwiedzał groby przyjaciół basztowców na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Robił to niezależnie od czasu i przykrości, jakie go potem spotykały. W dokumentach miał notatkę: „Wróg ustroju”.
◗ Za jakie czyny powstańcze Pani mąż otrzymał Krzyż Virtuti Militari?
Jeszcze przed upadkiem powstania Rajmund dostał listowne zawiadomienie z Anglii o otrzymaniu Virtuti Militari, potem potwierdzono to także w Polsce. W czasie pierwszej bitwy z Niemcami stracił kciuk u prawej ręki, jednak walczył dalej. Później był w szpitalu, z którego uciekł i bił się do końca. Był także dowódcą drużyny jako podchorąży. Virtuti Militari dostał za ostatnie dni powstania, kiedy walczył w oddziałach osłaniających odwrót części powstańców kanałami do Śródmieścia.
◗ A jakim był ojcem i mężem? Czy angażował się w wychowanie synów?
Dla chłopców zawsze na pierwszym miejscu byłam ja. Myślę, że ja i synowie jesteśmy do siebie podobni. Łatwiej było razem się śmiać, a to jest ważne. Mąż bardzo angażował się w naukę chłopców. Chodził do szkoły, a synowie się tego bali. Mieli nieprzyjemności, gdy na wywiadówce dowiadywał się, że wagarowali. Ojca kochali poważnie. Ze mną byli swobodniejsi. Gdy uczyłam w szkole, miałam dwa miesiące urlopu. Mąż spędzał z nami tylko jeden miesiąc, a kiedy wyjeżdżał, synowie potrafili się wyrwać spod kontroli, np. zbudować tratwę i pływać po Dunajcu. On by im na to nie pozwolił. Miał rację, ale ja wtedy myślałam, że muszą mieć wolność. Ogromnie ją zawsze ceniłam.
![]() |
| fot. I. GÓRNICKA-ZDZIECH |
◗ Starała się Pani wychować synów na porządnych ludzi. Czy było to trudne zadanie?
Cieszę się, że mi się to udało, chociaż synowie nie zawsze byli grzeczni. Niektórych przedmiotów nie lubili, nie wszystkie im dobrze szły. Interesowali się historią, polityką, później także filozofią, zwłaszcza tą uwikłaną w sprawy polityczne, dużo czytali, jednak szkoły nie lubili, z czasem nawet bardzo.
◗ Jak doszło do tego, że zagrali w filmie O dwóch takich, co ukradli księżyc?
To był przypadek spowodowany żartem mojego szwagra, który wyrwał kartkę z zeszytu syna i zgłosił na niej naszych chłopców. Kiedy dostałam zawiadomienie, że mam przyjść na rozmowę w tej sprawie, przypuszczałam, że ktoś zobaczył moje dzieci i że mu się spodobały. Okazało się, że filmowców zaintrygował pomysł zgłoszenia na kartce wyrwanej z zeszytu.
◗ Od wielu lat mieszka Pani na warszawskim Żoliborzu. Jakie znaczenie ma dla Pani tutejszy kościół, z którym był przecież związany ksiądz Jerzy Popiełuszko?
Moim największym autorytetem był papież Jan Paweł II, ale też ksiądz Jerzy Popiełuszko, którego znałam. Słyszałam jego niepowtarzalne kazania. Należę do parafii św. Stanisława prawie 70 lat. Widziałam film o księdzu Popiełuszce. Aktor, który odtwarza jego postać, jest do niego podobny, chociaż ksiądz Jerzy miał w sobie coś nie do zapomnienia, a przy tym dziwne, przenikliwe oczy. Miał ogromną charyzmę.
◗ Czym tłumaczy Pani zaangażowanie polityczne synów?
Tacy się urodzili. Wpłynął na nich dom, w którym praca była ważna i ceniona. Nigdy nie chodziło o jakiś wymierny zysk, raczej o działanie na rzecz innych. Mąż był pełnym zapału inżynierem. Przez 25 lat wykładał na Politechnice Warszawskiej. Bardzo zależało mu na dobrym wykonywaniu każdej pracy. Duży wpływ na chłopców miała moja mama. Umarła, kiedy mieli po 26 lat. Była kobietą, do której pasuje powiedzenie: „Mam swoje zdanie i zgadzam się z nim”.
◗ Za co jest Pani najbardziej wdzięczna losowi?
Za to, że udało mi się wychować dzieci na uczciwych ludzi.
◗ Co jest sensem Pani życia?
Synowie i książki. Bardzo cenię kontakt z przyrodą. Lubię przebywać w lesie lub nad morzem wtedy, kiedy jest tam mało ludzi. Lubię też zwierzęta. Przez całe życie miałam dużo kotów i psów. Teraz moim ulubieńcem jest kot Alik.
◗ Jak Pani ocenia z perspektywy czasu, który okres Pani życia był najpiękniejszy?
Gdy byłam małą dziewczynką, czułam się bardzo szczęśliwa. Dobrze wspominam wczesną młodość i okres tuż po wojnie. Bardzo dobrze wspominam czas, gdy synowie mieli 3-5 lat. Niezwykle przyjemnie jest kształtować takie dzieci, ale z drugiej strony był to straszny okres – szczyt stalinizmu. Z nostalgią wspominam kilkumiesięczny pobyt w Kanadzie w 1987 roku, gdzie pojechałam na zaproszenie moich dwóch stryjecznych braci.
◗ Które wydarzenia i doświadczenia ze swojej przeszłości uważa Pani za najważniejsze?
Pierwsze spotkanie się ze śmiercią. Dziadek, którego bardzo kochałam, umarł niespodziewanie. Do dziś pamiętam ten wstrząs. Nie wiedziałam i jako dziecko nie rozumiałam jego odejścia. Później przeżyłam śmierć rodziców. Dzieciństwo miałam bardzo przyjemne. Mile wspominam szkołę podstawową, dawniej powszechną, im. Józefa Piłsudskiego w Starachowicach.
◗ Jakie znaczenie mają dla Pani rodzinne spotkania?
Wielkie. Pamiętam je od wczesnego dzieciństwa. Na przykład imieniny Taty. Miał dwóch braci pułkowników, jednego majora i dwóch szwagrów majorów. Przy stole było barwnie, tylu oficerów! Czułam się trochę jak w bajce. Po wojnie spotkania rodzinne, te duże, to przede wszystkim Wigilie. Kolędy są, jak zwykle, bo bez nich nie ma Wigilii. To konieczny atrybut świąt.
◗ Co najbardziej chciałaby Pani przekazać młodemu pokoleniu?
Chciałabym, aby młodzi nie zajmowali się tylko Internetem, by komputer nie zastępował im książek. Pragnęłabym, żeby sprawy związane z seksualnością nie były tak łatwe. Choć wiem, że w życiu bywa różnie.
◗ Bardzo dziękuję za rozmowę.


