![]() |
| Emilian Kamiński fot. BŁAŻEJOWSKI/DZIUBAK /SZARANIEC |
◗ Kiedy po raz pierwszy pomyślał Pan o tym, aby zacząć się artystycznie usamodzielniać?
Takie możliwości pojawiły się podczas mojej pracy w Teatrze Ateneum, którym kierował Janusz Warmiński. Wtedy zacząłem realizować swoje pomysły. Pan Warmiński mówił do mnie: „Masz takie kreatywne możliwości, wykorzystuj je, chłopcze”. To był taki mój teatralny tato i ktoś bardzo ważny w moim życiu. Zadebiutowałem wtedy jako reżyser sztuki Słodkie Miasto [1983], współtworzyłem z Wojciechem Młynarskim spektakl Brel [1985]. Potem był monodram Kontrabasista i inne. Zapamiętałem z tego czasu ważny moment, kiedy do Warszawy przyjechał Joseph Papp, słynny menedżer kultury i producent z Broadwayu. Miałem zaszczyt usiąść wtedy z panami Warmińskim i Pappem przy stoliku. Zadawałem bardzo dużo pytań, a pan Papp mi odpowiadał. Był rok 1988 i powoli w mojej głowie pomysł zaczynał się krystalizować.
◗ Ale w tym czasie ludzie z inicjatywami natrafiali na przeszkody…
Tylko Janusz Warmiński pozwalał mi na własną działalność. Kiedy proponowałem coś innym dyrektorom, najczęściej słyszałem: „Nie, nie”… Musiałem robić swoje rzeczy gdzieś na boku. Cóż z tego, że miałem świetne recenzje, a ludzie tłumnie przychodzili na przedstawienia.
◗ Szukał Pan i w końcu znalazł to szczególne miejsce.
Gdy 7 lat temu zobaczyłem kamienicę przy alei Solidarności, od razu wiedziałem, że to jest miejsce, którego szukałem i o którym marzyłem.
◗ A przecież ten nieremontowany budynek specjalnie nie zachęcał!
Ten budynek z 1910 roku, zbudowany w stylu secesji geometrycznej, dziwnym trafem ocalał w zawierusze wojennej. Udało nam się odtworzyć podwórko, które było w fatalnym stanie. To była kiedyś wzorcowa kamienica, piękna i bogata, o czym świadczą zachowane zdjęcia. Przywracamy świetność temu miejscu, które daje możliwości adaptacji do takich celów, o jakich marzyłem.
◗ W tych murach zaczęła się więc materializować wymarzona wizja…
Może to będzie brak skromności z mojej strony, ale konsekwentnie realizuję to, co sobie wymyśliłem. Projekt przygotowałem najpierw w głowie, a potem na papierze. Ludzie, z którymi tu przyszedłem, mówili, że to się nie uda. A jednak już dziś mogę powiedzieć, że się udało. I to nie dlatego, że jestem niepoprawnym marzycielem. Kiedyś budowałem i remontowałem domy. Wiem, gdzie trzeba dać wzmocnienie, jakie są napięcia konstrukcyjne itd. Często dyskutujemy, pytam robotników, inżynierów i wspólnie podejmujemy decyzje. Na powierzchni 2 tysięcy metrów kwadratowych suteren, piwnic i parteru uruchomiliśmy trzy sceny: klasyczną, kameralną i kabaretową. Będzie także restauracja i kawiarnia. Ludzie już mówią o magii tego miejsca.
◗ Podobno to nowe miejsce na mapie kulturalnej Warszawy ma być czymś więcej niż tylko kolejnym teatrem.
Byłem kiedyś z żoną w słynnej operze w Sydney. Tam dwie godziny przed spektaklem bistro jest już pełne. Ludzie jedzą kolację, a potem idą na spektakl. Po nim mogą jeszcze zajrzeć do czynnego baru. Bardzo mi się spodobało, że to miejsce cały czas żyje.
◗ Byłaby to jakaś alternatywa dla wolnego czasu w galeriach handlowych.
Chcemy robić teatr familijny, gdzie w sobotę i niedzielę mogliby przychodzić rodzice z dziećmi na spektakle dla rodzin. A potem mogliby u nas zjeść np. obiad. Nie chcę, by teatr funkcjonował tak jak zazwyczaj, czyli kasa, szatnia, antrakt, drugi akt i uciekaj, widzu… Tu powinno tętnić życie.
◗ Oficjalne otwarcie Teatru Kamienica nastapiło 27 marca, w Międzynarodowy Dzień Teatru, ale grać zaczęliście już wcześniej?
Pod koniec 2008 roku ruszyła scena parter. Gramy tu m.in. sztukę Piękne panie i panowie, która nawiązuje do tradycji międzywojnia, teatrzyków Qui Pro Quo i Cyrulika Warszawskiego. Wystawiamy komedię małżeńską Mój dzikus, w której występuje Justyna Sieńczyłło, moja żona. Gramy też spektakl Ordonka z Kamienicy.
◗ Czy ma Pan jakieś szczególne oczekiwania związane ze swoim teatrem?
Chciałbym, aby przychodzili do mnie ludzie z pomysłami i z pasją. Nikogo nie odsyłam, niedawno byli u mnie nawet hip-hopowcy. Mówię: „Spróbujcie… Napiszcie, a wtedy zobaczymy”. Chciałbym, aby powrócił tu prawdziwy kabaret literacki, dla którego najlepsze są małe salki, gdzie widz ma bliski kontakt z aktorem.
◗ W jaki sposób żona i dzieci starają się Pana wspierać?
Wspierają mnie najbardziej tym, że są. Niestety, w domu jestem gościem, ale oni wiedzą, że robię ważną rzecz. Ostatnio syn Kajetan dał mi 20 zł ze swojej skarbonki, mówiąc: „Tato, to ode mnie na nasz teatr”.
◗ Dziękuję za rozmowę.
Teatr Kamienica, 00-144 Warszawa, Aleja Solidarności 93, www.teatrkamienica.pl

