|
|
| Irańskie kobiety na tle mauzoleum ajatollaha Chomeiniego w Teheranie. fot.© Club 3 Vivere |
Od zawsze lubiłam podróżować sama. Odwiedziłam wiele krajów Bliskiego Wschodu. Nieraz spotykały mnie tam niespodzianki, ale posługując się angielskim i arabskim oraz znając mentalność muzułmanów, nie miałam większych problemów. Pewnego dnia postanowiłam jednak, że odwiedzę Iran. Zaczęłam uczyć się najważniejszych zwrotów farsi (języka perskiego), bo wiedziałam, że poza Teheranem, na irańskiej prowincji, mój angielski zbytnio się nie przyda.
W sierpniu 2009 roku wylądowałam na lotnisku imienia imama Chomeiniego w Teheranie. Mimo wysokiej temperatury (35ºC) byłam ubrana zgodnie z miejscowym zwyczajem: spodnie, długa za kolano bluza i chusta szczelnie przykrywająca włosy.
Irańskie niespodzianki
Jest czas ramadanu. Publicznie nie można ani jeść, ani pić – od świtu aż do zachodu słońca. Mam nadzieję, że przynajmniej w hotelach będzie inaczej. Niestety nie! Pomijając fakt, że prawie wszystkie hotele stoją w połowie puste, a nieliczni goście to Irańczycy, obsługa wyjaśnia mi, że owszem, można zjeść, ale tylko zamawiając posiłek do pokoju. Dowiaduję się także, że poza Teheranem żadna restauracja nie zaakceptuje obecności kobiety, której nie będzie towarzyszył mężczyzna. Zostaję również ostrzeżona, że ubranie tolerowane w stolicy jest niedopuszczalne na prowincji jako zbyt wyzywające.
Włączam telewizor. Można w nim oglądać tylko kanały irańskie. Nie ma dostępu nawet do arabskich, ponieważ oferują zbyt dużo pokus oraz podają błędne – według tutejszego reżimu – informacje. To akurat nie powinno być dla mnie problemem, bo potrzebne mi wiadomości znajdę w Internecie. Ale szybko przychodzi rozczarowanie. Większość serwerów jest zablokowana. Nie mogę nawet ściągnąć mojej poczty. Kupuję iracką kartę telefoniczną i próbuję za pomocą SMS-ów skontaktować się z moimi bliskimi we Włoszech. Okazuje się jednak, że żaden SMS nie przyszedł, żadnego też nie udało mi się wysłać – ani z irackiej, ani z włoskiej karty.
Mężczyźni kontra kobiety
Idę do dużego biura podróży, aby zorganizować sobie przejazd do miejsc, które chcę zobaczyć i o których wiele czytałam. I tutaj również ogromne zaskoczenie. Biuro podróży nie dysponuje numerami telefonów do hoteli. Jego pracownicy mówią mi, że teraz, podczas ramadanu, nikt nie pracuje. Mogą mi co najwyżej za kilka dni zamówić bilety na transport. Proszę o jakąś mapę. „Przykro nam – słyszę – ale ministerstwo nie dostarcza nam żadnych map. Wie pani, jak to jest, to są sprawy wojskowe”.
Wszystko muszę więc organizować sama. Podróżuję po kraju różnymi środkami transportu: od autobusów i pociągów począwszy, na samolotach i taksówkach skończywszy. Wszędzie widoczny jest podział: mężczyźni siedzą z przodu, kobiety z tyłu. Publiczne szalety dla mężczyzn są znacznie oddalone od damskich. Tak na wszelki wypadek, aby nie dawać sposobności do spotkań. Nigdy nie zdarza mi się jechać windą w towarzystwie jednego tylko mężczyzny. Bardzo uważają, aby nie zostać przyłapanym w sytuacji, która mogłaby dać powód do jakichkolwiek podejrzeń. Zaczynam odnosić wrażenie, że jestem dla nich wielkim zagrożeniem, kimś skażonym.
Napiętnowana
Na południu kraju, gdzie temperatura jest o wiele wyższe, pragnienie staje się nie do wytrzymania. Muszę się chować, aby napić się wody. Czuję się jak złodziejka, ponieważ wszystkie oczy skierowane są na mnie. Słyszę rzucane w moim kierunku słowo „grzesznica”. Często zdarza się, że na ulicy kobiety zatrzymują się na mój widok i próbują poprawić mi chustę. Ich spojrzenia mówią same za siebie. Sugerują mi, że Allach ukarze mnie za moją prowokację, czyli za to, że nie noszę abai (tradycyjnego czarnego płaszcza szczelnie zakrywającego całe ciało), która zresztą według prawa nie jest obowiązkowa. Zaczynam panicznie się bać, że chusta spadnie mi z głowy. Mocuję ją solidnie szpilkami, ale one często mi wypadają.
W Qazvin zostaję otoczona przez kobiety, które upominają mnie, głośno przy tym krzycząc. Na targu w Shiraz mężczyźni szarpali mnie za ręce, składając niewybredne propozycje. W małych wioskach dzieci próbowały we mnie trafiać kamieniami. W większości hoteli pod moim oknem ustawiano strażników.
![]() |
| Nawet podczas zabawy kobiety noszą abaje zakrywające ciało. fot. © Club 3 Vivere |
Surowe prawa
Na wszystkich murach większych i mniejszych miast widnieją napisy w farsi i po angielsku, które informują o tym, jakie ma być zachowanie kobiety godnej wiary i że jedynym sposobem prawego życia jest poznanie prawdy i całkowite oddanie się Bogu. Inne tablice ukazują dwóch największych imamów: zmarłego Chomeiniego i obecnego Chameneiego. Zawsze pokazani są razem. Ich słowa stają się prawem i nikt nie próbuje z nimi nawet dyskutować.
We wszystkich miejscach publicznych w Iranie nie można włączać muzyki, zabronione są wspólne zabawy, chłopcom nie wolno się spotykać z dziewczętami. Bary widziałam jedynie w stolicy. Jedyne miejsce, gdzie można się spotkać i porozmawiać, to park, w którym zawsze jest pełno ludzi.
W tym kraju wszystko można tylko i wyłącznie mężczyznom. Każde swoje zachowanie mogą oni usprawiedliwić interpretacją religijną.
Czas zatrzymany
Karawany wędrujące przez pustynię przez wieki narażone były na napady, a kupcy na śmierć. Dlatego ludzie nauczyli się tutaj ubierać bardzo skromnie i budować domy, które z zewnątrz wydają się bardzo ubogie. Zrozumiałam to w pełni, odwiedzając Yazad, pustynne miasteczko na południu. Małe, lepione z ziemi domki pozbawione były jakiejkolwiek dekoracji, ale ich wnętrza zachwyciły mnie swoim pięknem. W jednym z nich mieścił się mój hotel. Z wyłożonego alabastrem sufitu emanowało cudowne światło. W podwórzu, wokół fontanny, rozmieszczono wyłożone dywanami i poduszkami altany, w których ludzie w pozycji półleżącej jedli i cicho rozmawiali. Atmosfera jak sprzed tysięcy lat. Świątynie ognia, wieże ciszy i symbol tego ludu – orzeł Farawahar, który wraz ze swoją maksymą: „Dobra myśl, dobre słowo, dobre czyny” trwa w swoistej harmonii z szyickim islamem.
Tajemnicze piękno
Ludzie w Iranie są spokojni i mili, a jednocześnie zamknięci w sobie i bez uśmiechu. Rozmawiam z nimi, zbieram legendy, historie dawne i współczesne. Moja znajomość farsi bardzo mi pomaga.
Pewnej nocy zatrzymuję się w gospodzie dla karawan. Ogromny księżyc rozświetla podwórze. Myślę nad geniuszem tego antycznego ludu, który w środku gorącej pustyni opracował system przechowywania lodu. Myślę o wieżach, które skonstruowano w ten sposób, aby uderzający o nie wiatr chłodził pomieszczenia mieszkalne, o metodach transportowania wody, tak aby nie stracić ani jednej kropli, o astronomach, architektach i matematykach. Przypominają mi się najwięksi bohaterowie tej ziemi: Cyrus Wielki i Dariusz. Myślę o delikatnej fakturze biżuterii, o ceramice, o dywanach, kaligrafii, artystach i muzykach. Widzę w wyobraźni meczety, które poprzez swoje wyszukane dekoracje obrazują proroctwa zawarte w myśli religijnej islamu.
W końcu zasypiam, mając w pamięci legendę o córce ostatniego króla Sassanida, związaną z tym miejscem w pobliżu Yazad. Księżniczka, dowiedziawszy się o porażce swojego ojca w walce z Arabami, ukryła się w świątyni (podobno znajdowała się w miejscu dzisiejszej ukrytej wśród skał gospody), ponieważ nie chciała przejść na islam. Mówi się, że ziemia się otworzyła i pochłonęła księżniczkę, a na skałach pozostały ślady jej ubrania. Odtąd przez całe wieki z sufitu jaskini ścieka woda, której krople wydają charakterystyczny dźwięk: „chek, chek”. Stąd nazwa groty – Chek Chek.
Gdy wreszcie dotarłam na południowe krańce Iranu, w pobliże granicy z Irakiem, wtedy od razu chciałam ją przekroczyć, nie zważając wcale na ryzyko, jakie się z tym wiązało. Żegnaj, Iranie!
Tłumaczenie: Marcin Romanowski SSP
Co to jest ramadan?
Ramadan jest dziewiątym miesiącem w kalendarzu muzułmańskim. Wyznawcy islamu uznają go za święty, ponieważ to w tym miesiącu, według tradycji, prorok Mahomet miał otrzymać pierwsze objawienia Koranu, świętej księgi islamu. Od wschodu do zachodu słońca wiernych obowiązuje post. Podczas trwania ramadanu od świtu do zmierzchu nie wolno spożywać żadnych pokarmów ani pić żadnych napojów. Ostatni posiłek przed kolejnym dniem postu muzułmanie jedzą przed świtem; gdy usłyszą wołanie do porannej modlitwy, powstrzymują się od dalszego jedzenia i picia.