Jeśli zapytalibyśmy przeciętnego Polaka lub Polkę, czym jest sieroctwo, usłyszelibyśmy pewnie odpowiedź, że jest to sytuacja, w której dziecko nie ma rodziców. Słusznie, prawda? Sprawa nie jest jednak taka prosta. Rodzajów sieroctwa, jego przyczyn i konsekwencji jest bowiem wiele.
![]() |
| fot. FORUM |
Naturalne i społeczne
Podział sieroctwa na naturalne i społeczne jest jednym z podstawowych.
Sieroctwo naturalne ma miejsce wtedy, gdy oboje rodzice dziecka nie żyją i w gruncie rzeczy jego potoczne rozumienie zbiega się z definicją prawniczą czy naukową.
Zdecydowanie trudniejszą kwestią jest sieroctwo społeczne, oznaczające brak środowiska rodzinnego z powodów innych niż śmierć ojca i matki. Nie można stwierdzić, że chodzi tu wyłącznie o sytuacje patologiczne. Oprócz alkoholizmu, przemocy, zmuszania do ciężkiej pracy, rozwiązłego trybu życia albo porzucenia, przyczyną społecznego sieroctwa może być na przykład długi pobyt rodziców w szpitalu. Kodeks rodzinny i opiekuńczy w artykule 111 § 1 daje zresztą do zrozumienia, że pozbawienie władzy rodzicielskiej nie zawsze jest efektem umyślnego działania rodziców. W większości przypadków mamy jednak do czynienia właśnie z ich winą.
Jednym z powodów, dla których dzieci w Polsce zostają sierotami, są wyjazdy jednego lub obojga rodziców za granicę. Sieroctwo spowodowane emigracją rodziców nie jest zjawiskiem nowym, lecz jego zakres w ostatnich latach daje do myślenia.
Więcej niż 100 tysięcy
Nie wiadomo dokładnie, ile dzieci w Polsce jest eurosierotami. Ministerstwo Edukacji Narodowej zleciło latem tego roku przeprowadzenie badania na temat ich liczby, postępów w nauce i sprawowanej nad nimi opieki. W województwie mazowieckim ankietę odesłało tylko 25% placówek, ale i tak stwierdzono prawie 2000 przypadków euroosierocenia, z czego ponad 200 dzieci nie ma przy sobie żadnego z rodziców. Biorąc pod uwagę, że pedagodzy nie wiedzą o wielu takich rodzinach, liczba ta robi się zdecydowanie większa. W 2006 roku w województwie mazowieckim uczyło się 370 tysięcy dzieci. Co dziewiąte było przynajmniej bez jednego z rodziców – z powodu jego wyjazdu z Polski.
W województwie zachodniopomorskim rodzice aż 40% uczniów zdecydowali się wyjechać za granicę w poszukiwaniu pracy; w świętokrzyskim jest to 35%. Na Warmii i Mazurach takich rodzin jest około 1,5 tysiąca, a w Małopolsce prawie 4,5 tysiąca. Jeszcze więcej, bo aż 5 tysięcy eurosierot odnotowano w województwie kujawsko-pomorskim. Ankieterzy Fundacji Prawo Europejskie dotarli już do ponad 110 tysięcy dzieci zostawionych przez rodziców. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej alarmuje, że tylko w ubiegłym roku do rodzin zastępczych i domów dziecka trafiło prawie 1300 eurosierot.
Najwięcej naszych eurosierot pochodzi z biednych środowisk – brak pracy w wielu rodzinach nie pozostawia wyboru. W przypadkach szczególnie dotkniętych trudną sytuacją materialną rodzice są praktycznie zmuszeni do pozostawienia dzieci.
Z badania zrealizowanego na zlecenie Rzecznika Praw Dziecka przez Wyższą Szkołę Pedagogiki Resocjalizacyjnej Pedagogium w Warszawie wynika, że dziećmi pozostawionymi przez rodziców najczęściej zajmują się dziadkowie (46%). Zdarzają się jednak i takie przypadki, że niepełnoletnie dzieci zajmują się sobą nawzajem (2%). Badania pokazują, że tylko 55% eurosierot wyciągnęło rękę po wsparcie do wychowawcy. Niestety, w wielu przypadkach szkoła nie potrafi pomóc. I nie chodzi tutaj tylko o działania doraźne, długofalowe konsekwencje zostawienia dzieci z powodu wyjazdu „za chlebem” są bowiem równie dramatyczne, jak każdego innego porzucenia.
Hiperemigracja
Jak wynika z badań CBOS, w ciągu 10 lat (począwszy od 1997 roku) za granicą pracowało prawie 3 miliony rodaków („Praca Polaków za granicą”, marzec 2007). Zaledwie trzy lata (od 1 maja 2004 roku, kiedy Polska dołączyła do Unii Europejskiej) wystarczyły dwom milionom Polaków, aby znaleźć się poza granicami kraju w poszukiwaniu lepszego jutra. Dla porównania, w XIX wieku po upadku powstania listopadowego z Polski wyjechało kilkanaście tysięcy ludzi. Jeśli emigrację sprzed prawie 200 lat określa się mianem wielkiej, to obecna staje się hiperemigracją, nawet przy uwzględnieniu pobytów czasowych i powrotów. Związane z tym problemy eurosierot są również ogromne.
Trudno wiedzieć, co czuje dziecko, kiedy uświadamia sobie, że rodzice je zostawili. Jest to tym trudniejsze, że często powody wyjazdu są dla najmłodszych zupełnie niezrozumiałe. Z drugiej strony odkrycie, że to pieniądze są przyczyną rozłąki, może okazać się równie zabójcze. W klasycznej już pracy Sieroctwo społeczne Alicja Szymborska zwraca uwagę na to, że oprócz obiektywnych warunków odrzucenia dziecka, sieroctwo jest również szczególnym stanem psychicznym. Jest on udziałem nie tylko dzieci, którymi rodzice się nie interesują, ale również pozostających pod opieką jedynie ojca lub matki.
Hiperproblemy
Najpoważniejszą konsekwencją sieroctwa (nie tylko spod znaku emigracji) są zakłócenia w rozwoju osobowości. Porzucone dzieci przejawiają istotne trudności w nawiązywaniu i utrzymywaniu kontaktów, co idzie w parze z niedojrzałością intelektualną. Młodsze dzieci dotyka tzw. lepkość uczuciowa, polegająca na niepohamowanym lgnięciu do dorosłych. Jeśli w odpowiednim czasie nie doczeka się ona długotrwałego odwzajemnienia, może przekształcić się w swoje lustrzane odbicie – izolację. Zamknięcie, chłód, obojętność, a nawet ogólna wrogość to cechy wielu sierot, podobnie jak lęk przed zaangażowaniem emocjonalnym czy brak poczucia bezpieczeństwa.
W związku z tym, że eurosieroty wychowują się w rodzinach niepełnych lub w ogóle bez rodziców, sprawowana nad nimi kontrola jest zdecydowanie słabsza niż w normalnym środowisku rodzinnym. Pozostawione same sobie dzieci często wagarują, a stąd tylko jeden krok do problemów z nauką. W skrajnych przypadkach dochodzi do zachowań agresywnych, uzależnień oraz wykroczeń. Wahadło może jednak przechylić się w przeciwną stronę, ku apatii, bierności i małej samodzielności. Są wreszcie i takie przypadki, że mimo fizycznego oddalenia, rodzice zachowują kontakt z dziećmi, starają się jak najczęściej z nimi rozmawiać, spotykać się, organizują im opiekę z prawdziwego zdarzenia – i do poważniejszych kryzysów nie dochodzi.
Oblicza eurosieroctwa
Na rozwój więzi rodzinnej w warunkach rozdzielenia członków rodziny wpływa wiele różnych czynników. Po pierwsze, ważny jest sam powód emigracji. W niektórych rodzinach jest to ślepa ekscytacja pieniędzmi, w innych – rzeczywista tragedia materialna. Po drugie, istotne jest, czy wyjeżdżają oboje rodzice, czy jedno z nich (ojcowie opuszczają rodziny z powodu pracy około dwóch razy częściej niż matki). Po trzecie, kolosalne znaczenie ma czas, na jaki dziecko zostaje osierocone. Kilka miesięcy rozłąki zawsze można nadrobić, kilkanaście lat – prawie nigdy. Po czwarte, zasadnicza okazuje się opieka, jaką na czas swojej nieobecności rodzice zapewniają dziecku. Odpowiedzialni rodzice najczęściej proszą krewnych o zastępstwo. Inni zostawiają dziecko same. Zdarzają się nawet przypadki, że na jakiś czas umieszczają pociechy w domu dziecka.
Wszystkie ręce na pokład
Kwestia pomocy eurosierotom jest nierzadko trudniejsza niż w przypadku sieroctwa naturalnego lub społecznego w jego nieemigracyjnym wariancie. Sylwester Bajor, prezes Fundacji Prawo Europejskie, zwraca uwagę, że ze względu na rozmiary eurosieroctwa w Polsce, niezbędne są rozwiązania obejmujące współdziałanie agend państwowych wszystkich szczebli i organizacji pozarządowych.
Z jednej strony, trzeba zreformować akty prawne. Niektóre narzędzia prawne do rozwiązywania dramatów „zwykłych” sierot w wypadku eurosierot po prostu nie działają. Zdecydowanych zmian wymaga system alimentacyjny, aby ściąganie alimentów od rodzica przebywającego za granicą było skuteczniejsze. Procedury związane z adopcją czy objęciem nad dzieckiem opieki przez rodzinę zastępczą lub zaprzyjaźnioną powinny zostać uproszczone, aby do maksimum skrócić pobyt dziecka w placówkach opiekuńczo-wychowawczych (choć to akurat odnosi się do wszystkich rodzajów sieroctwa).
Z drugiej jednak strony, pojedyncze akty prawne czy środki finansowe nie wystarczą. Eurosierotom należy zapewnić wsparcie specjalnie przygotowanych psychologów i pedagogów. Na przykład na Litwie od ponad dwóch lat działa program, przypominający emigrującym rodzicom o konieczności wyznaczenia opiekuna dla dziecka. Jeśli jednak ktoś o tym zapomni, odpowiednie instytucje znajdują rodzica i wzywają go do tego. Dodatkowo eurosieroty mają zapewnione stałe wsparcie psychologiczne.
W Polsce sposoby reagowania na losy eurosierot dopiero się tworzą. Wszystko wskazuje na to, że resorty edukacji narodowej oraz pracy i polityki społecznej wreszcie zauważyły problem. Miejmy nadzieję, że determinacji i zgody wśród polityków przynajmniej w tej kwestii nie zabraknie.
Wspólna odpowiedzialność
Nie można jednak całej odpowiedzialności zrzucać na instytucje rządowe. Koszmar wielu eurosierot rozgrywa się przy cichym przyzwoleniu sąsiadów i znajomych. Trzeba pamiętać, że reakcja każdego z nas może dziecko uratować.
Jak wiadomo, zdecydowanie lepiej jest zapobiegać, niż leczyć. Dlatego najważniejsze jest uczulanie rodziców na zło, jakie mogą wyrządzić swoim dzieciom, wyjeżdżając za granicę. Istotne wydaje się także edukowanie rodziców, by wiedzieli, jakie są możliwości zabrania dzieci ze sobą (Ministerstwo Edukacji Narodowej pracuje nad programem kontynuowania nauki w języku polskim za granicą). Oczywiście byłoby najlepiej, gdyby dorośli Polacy nie wyjeżdżali z powodu braku pracy lub niemożności związania przysłowiowego końca z końcem.
Rodzice – prezent na święta
Rodzina od lat stanowi dla Polaków wartość najwyższą („Nie ma jak rodzina”, CBOS, marzec 2008), ale towłaśnie rodzina cierpi najbardziej, gdy zapada decyzja o emigracji. Oprócz eurosierot istnieją armie eurowdów i eurowdowców oraz rodziców, którzy przez wiele lat nie widzą swoich dzieci. Jednym z największych paradoksów emigracji jest czynienie ofiar z osób, które muszą zostać w domu. Można by więc domniemywać, że powody wyjazdów są najwyższej wagi. Czy zawsze? Oczywiście nie.
Boże Narodzenie to czas, kiedy część rodziców przyjeżdża do kraju. Są to najbardziej rodzinne ze wszystkich świąt i dla wielu eurosierot takie właśnie będą. Będą wspólne życzenia, wspólne śpiewanie kolęd, wspólna wieczerza wigilijna. W ogóle będzie wspólnota. Będą też prezenty. Tylko co będzie później?
Mówi się, że święta do dobry czas na refleksję. Wsiadając ponownie do autobusu czy samolotu, wielu rodziców zobaczy w oczach swoich dzieci albo łzy, żal i rozgoryczenie, albo najczystszą obojętność. Idealizację i przekleństwo różni jedynie kierunek. Każda taka twarz powinna wstrząsnąć i w wielu przypadkach tak właśnie jest. Mam wielką prośbę do wszystkich rodziców, którzy zostawili lub chcą zostawić swoje dzieci, wyjeżdżając w poszukiwaniu pracy. Pomyślcie, czy ich nie tracicie.

