W tej rozmowie biorą udział dwie pary zaangażowane w ruch Spotkań Małżeńskich: Alicja i Wiesław Ściegienkowie z 34-letnim stażem małżeńskim oraz Marta i Tomasz Czerny ze stażem 9-letnim.
Oznaki kryzysu
Wiesław: Życie codzienne składa się z wielu drobnych sytuacji. Najpierw jest zakochanie i świat widziany przez różowe okulary. Wszystko wydaje się idealne, a przyszła małżonka bez wad. Zwykle jednak te różowe okulary szybko spadają i okazuje się, że jest tyle drobiazgów, które zaczynają po prostu irytować.
Alicja: Może to być na przykład różnica zdań na temat tego, jak spędzić weekend, na co wydać pieniądze, jak podejść do problemów wychowawczych z dziećmi itp. Mogą to być różne oczekiwania męża i żony względem siebie. Pamiętam, jak Wiesiek w pewnym okresie naszego małżeństwa bardzo dużo pracował i oczywiście przychodził do domu ogromnie zmęczony. Wtedy najchętniej wyciągał się na kanapie, bo miał wszystkiego dosyć. Ja nie pracowałam zawodowo, ale zajmowałam się trójką małych dzieci i domem. Czekałam z utęsknieniem, aż on przyjdzie, bo chciałam z nim porozmawiać, opowiedzieć mu o całym dniu. I tu następowało rozczarowanie! Gdy zaczynałam mówić, widziałam, że Wiesiek po prostu mnie nie słuchał, wyłączał się, a nierzadko… zasypiał.
Wiesław: Tak! W tamtym momencie chciałem chwilę odpocząć i nie miałem ochoty na żadne dysputy.
Alicja: I właśnie od takich „drobiazgów” zaczęło się nasze oddalanie się od siebie. Skoro Wiesiek nie chciał mnie słuchać, to po co miałam mu opowiadać! Te początkowo niegroźne sytuacje w konsekwencji doprowadziły do tego, że staliśmy się dwoma odrębnymi światami. Pewnego dnia przeżyłam moment przerażenia! Zobaczyłam nasz związek w obrazie dwóch linii równoległych. Jedna to ja i moje życie, a druga to Wiesiek i jego życie. I wtedy od znajomych usłyszałam o Spotkaniach Małżeńskich. Oczywiście nie było łatwo tak od razu na nie pojechać.
Spotkania Małżeńskie
Wiesław: W końcu się udało. Nie wiedzieliśmy nic, jak te Spotkania będą przebiegać, ale oczekiwaliśmy wiele.
Alicja: Ja oczywiście spodziewałam się przemiany mojego męża. Tymczasem odkryłam, jak wiele do zmiany jest we mnie. To ja musiałam zacząć się zmieniać. Zobaczyłam także, że pomimo tego oddalenia wciąż bardzo nam na sobie zależy, że kochamy się nadal, tylko tak jakoś pozamykaliśmy się w sobie. Bardzo pomogła nam otwartość i szczerość prowadzących.
Marta: Prowadzący są często osobami, które wiele przeżyły i nawet doświadczyły poważnych kryzysów, ale to ich nie zniszczyło, lecz zbliżyło do siebie. Okazuje się, że we wszystkich małżeństwach problemy są bardzo podobne. My dzielimy się tym, jak przewartościowaliśmy nasze życie, kiedy zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, tzn. spotykać siebie w tych rozmowach. W okresie próby nasze małżeństwo właśnie w dialogu znalazło oparcie i drogę do porozumienia się.
Wiesław: Tak naprawdę to każde małżeństwo doświadcza większego lub mniejszego osłabienia więzi, przeżywa różnego rodzaju konflikty, nierzadko kryzysy. Powiedziałbym, że to jest normalne, nieuniknione, bo to jest właśnie droga rozwoju. Tymczasem wiele par, zamiast rozwiązywać problemy, których doświadczają, rozwiązuje małżeństwo. Często nie wiedzą, jak ważne jest, żeby nie zostawiać problemów, ale się z nimi zmierzyć.
Tomasz: Na Spotkania przyjeżdżają jednak różne pary. Bywają małżeństwa z problemami, bywają takie, którym tylko wydaje się, że ich nie mają. Ale są również takie, które chcą pogłębić swoją relację, odkurzyć swoją miłość.
Marta: Ruch Spotkań Małżeńskich ma również propozycję dla zakochanych i narzeczonych. Są to tzw. Wieczory dla zakochanych. Korzystają z nich te pary, które chcą jeszcze przed podjęciem życiowej decyzji lepiej się poznać, pogłębić i zrozumieć swoją wzajemną miłość. Pamiętam, jak kiedyś pewna para powiedziała, że nigdy w tak krótkim czasie nie opowiedziała sobie tak dużo i nie dowiedziała się o sobie tyle, ile w trakcie tych spotkań. Młodzi postanowili, że tego dialogu nigdy już nie będą kończyć i chcą „przegadać” swoje narzeczeństwo.
![]() |
| Marta i Tomasz Czerny – inicjatorzy ruchu Spotkań Małżeńskich wśród Polaków w Irlandii. fot. archiwum prywatne |
Mówimy o uczuciach
Alicja: Materią, którą się posługujemy w czasie dialogów, są uczucia. Okazało się, że moja wiedza o nich była bardzo mizerna. Nie wiedziałam, że uczucia, które się we mnie pojawiają, nie podlegają ocenie moralnej, że rodzą się niezależnie od mojej woli i że przyglądając się im, mogę się dużo o sobie dowiedzieć. Nie ma przecież uczuć dobrych i złych. Nie umiałam nazywać swoich uczuć, bałam się ich i dlatego nie lubiłam ich ujawniać. Wiele uczuć przykrych tłumiłam w sobie, podsycałam je, rozpamiętując różne zdarzenia, co nie pozostawało bez wpływu na moje postępowanie i odnoszenie się do Wieśka.
Wiesław: W czasie weekendu zrozumiałem, że problem polega na tym, aby nie hodować w sobie uczuć przykrych i nie iść za ich głosem. Tak jest na przykład z gniewem. Mogę – i nieraz powinienem – go okazywać, ale tylko w taki sposób, aby nie ranić przy tym drugiej osoby. Hm… nie zawsze jest to łatwe.
Tomasz: Ale tego można się nauczyć.
Rytuał spotkania
Tomasz: Ruch Spotkań Małżeńskich wypracował definicję DIALOGU, którą się posługujemy. Otóż DIALOG to rozmowa prowadząca do SPOTKANIA OSÓB, w której dajemy pierwszeństwo słuchaniu przed mówieniem, rozumieniu przed ocenianiem, dzieleniu się przed dyskutowaniem, a nade wszystko jesteśmy gotowi przebaczać i prosić o wybaczenie. Takie zrozumienie dialogu przyniosło bardzo konkretne efekty w życiu wielu par.
Marta: Spotkania Małżeńskie nauczyły nas celebrować to wzajemne spotkanie. W naszym małżeństwie staramy się zawsze wybierać na nie czas. Owszem, zdarza się, że z różnych względów musimy z tym poczekać, ale ważne jest wypracowanie pewnej metody, swoistego rytuału, który będzie typowy dla danej pary. Czasami jest tak, że jedno z małżonków zapali świecę – i wiadomo, że ktoś czeka. U innych bywa tak, że ktoś stawia na stole dwie filiżanki – i to jest sygnał, że chciałby usiąść i przy tych filiżankach porozmawiać. Ta rozmowa powinna różnić się od wszystkich innych. Komunikaty w stylu: „Kochanie, kup chleb” albo „Umyj samochód” nie świadczą jeszcze ani o dialogu, ani o spotkaniu. W naszym dialogu chodzi o to, aby celebrować spotkanie, w czasie którego mogę opowiedzieć o tym, co przeżywam, i usłyszeć o tym, czym żyje mój mąż.


