![]() |
|
Zespół Muchy, gwiazda Internetu. |
Jeszcze do niedawna moc wylansowania przeboju miało jedynie radio. To Marek Niedźwiecki czy Piotr Kaczkowski decydowali, jaka piosenka, jaka płyta i jaki zespół stawały się modne wśród młodzieży. Potem pojawiły się w Polsce muzyczne telewizje – MTV i VIVA. O komercyjnym potencjale nagrania decydowała już nie tylko melodia, ale również skojarzony z nią obraz. W jednym i drugim przypadku masowymi gustami sterowali jednak konkretni ludzie – radiowi prezenterzy czy telewizyjni decydenci. Sytuacja zmieniła się radykalnie dopiero w XXI wieku.
Internetowa lista przebojów
Już w latach sześćdziesiątych XX wieku teoretyk mediów, Marshall McLuhan, powiedział, że dzięki nowym technologiom świat zamieni się w globalną wioskę. Jego proroctwo spełniło się w pełni nie dzięki radiu czy telewizji, ale Internetowi. Doskonale widać to na przykładzie kultury popularnej.
W ostatnich miesiącach to właśnie Internet lansuje u nas największe przeboje. Pierwszy z nich to „Jożin z bażin” czeskiego zespołu Banjo Band. Pod koniec zeszłego roku jakiś anonimowy internauta umieścił w serwisie You Tube zabawny wideoklip zawierający telewizyjny występ grupy z 1978 roku. W ciągu kilku tygodni „Jożina z bażin” obejrzały ponad trzy miliony osób! O nagraniu pisały poważne tygodniki, teledysk pokazano w największych stacjach telewizyjnych, a podstarzali muzycy przyjechali do Polski na triumfalne tournée.
Niebawem Internet wygenerował kolejny przebój – „Papayę” Urszuli Dudziak. Jazzowa kompozycja Michała Urbaniaka z 1976 roku stała się podkładem do nowego tańca, który opanował Filipiny i Amerykę Południową. Na You Tube zaroiło się od filmów pokazujących zabawne pląsy w rytm „Papayi” w wykonaniu lokalnych polityków, gwiazd telewizji, studentów, a nawet… żołnierzy. „Kiedy byłam w Szwajcarii na nartach, zadzwonił do mnie dziennikarz z jednej z warszawskich rozgłośni radiowych i wykrzyczał do telefonu: «Pani Urszulo, to prawdziwa sensacja!» – wspomina Urszula Dudziak. – Zdziwiona zapytałam: «Skąd wiecie, że tak fatalnie jeżdżę na nartach?». Dopiero po chwili rozmowy okazało się, że chodzi właśnie o «Papayę». Zerknęłam wtedy do Internetu i zobaczyłam te filmy na You Tube, które pokazują, jak dzikie tłumy tańczą do mojej piosenki. Otworzyłam oczy ze zdumienia i szczęka opadła mi na podłogę. Ale ucieszyłam się – to wielka radość dla artysty, kiedy widzi, jak jego dzieło wywołuje taki entuzjazm”.
Z możliwości oferowanych przez Internet korzystają również debiutujący artyści. Głośno już na świecie o brytyjskich wykonawcach, którzy dzięki umieszczaniu za darmo swoich piosenek w serwisie My Space zyskali popularność i podpisali lukratywne kontrakty płytowe – choćby Amy MacDonald czy Arctic Monkeys. Podobnie jest już w Polsce. Dzięki wsparciu internautów, którzy okrzyknęli młodą grupę Muchy „najlepszym polskim zespołem bez kontraktu”, wydała ona niedawno swój pierwszy krążek: Terroromans. „Kiedy dwa lata temu zakładaliśmy swój profil na My Space, myśleliśmy, że w naszych realiach nie ma to większego sensu – podkreśla Michał Wiraszko, wokalista Much. – Tymczasem okazało się, że dzięki niemu zaistnieliśmy w świadomości fanów. To oni sprawili, że dowiedziały się o nas media. Dalej lawina potoczyła się sama”.
Znajome refreny
Nowoczesna muzyka taneczna bazuje na samplingu – czyli wycinaniu fragmentów cudzych nagrań i wklejaniu ich we własne utwory. Producenci wykorzystują do tego celu w wielu przypadkach stare utwory – refreny mniejszych lub większych przebojów sprzed lat, które dzięki umieszczeniu ich w nowym kontekście niejednokrotnie zyskują ponownie popularność, przywracając do łask młodej publiczności zapomnianych już wykonawców.
Cztery lata temu polski raper Tede wplótł do swego nagrania „Jak żyć?” refren z dawnego przeboju Zdzisławy Sośnickiej. Utwór stał się klubowym hitem, a piosenkarka, od dawna żyjąca z dala od show-biznesu, znów wróciła na łamy prasy i fale eteru.
W ślady Tedego poszedł duet producencki Wet Fingers. Ich nagranie „Hi-Fi Superstar” z fragmentem piosenki zespołu Wanda i Banda sprawiło, że zapomniana dawno grupa zyskała nowych odbiorców. „Kiedy przystałam na propozycję Wet Fingers, chłopcy zdziwili się, że nie mam obiekcji – śmieje się Wanda Kwietniewska. – Podobno zdarzało się im wcześniej, że artyści, których nagrania chcieli remiksować na klubową modłę, odmawiali, twierdząc, że tylko zepsują ich piosenki. Dla mnie to nie stanowiło problemu. Dzięki ich utworowi trafiłam do zupełnie innej publiczności niż ta, która przychodziła do tej pory na koncerty Wandy i Bandy”.
Czekoladowa niespodzianka
Moc wylansowania przeboju mają dziś także telewizyjne reklamy. To piosenki nieznanych wykonawców, ale i stare nagrania z archiwum popkultury.
Jeszcze nie tak dawno nikt nie słyszał na przykład o szwedzkim piosenkarzu Jose Gonzalesie. Kiedy jednak jego piosenka „Heartbeat” pojawiła się w reklamie jednego z nowoczesnych modeli telewizorów, towarzysząc obrazowi setek małych piłeczek wysypanych na ulice San Francisco, o nagrania niszowego artysty upomnieli się zarówno fani, jak i krytycy. Dziś Gonzales jest gwiazdą nowego folku i z powodzeniem koncertuje na całym świecie – ostatnio również w Polsce.
Gdy w 2004 roku na ekranach telewizorów pojawił się spot zachwalający smak jednego z czekoladowych batoników, wszyscy zwrócili uwagę na towarzyszącą mu zmysłową piosenkę. Szybko odkryto, iż jest to stary przebój gwiazdy epoki disco Amandy Lear – „Enigma (Give A Bit Of Mmh To Me)” z 1978 roku. Na życzenie fanów utwór został ponownie wydany na singlu i trafił na listy przebojów.
Muzyka popularna wymyka się spod kontroli koncernów fonograficznych. Młodzi ludzie coraz mniej liczą się z opiniami krytyków z tradycyjnych mediów. Kolejny przebój może pojawić się znikąd – niczym przysłowiowy królik z kapelusza. Czy z tego chaosu narodzi się nowy porządek show-biznesu?

