Komorów, jedna z najpiękniejszych miejscowości koło Warszawy. U zbiegu dwóch ulic o bardzo muzycznych nazwach stoi dom z ogródkiem. To królestwo Natalii, Michała i ich dzieci: Janka (8 lat) i Ani (3 lata). Jest też Babcia, Dobry Duch Domu. Ten dom nie jest twierdzą i często otwiera się dla przyjaciół i znajomych. Teraz trwa w nim remont, zawsze trwa w nim twórcza praca, bo Natalia i Michał mówią, że artysta nigdy nie przestaje pracować. Podobno wszystkim dyryguje Księżniczka Anna.
![]() |
| Natalia Kukulska i Michał Dąbrówka fot. REPORTER |
◗ Gdy młodzi biorą ślub, to powinni odbić swoją szalupą od transatlantyku, którym są rodzice i dziadkowie. Jak godzicie niepodległość Waszego królestwa z kochającą Resztą?
Natalia Kukulska: Czasami nie godzimy.
Michał Dąbrówka: Nasza szalupa czasem przeżywa sztormy.
N.K.: Może sztormy to za dużo powiedziane, ale nie zawsze jest to łatwe. Od dziecka marzyłam, żeby dom był wielopokoleniowy, żeby ludzi było więcej, a więź była silna. I tak jest, mam bardzo kochanych teściów i bliskich mi babcię i tatę. Ale odkąd mamy naszą mniejszą rodzinę, małżeństwo i dzieci, są takie chwile, kiedy marzy nam się, żeby być sam na sam… Udaje nam się to zazwyczaj na wakacjach.
◗ A dom, jeśliby go scharakteryzować, jest przede wszystkim Wasz?
N.K.: Babci trochę.
M.D.: Nie zwalaj na babcię tego naszego bałaganu.
N.K.: Chciałabym, żeby tu było inaczej. Jestem estetką. Podziwiam kobiety, które dają radę mieć dom i życie wokół siebie takie, jakie chcą – trzeba być naprawdę silnym, żeby na to postawić. A ponieważ i ja, i Michał stawiamy na coś jeszcze, to już mi czasu nie wystarcza.
M.D.: Jest rozdarcie i chaos, i próba sprostania temu wszystkiemu.
N.K.: Ale zastanawiam się, czy może właśnie dzięki temu jest dobrze między nami i w domu, że może gdyby wszystko było takie megaułożone, to by tak nas nie trzymało. Może to jest powód sukcesu tego przedsiębiorstwa.
◗ Kto jest kapitanem? Michale, wraz z obrączką musiałeś założyć czapkę kapitana…
M.D.: Uczę się tego. To jest otwarta książka. Założenia są takie, że ciągle chcę być jak najlepszy jako mąż, jako tata syna, córki, w ogóle jako człowiek i jako muzyk. Ale jeśli chodzi o kapitanowanie, to nie jest tak, że wywiesiłem flagi i tutaj dowodzę. Jedziemy z Natalią na tym samym wózku i on całkiem fajnie jedzie. I nikt nie chce skręcać w inną stronę.
◗ Czy jest u Was jasny podział ról?
M.D.: Uzupełniamy się wtedy, kiedy możemy, i wspieramy, i pomagamy. Rozumiemy się wzajemnie dzięki temu, że mamy podobne zawody.
N.K.: Oczywiście pewne rzeczy się wyklarowały. Na przykład to, że Michał ma teraz fantastyczny kontakt z Jasiem. Zrobiły się dwa obozy – męski i żeński. Michał jest na przykład niezwykle obowiązkowy i bardzo skrupulatnie pilnuje Jasia w szkole. Jest o wiele bardziej wymagający niż ja. I to dobrze dla Jasia – tak myślę.
◗ Jako ojciec często mówisz Ani, że jest najpiękniejszą księżniczką?
M.D.: Ojej, cały czas mogę jej to mówić. Jestem w niej zakochany.
|
|
| O trzyletniej Ani mama mówi, że to dużą osobowość i że to ona zarządza rodziną. fot. arch. pryw. |
◗ Czy to jest zadanie ojca – afirmować córki?
N.K.: Nie wiem, bo ja też to robię. W ogóle dzieci mają pewność, że je kochamy i są dla nas najważniejsze, najpiękniejsze. Ale wymagamy od nich, staramy się, żeby nie weszły nam na głowę, żeby to wychowanie przynosiło efekty.
◗ A jeśli kara, to jaka?
M.D.: Uniemożliwienie pewnych przyjemności, czyli na przykład oglądania bajek. Gdy Janek przynosi uwagi ze szkoły, odcinam go od gier. Z tym, że on to przyjmuje z pokorą, nie ma dramatu, ale czuje, że jest ukarany i stara się…
◗ Natalio, myślisz o sobie, że za stołem siedzi córka, żona czy matka?
N.K.: W mojej osobie? Matka.
◗ I co to znaczy dla Ciebie? Matka to…
N.K.: Matka to powołanie, rola bliska mojej naturze, więc może nawet słowo „rola” tu nie pasuje. Bo to jest coś, w co weszłam bardzo naturalnie. W zasadzie wszystko, co robimy, to robimy dla nich…
◗ Czy będzie Was przybywać?
N.K.: Trudno powiedzieć. Nasz świat jest mocno skupiony wokół dzieci i nie wyrabiamy się ze wszystkim. Życie nas trochę przerasta. I chociaż dbamy o to gniazdko, cały czas mamy poczucie niedosytu, że nie możemy się pozbierać, żeby się odbić.
M.D.: Czuję się rozdarty, bo chcę być i idealnym ojcem, i idealnym muzykiem. A czas jest jeden. To jest jak przeciąganie liny…
N.K.: Cały czas pracujemy. Niestety to praca, która angażuje emocje – nie tylko myśli. I to jest bardzo trudne, że na przykład bawiąc się z dziećmi, myślami jesteśmy gdzie indziej. Kiedy ma się dom, to jest neverending story, cały czas coś do zrobienia, a my byśmy chcieli, żeby już wszystko było, jak to się mówi, pozamiatane, zrobione, żebyśmy mogli już żyć. A my cały czas przygotowujemy się do tego życia.
◗ Czyli myślicie, że trzecie i czwarte dziecko jeszcze bardziej zburzyłoby Wasz rytm?
N.K.: Mnie na przykład korci, żeby doświadczyć cudu narodzin jeszcze raz. Aniu, powiedz, czy chciałabyś mieć braciszka albo siostrzyczkę?
Ania Kukulska: Chcę mieć siostrzyczkę.
N.K.: Następne dziecko… Musiałabym mieć wtedy poczucie, że udało nam się wykaraskać z tego obecnego chaosu.
M.D.: Tak zakładaliśmy, że dwoje blisko siebie, i trzecie, jak już odpoczniemy, jak zorganizujemy wszystko…
|
|
| Michał zajmuje się dziećmi i choć jest tatą wymagającym, świetnie się dogadują. fot. arch. pryw. |
N.K.: Na takiej zasadzie, że rodzice po długim czasie nagle odmładzają swój związek, swoje życie, i znowu wszystko nabiera tempa. To też jest fajne…
M.D.: To jest piękne.
N.K.: Albo poczekamy na wnuki.
◗ Michale, czy jesteś uzależniony od Natalii?
M.D.: Oczywiście, że jestem uzależniony. Trzy dni bez Natalii to już poważny kryzys.
◗ A Ty, Natalio, jesteś uzależniona od Michała?
N.K.: No pewnie.
◗ Jak zatem znosisz rozstania?
N.K.: Trudno. Jest taki rodzaj pustki, bo sama świadomość, że jesteśmy blisko siebie, już coś daje.
◗ Osiem lat małżeństwa, a Wy mówicie, że trzy dni osobno powodują zamieszanie?
N.K.: Jesteśmy jak jeden organizm. I może to zabrzmi banalnie, ale bez Michała nie potrafię cieszyć się w pełni. Różne doznania, czy to artystyczne, czy życiowe, nie są dla mnie tym samym, kiedy przeżywam je solo. Ma to sens wtedy, kiedy mogę mu o tym opowiedzieć i razem z nim się cieszyć.
◗ Wasze środowisko raczej nie sprzyja trwałym związkom. Co czujecie, gdy obok Was małżeństwa rozpadają się jedno po drugim?
M.D.: To przykre zjawisko. Myślę, że przez to, że dużo się dzieje. Aktywność życiowa w naszej branży jest większa, bo dużo wyjeżdżamy. Nasza praca, choć bywa ciężka, jest pasją, jakby przedłużeniem dzieciństwa. To rodzaj egoizmu. Może uciekamy od dojrzałości, odpowiedzialności i stąd właśnie rozwody?
◗ Na te artystyczne standardy to Wy jesteście starym dobrym małżeństwem?
N.K.: Powiem szczerze, że paradoksalnie nasz związek rozkwita dopiero teraz. Wiadomo, że na początku były fascynacje, motylki w brzuchu… Lubimy sobie ten stan przypominać. Opowiadamy sobie – może za dużo zdradzam – o tamtych odczuciach… I to jest piękne. Ale wydaje mi się, że nasze małżeństwo tak naprawdę przeżyło rozkwit, jak urodziła się Ania. Musieliśmy się też dograć, to była jeszcze młodość, różne osobiste ambicje… Dopiero gdy poczuliśmy, że mamy rodzinę, poczuliśmy się bezpieczniej, przynajmniej ja. Byłam bardzo nieufna na początku, wiedząc, jakie życie prowadzą muzycy, „ci perkusiści” [śmiech], jak to jest z wyjazdami. Potrzebowałam czasu.
◗ Jaki jest Janek?
N.K.: Wrażliwy, towarzyski, inteligentny. Ma dobrą naturę. Jest bardzo łatwowierny. Uwielbia skupiać na sobie zainteresowanie innych, trochę się popisywać, zdobywać nowych przyjaciół, oddałby wszystko dla innych. Jest niebanalny, ma abstrakcyjne powiedzenia, spostrzeżenia, które nas czasami zadziwiają. Trzeba przyznać, że jest też bardzo zdolny. Ale i troszeczkę nadpobudliwy. Potrzebuje, żeby się coś działo.
M.D.: Jest bardzo wesoły, bardzo pozytywny, zawsze uśmiechnięty. Gdy kogoś widzi z daleka, pierwszy biegnie, macha rękami, cieszy się. Jest bardzo otwarty.
![]() |
|
Oboje chcą, żeby ich dzieci wiedziały, |
◗ A Ania?
M.D.: Postać bajkowa, absolutnie.
N.K.: Powiedz, z której bajki?
M.D.: To jakieś niesamowite zjawisko. Ona ma w sobie tyle słodyczy i oddaje tyle miłości, chyba jeszcze więcej niż dostaje. I to bardzo spektakularnie. Przykładem było to, że na dzień dobry pocałowała cię w nogę.
◗ Tak było.
M.D.: Nasze dzieci to inteligentne stworzenia.
N.K.: Dodam jeszcze, że cwane! Potrafią nami manipulować. Ania jest bardzo rozwinięta jak na swój wiek. Jest niezwykle uparta. Była kilka dni w przedszkolu i panie powiedziały, że tak upartego dziecka nie widziały. Mamy poczucie, że rośnie osobowość. Ona zarządza całym domem. Wie, jak wszystkimi sterować, wie, na co sobie może pozwolić, a przy tym ma tyle uroku… To będzie jakaś femme fatale…
◗ Może anioł?
N.K.: Albo anioł. Bo ona, z drugiej strony, jest taka kochliwa i serdeczna, uczuciowa. Już teraz, jako trzylatka, ma po prostu ponad 100 procent kobiecości. Jest taką kokietą mrugającą oczami, wiedzącą, kiedy się uśmiechnąć, w sukienkach, w makijażach, w pudrach, we wszystkim.
◗ Było o aniołach, więc czas na pytanie intymne. Czy w Waszym domu jest miejsce na wspólną modlitwę z dziećmi?
N.K.: Wieczorną tak. Choć niekoniecznie wspólną, bo zazwyczaj jest tak, że dzielimy się usypianiem. Michał czyta Jasiowi, ja Anusi, w oddzielnych pokojach. Natomiast taką nieświecką tradycję wprowadziła babcia. Nie zapomnę modlitwy Jasia. Jak już odmówił pacioreki, „Ojcze nasz”, oczywiście z pięknymi przejęzyczeniami, zaczął swoje prywatne prośby: „Panie Boże, i żeby wujek Romek nie palił papierosów, żeby dziadek Romek nie był gruby i żeby zniknęły te ohydne napisy z naszego płotu”.
Babcia mówi, że w niedzielę na mszy dziecięcej ksiądz pytał, o co dzieci proszą Pana Boga, i dzieci wymieniały różne prośby. Jasio – sam się zgłosił – powiedział, że modli się o szczęśliwy powrót mamy i taty do domu. My byliśmy wtedy na koncercie. Zobaczyliśmy – trochę nas to wzruszyło – że on przeżywa nasze wyjazdy. Nam tego nie okazuje, ale widocznie podświadomie odczuwa taki strach.
◗ Czy Wasze dzieci śpiewały już na płycie?
N.K.: Śpiewały… Może to za dużo powiedziane, ale słychać je w pewnej piosence. Powiem tylko tyle, że ta piosenka byłaby idealna do zacytowania w tym wywiadzie. „Mała rzecz” to mój bardzo osobisty tekst i nasza wspólna kompozycja.
◗ W takim razie „do posłuchania!” i dziękuję za rozmowę.


