|
|
| dr Andrzej Wiśniewski fot. Ewa Zbiegieni |
◗ Dorośli często rozmawiają o swoich sprawach przy dzieciach, sądząc, że „dziecko i tak nie rozumie”. Jaki to może mieć na nie wpływ?
dr Andrzej Wiśniewski: Po pierwsze, dzieci muszą mieć jasność, jaki jest stan emocji między rodzicami. Co nie oznacza, że mają wiedzieć wszystko. Po drugie, mitem jest, że dzieci słyszą, ale nie rozumieją. Mają małe główki, ale spore rozumki. Całym ciałem i psychiką odbierają uczucia, które pojawiają się w takiej rozmowie. Bardzo mocno na nie reagują i domagają się wyjaśnień. Rodzice mają obowiązek powiedzieć im, że się pokłócili, ale również o tym, że się pogodzili. Dobrze jest, gdy dzieci widzą rodziców, którzy się kłócą i potem potrafią pogodzić.
◗ Czy rodzice mają obowiązek tłumaczenia się przed dziećmi?
Nie mają takiego obowiązku, lecz gdy dziecko zapyta: „Mamo, a dlaczego pokłóciłaś się z tatusiem?”, wtedy mama powinna odpowiedzieć. Oczywiście nie ze szczegółami. Wystarczy powiedzieć, że kłótnia dotyczyła danej sprawy, że rodzice się nie zgadzają, ale że w najbliższym czasie spróbują porozmawiać i pewnie dojdą do porozumienia. Dlaczego wyjaśnienie jest ważne? Ponieważ gdy dzieci nie wiedzą, co się dzieje, wówczas fantazjują. I robią to zawsze w sposób najgorszy dla swojego rozwoju. Jeżeli dziecko nie wyniosło śmieci lub nie wyprowadziło psa, to myśli, że mama była zła na tatusia albo tatuś na mamę, bo „ja czegoś nie zrobiłem”. Dzieci czują się autorami takiej kłótni, mają poczucie winy, które nie ma potwierdzenia w faktach. Biorą na siebie odpowiedzialność i usiłują godzić rodziców.
◗ A to przerasta ich siły?
Najważniejsze, by rodzice nie wciągali ich w obszar swojego konfliktu, nie mówili na przykład: „Zobacz, co ten ojciec/matka zrobił/zrobiła”. Jak mówią psychologowie – nie „utrójkątawiali” relacji, czyli nie szukali w dzieciach sojuszników. Bo wtedy jest dramat. Dzieci zostają postawione w sytuacji tertium non datur (‘trzeciej [możliwości] nie ma’): „Przyznam rację ojcu, to matka się pogniewa; przyznam jej rację, pogniewa się ojciec”. To są wybory, w które zostają wplątane bez swojej woli. Czują się opuszczone, samotne, mają poczucie, że spadło na nich coś zbyt ciężkiego jak na ich wiek. Dzieci nie są po to, żeby przyznawały racje czy rozstrzygały spory między rodzicami.
◗ Jak najlepiej zachowywać się w konfliktowych sytuacjach, których dzieci są mimowolnymi świadkami?
Mówić o swoich uczuciach. Nie używać sformułowań: „Bo ty zawsze”, „Bo ty nigdy”, „A nie mówiłam/mówiłem”. Nie obrzucać się epitetami, wyzwiskami, ale nazywać uczucia, które są związane z konkretnymi zachowaniami. Dobra kłótnia to taka, w której ludzie się nie oceniają, tylko wskazują na pewne zachowania. Mówią, co ich złości, smuci, martwi. Gdy dzieci słyszą, że rodzice potrafią w kłótni nie niszczyć siebie nawzajem, nie podważać zaufania, tylko konkretnie powiedzieć, jakie zachowania budzą jakie uczucia – od złości do czułości – to świetnie dzieci kształtuje.
◗ Powiedział Pan: „dobra kłótnia”?
Tak, bo kłótnia nie jest z zasady czymś złym. Nie można nie kłócić się w związku, nie ranić. Mitem jest, że dobre małżeństwo to takie, w którym ludzie się nie konfrontują. Trzeba umieć to robić. Wygłaszać w asertywny sposób to, co chce się powiedzieć, jednocześnie z troską o drugą osobę. Jest to jedna z najtrudniejszych umiejętności, której trzeba nauczyć się w domu rodzinnym. Później oczywiście można się doszkalać, jeździć na różne warsztaty, doskonalić umiejętność porozumiewania się. Czasami trafiamy na małżonków, którzy komunikują się lepiej od nas, bo mają lepsze doświadczenia ze swojego domu. I nagle okazuje się, że można się pokłócić. Co więcej, okazuje się, że mówienie rzeczy trudnych też jest formą troski o współmałżonka. Jeżeli mam wrażenie, że druga osoba robi coś, co szkodzi jej czy innym, i potrafię to odpowiednio wyrazić, może jej się to w życiu przydać.
◗ Czyli nie chodzi o to, by unikać sytuacji, w których dzieci są świadkami rozmów dorosłych?
A dlaczego dzieci nie mają być świadkami rozmów? Rodzice nie powinni rozwiązywać przy dzieciach problemów związanych ze sprawami intymnymi, nie powinni radzić się ich w różnych sprawach, może poza wyjazdem na urlop. Dobrze jest natomiast, gdy dzieci widzą rodziców w rozmaitych sytuacjach, także konfrontacji. Gdy widzą, jak rodzice się nie zgadzają ze sobą, ale też gdy się do siebie przytulają, kiedy się godzą i mówią sobie miłe, czułe słowa. To są właśnie wzorce, z których powinny czerpać. Dzięki temu uczą się, że można pokłócić się konstruktywnie. Gdy rodzice się przytulają i dzieci czują się w domu bezpiecznie, często zaraz wciskają się między mamę i tatę. To jedne z najpiękniejszych chwil w życiu rodziny. Dzieci uczą się, jak można okazywać sobie bliskość nie tylko słowami, ale także fizycznie. Dzięki temu nie boją się potem takiego kontaktu, bliskości fizycznej.
Dzieci siłą rzeczy uczestniczą w różnych kontaktach rodziców. Nawet jeśli oni nie rozmawiają czy odkładają ważną rozmowę, dzieci wyczuwają, że coś wisi w powietrzu. I źle się dzieje, ponieważ zaczynają fantazjować: „Może tata nie kocha mamy, może mama nie kocha taty? Może nie kochają mnie, a może byłem niegrzeczny?”. Rodzi się niepokój. Dzieci zawsze więc będą uczestniczyły w sytuacjach komunikacyjnych między rodzicami. I będą się kształtowały pod ich wpływem.
◗ Na przykład?
Podczas dobrej kłótni, gdy przekazujemy sobie tak naprawdę informację: „Jesteś dla mnie ważny, kocham cię, ale to konkretne zachowanie mi się nie podoba”, dzieci uczą się, że w budowaniu dobrych relacji olbrzymią rolę odgrywają komunikaty na temat stanów uczuć. Podobnie jak pewna spontaniczność, odwaga w mówieniu sobie nawzajem tego, co przeżywamy. Widzą, jak dorośli biorą odpowiedzialność za swoje zachowania, żeby nie dopuścić do gniewania się na siebie czy do tzw. cichych dni. Tym samym uczą się sensownej, poprawnej i bezpiecznej komunikacji. Problem nie polega na tym, że mówienie przy dzieciach o złości i w ogóle negatywnych sprawach im szkodzi. Ogromnie ważne jest jednak, jak one to usłyszą, ponieważ od tego zależy, co będą czuły.
◗ To, jak przy nich mówimy, jest ważniejsze, niż co mówimy?
Nawet kilkumiesięczne dzieci reagują nie na warstwę treściową komunikatów, ale na to, w jaki sposób się mówi. Ostre sformułowania, krzyk czy agresja wywołują w nich napięcie i niepokój. Natomiast gdy ludzie rozmawiają spokojnym tonem, dzieci się uspokajają i to doświadczenie koduje się w nich już od najwcześniejszych lat. Co więcej, jest uważane za jedno z podstawowych objawów dobrego rozwoju. Oto przykład najlepszej sytuacji rozwojowej: mama gotuje obiad, kilkumiesięczne dziecko leży w foteliku obok, a mama ciągle coś do niego mówi łagodnym tonem: „Marcheweczkę obieramy dla tatusia, ciach-ciach… A teraz wrzucamy do garnuszka inne warzywka” itp. Dziecko oczywiście nie odbiera tego na poziomie dosłownym, tylko na poziomie metakomunikatu – że jest dostrzegane, chciane, ważne. To niezwykle istotne doświadczenie rozwojowe.
◗ Co jeszcze jest ważne, by dziecko właściwie się rozwijało i przejęło dobre wzorce komunikacji, które ułatwią mu później kontakty z rówieśnikami i współmałżonkiem?
Ważne, by zachować równowagę między miłością a stawianiem granic. Dziecko nie jest naszym partnerem i pewnych rzeczy po prostu należy mu zakazać. Ale jest jedna przestrzeń, w której dziecko i rodzice są partnerami – to przeżywane uczucia, które są niezależne od doświadczenia. Wielu dorosłych tego nie rozumie i gdy dziecko mówi, że jest niezadowolone albo złe na rodziców z jakiegoś powodu, wtedy często mu odpowiadają: „Jak śmiesz tak do mnie mówić?!”. Rodzice odbierają takie zachowanie jako brak szacunku. A przecież to jest jego najwyższy przejaw, kiedy dziecko może swojemu rodzicowi zakomunikować, że coś mu się nie podoba. Uczy się wtedy stawiania granic. Uczy się bronić swojego terytorium, swojego zdania. Uczy się niezależności. Potem, jako dorosły człowiek, potrafi się skonfrontować, zawalczyć o swoje. To bezcenne umiejętności. Dziecko powinno więc również mieć prawo do opowiedzenia o swoim niezadowoleniu, co wcale nie oznacza, że jego pragnienia trzeba spełniać. Dzieci czują się bezpiecznie, kiedy mają i jasne granice, i jasną informację o uczuciach ze strony rodziców. Dobra rodzina to taka, w której każdy może każdemu powiedzieć to, co myśli, czuje, uważa – i te informacje są wykorzystywane dla dobra rodziny, nie przeciwko sobie. Namawiałbym rodziców, żeby komunikowali o swoich uczuciach, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Żeby potrafili nie tylko robić kazania i umoralniające pogawędki, lecz żeby dość spontanicznie mówili o tym, co czują do siebie nawzajem i do dzieci.
dr Andrzej Wiśniewski, psycholog, psychoterapeuta, związany z
Laboratorium Psychoedukacji, kierownik Studium Terapii Rodziny. Żonaty,
ma córkę.
Dialogowanie we dwoje
Książka Krótka kołdra to pomoc dla tych wszystkich, którzy czują lęk przed pełnym zaangażowaniem się i nie wiedzą, jak budować udane związki. Autor już na wstępie podkreśla, „że pragnie dodać odwagi tym, którzy żyjąc w małżeństwie, nie przeżywają go jako czegoś ożywiającego i świeżego, ale borykają się z rutyną”. Książka ta jest zbiorem różnych tekstów powstałych w ciągu przeszło dwudziestu lat pracy duszpasterskiej dominikanina Mirosława Pilśniaka, krajowego duszpasterza ruchu Spotkań Małżeńskich. Rozmowy o seksie i antykoncepcji, o kryzysach małżeńskich i ojcostwie, a także o wielu innych problemach dzisiejszych małżonków są pozbawione utartych schematów, dlatego mogą dać do myślenia i naprowadzić na właściwą drogę. (MK)
Mirosław Pilśniak OP, Krótka kołdra. O dialogu małżeńskim, W drodze, Poznań 2010, stron 372.