|
|
| Elżbieta Łozińska fot. arch. pryw. |
Wzrastałam w domu, w którym toczyło się wiele ważnych i ciekawych rozmów. Byłam dzieckiem, którego nie odsyłano do drugiego pokoju, gdy dorośli rozmawiali o świecie, sprawach społecznych, historii czy polityce. Nie zamykano szczelnie drzwi, kiedy rodzice przeprowadzali poważną rozmowę o życiu z kimś, kto stał przed ważną decyzją i miał wątpliwości, co robić – słuchałam argumentów, opinii, które w naturalny sposób stawały się moje. Z takimi doświadczeniami, gdy dzisiaj patrzę na zachowania własnych dzieci (synowie – 10 lat i 4 lata, córka – 6 lat), widzę, że sztuki budowania dialogu uczymy się, obserwując dorosłych.
Trzeba wykorzystywać każdą dobrą okazję do rozmowy albo zadbać o to, by się na nią umówić. Jeśli nas ciągle nie ma, jeśli się mijamy, jeśli nasza percepcja zdominowana jest przez media, nie istnieje przestrzeń, w której może pojawić się dialog. Dzieci znają komunikaty: mama z tatą muszą pogadać, babcia z mamą muszą coś uzgodnić. Wszyscy jednak tęsknimy za wspólną rozmową. Mój starszy syn powiedział niedawno: „Mamusiu, możesz dużo pracować, ale bądź wieczorem, żebyśmy porozmawiali, bo wtedy najlepiej się gada”. Ostatnio moja córeczka skomentowała: „Wczoraj szłam z tatusiem i sobie porozmawialiśmy, a teraz my idziemy i możemy sobie porozmawiać”.
Stworzenie w domu atmosfery, w której każdy z domowników jest otwarty na dialog, to wielka sztuka. Często potrzebna jest elementarna umiejętność aktywnego słuchania: patrzenie w oczy, werbalne i niewerbalne wyrażanie, że przyjmujemy to, co mówi druga osoba. Możemy się nie zgadzać, wyrazić swoje zdanie, ale najpierw przyjmijmy to, co mówi druga osoba. Kiedy widzimy, że współmałżonek czy dziecko potrzebują rozmowy, warto pokazać, że wszystko inne jest mniej ważne, że teraz – najważniejszy jesteś ty i to, czym chcesz się ze mną podzielić. Współodczuwam twoje pragnienie, więc jestem i słucham.
Większość dzieci w wieku przedszkolnym lubi rozmawiać, nawet dzieci głuchonieme potrafią być bardzo „gadatliwe” – bywa, że to my, dorośli, nie potrafimy dobrze wykorzystać tego daru. I kiedy potem jedno z małżonków nie chce rozmawiać z drugim, musi paść pytanie: kto w dzieciństwie przestał chcieć z nimi rozmawiać? Czy w narzeczeństwie też mieli trudności z dialogiem? A może jako zakochani gadali jak dzieci, a potem powróciły dawne zranienia albo zbyt mocno sami się poranili? Zadbajmy więc o siebie i o nasze dzieci, aby i im nie przestało się chcieć rozmawiać z bliskimi.
Elżbieta Łozińska - doradca pedagogiczno-psychologiczny, terapeuta NEST. Żona, mama trójki dzieci.