![]() |
| O. Ksawery Knotz fot. Andrzej Niedźwiecki |
◗ Tematowi seksualności towarzyszy wiele emocji i wypaczonych poglądów na naukę Kościoła. Co zatem wolno, a czego nie wolno w pożyciu małżeńskim?
Przyjęło się, że kwestie seksualne są rozpatrywane pod kątem „wolno czy nie wolno”. „Czy wolno mi pieścić, czy wolno uprawiać seks oralny, używać prezerwatywy, odbywać stosunek przerywany?”. Te pytania – przy całym pozorze troski o dobre życie i o zachowanie zasad – fałszują chrześcijańską moralność. Gdyby Jezus, chodząc po świecie, informował ludzi tylko o tym, co im wolno, a czego nie wolno, to zamiast Ewangelii mielibyśmy kodeks prawny. Takie rozumowanie to jakaś wersja chrześcijańskiej popkultury, zupełnie uproszczona, a przede wszystkim pozbawiona duchowości, głębszego zrozumienia sensu życia i najważniejszego odniesienia – do Pana Boga. Na pierwszy plan wysuwa się tu zbiór praw, które człowieka usprawiedliwiają lub osądzają, a brakuje osobowej relacji do Boga. Jeśli nie rozbijemy tego schematu myślenia, nie będziemy w stanie w sposób dojrzały mówić o życiu chrześcijańskim, o miłości, małżeństwie, seksualności.
◗ Czym zatem jest to dojrzałe mówienie o seksualności?
To ukazywanie tej sfery w perspektywie rozwoju. W żadnej dziedzinie życia nie jesteśmy od razu w pełni sprawni, wszystkiego musimy się uczyć, często latami. Małżeńska czystość to ideał, do którego dąży się przez całe życie. Pojawiające się co jakiś czas problemy z opanowaniem zmysłów są powszechne i przeżywają je nawet najbardziej religijne i uformowane duchowo pary.
◗ Czy to znaczy, że małżonkowie mają nie dramatyzować, jeśli – aby nie doprowadzić do poczęcia dziecka – wybiorą na przykład petting?
To naturalne, że małżonkowie chcą okazywać sobie miłość także przez dotyk. A ponieważ w okresie płodnym są bardziej pobudzeni i atrakcyjni dla siebie, zrozumiałe jest, że zdarza im się pieścić bez dążenia do pełnego aktu seksualnego. Bywa, że doprowadzą się tym do orgazmu. Nie możemy z góry zakładać, że popełniają wtedy grzech ciężki, ponieważ w ten sposób zaprzeczylibyśmy naturalnemu przeświadczeniu, że miłość w małżeństwie sakramentalnym jest wyrażana przez cielesną bliskość, intymność. Równocześnie moglibyśmy doprowadzić do takiej sytuacji, że co wrażliwsze osoby będą się bały iść razem do łóżka – bo nigdy nie będą pewne, czy wieczorem lub w nocy nie zdarzy się tak, że utracą łaskę uświęcającą.
Należy jasno powiedzieć, że w tej sferze spontaniczne, nieumyślne sytuacje (gdy małżonkowie, okazując sobie miłość, nadmiernie się przy tym rozbudzą) mogą w ogóle nie być grzechami. Żona i mąż nie powinni więc popadać z ich powodu w poczucie winy. W innych przypadkach świadome decyzje bywają naznaczone niedojrzałością, przez co są grzechami powszechnymi – tak jak w każdej innej sferze życia, np. gdy małżonkowie kłócą się o byle co. Natomiast ciągłe i systematyczne, mające znamiona wyboru opcji życiowej, doprowadzanie się do orgazmu poza stosunkiem seksualnym może wyrządzić krzywdę relacji małżeńskiej i powinno być jednoznacznie uznane za poważne zło moralne.
Równocześnie chcę podkreślić, że celem życia erotycznego jest dążenie do pełnego zjednoczenia się w ciele, zgodnie z fizjologią, a więc z wniknięciem penisa do pochwy i wytryskiem wewnątrz. Taki sposób zakończenia stosunku płciowego, dający poczucie całkowitego spełnienia fizycznego i duchowego, jest dla małżonków wyzwaniem na zasadzie: skoro w tym miesiącu nie byliśmy w stanie doprowadzać się do zaspokojenia tylko w sposób pełny – to w następnym się postaramy. A jeśli się nie uda – to w następnym. Tak jak piłkarz, który zawsze podczas meczu chce zagrać jak najlepiej, ale bywa, że mu się to nie udaje. Jeśli mówimy mu, że to jest normalne, że ma gorsze dni, ale najważniejsze, by ćwiczył dalej, to kładziemy akcent całkiem gdzie indziej. Odchodzimy od klasyfikowania: „grzeszne”, „niegrzeszne”, a zaczynamy myśleć w kategoriach: jak piękniej, z większym szacunkiem, głębiej okazywać sobie miłość w sferze seksualnej. Jak sprawić, by nasze współżycie było coraz bardziej więziotwórcze.
◗ Czy taki sposób myślenia dotyczy także stosunku przerywanego?
Każdy z tych przypadków trzeba rozpatrywać inaczej. Decydując się na stosunek przerywany, mąż w sposób świadomy posuwa się w działaniu jeszcze dalej niż do silnie rozbudzających pieszczot.
Warto sobie uświadomić, że stosunek przerywany – w przeciwieństwie do pełnego aktu, podczas którego małżonkowie doświadczają jedności – nie pomaga w tworzeniu więzi. Analizując go od strony biologicznej, można powiedzieć: wytrysk wewnątrz czy na zewnątrz – nie ma to znaczenia. Biorąc jednak pod uwagę, że akt płciowy ma służyć przede wszystkim potęgowaniu poczucia jedności między kobietą a mężczyzną, problem staje się o wiele bardziej poważny. Co to za tworzenie relacji, gdy mąż podczas współżycia nieustannie myśli: „Czy już wyciągnąć, czy jeszcze nie?”, a żona się zastanawia: „Czy zdąży, czy nie zdąży”? Niezmiernie istotny dla budowania jedności małżeńskiej moment zespolenia zostaje zakończony w chwili najważniejszej: u progu spełnienia i zatopienia się małżonków w sobie. Stosunek przerywany nie sprzyja zatem budowaniu jedności, a w niektórych przypadkach może wręcz bardzo poranić. Dlatego, jeśli małżonkowie chcą pogłębiać więź, nie mają innej drogi, niż unikanie go. Ale jeśli zdarzy się im współżyć w ten sposób, nie trzeba dramatyzować. Lepiej potraktować to jako zaproszenie do rozmowy o swoich obawach, problemach, pragnieniach, o tym, że nie jest to idealne rozwiązanie.
◗ Co w przypadku, gdy mąż sam decyduje o przerwaniu stosunku i nie słucha argumentów żony? Czy dobrym rozwiązaniem będzie odmowa współżycia z jej strony?
Często w takich wypadkach można usłyszeć radę: „Nie współżyj”. Ale to nie jest myślenie małżeństwem, lecz celibatem. Tworzymy w ten sposób przepaść między mężem a żoną. W małżeństwie chodzi przede wszystkim o wzrastanie razem: jedno z małżonków ma większe problemy, drugie mniejsze, jednemu łatwiej, drugiemu trudniej – także w sferze seksualnej. Dojrzewają wspólnie, wspierając się wzajemnie w trudnościach, a nie podejmując radykalne decyzje zerwania relacji w tej dziedzinie i ustawiając się przeciw sobie.
W opisanej przez Panią sytuacji ważne jest, by żona starała się odwieść męża od takich aktów płciowych i nie zgadzała się na nie z byle jakiego powodu, inaczej poczuje się wykorzystywana. Zaprzestanie współżycia nie jest w tym wypadku dobrym rozwiązaniem problemów. Bo przecież… jeśli ludzie żyją pod Wezuwiuszem, który co jakiś czas dymi czy wybucha, to nie powód, by nie kochać Neapolu i uciekać od tego pięknego miasta.
◗ Kolejnym sposobem na niedopuszczenie do zapłodnienia jest prezerwatywa, prawda?
Tak. To następny poziom oddalenia się żony i męża od siebie, stawianie wyraźnej bariery w tworzeniu więzi. Decyzja któregoś z nich, że chce używać prezerwatywy, oznacza, że bałagan w życiu seksualnym pary jest dość duży i druga strona powinna w sposób zdecydowany się temu sprzeciwić. Jeśli proponujący taką formę antykoncepcji małżonek mimo to się na nią zdecyduje, będzie jasne, że nie liczy się z wolą życiowej partnerki i myśli tylko o sobie. Chociaż współżycie nadal może mieć miejsce – pod takimi warunkami, jak w przypadku stosunku przerywanego. W sytuacji zaś używania środków, które mają lub mogą mieć działanie wczesnoporonne (w tym tabletek antykoncepcyjnych), to „nie” powinno być nie tylko wyraźne, ale i definitywne. „Dopóki z nich nie zrezygnujesz, nie możemy podjąć współżycia”.
◗ Cały czas zachęca Ojciec do kształtowania życia seksualnego poprzez podejmowanie kolejnych prób i radość nawet z małych zwycięstw. A jak wygląda to, do czego dąży para, czyli idealny sposób funkcjonowania w okresie wstrzemięźliwości?
Potrzeba pieszczot i reakcja na nie jest sprawą bardzo zindywidualizowaną. Istotne, aby małżonkowie we wzajemnym dialogu odkryli, jaki sposób przytulania i dotyku umacnia ich uczucie. Chodzi o to, by nie rozbudzali się zanadto, a równocześnie – przez zbytnią oschłość – nie zabili czułości oraz poczucia emocjonalnej i cielesnej bliskości.
I tu ważne zadanie dla kobiety: żeby zrozumiała mężczyznę z jego silną seksualnością i pomagała mu z miłością, a nie z lękiem, który często powoduje zbyt rygorystyczna moralność. Gdy na przykład w okresie wstrzemięźliwości zauważa, że mąż jest pobudzony i gotowy fizycznie do podjęcia współżycia, niech nie boi się zasygnalizować mu, że rozumie jego pragnienie. Może to uczynić przez przytulenie go czy objęcie dłonią penisa w taki sposób, by męża nie rozbudzić jeszcze bardziej, ale wyrazić akceptację dla jego sił witalnych. Do takiego delikatnego podejścia uzdalnia łaska sakramentu małżeństwa, gdy się z niej dobrze korzysta.
◗ Czy różnorodne pozycje seksualne to element budującej więź sztuki miłosnej, czy raczej „techniczny” sposób szukania przyjemności?
Także tutaj – podobnie jak w grze wstępnej – nie można wprowadzać rozróżnienia: ta pozycja tak, a ta już nie. To pole do eksperymentów. Dozwolone jest to, co obojgu małżonkom przynosi radość. Jednak zbytnie skupienie się na stronie technicznej i przesadne instruowanie drugiej osoby może sprawić, że, zamiast przeżywać piękno zjednoczenia, poczuje się ona jak narzędzie do zaspokajania seksualnych potrzeb. Sumienie powinno czuwać, aby nie utracić tego, co w akcie jest najważniejsze – okazywania miłości i szacunku oraz troski o obdarowanie drugiej osoby przyjemnością. Bo seks po katolicku to sto procent satysfakcji!
Na każdym etapie życia małżonkowie doświadczają innych problemów w życiu seksualnym. O warunkach, które pomogą wam pełniej przeżyć akt seksualny, o współżyciu podczas ciąży, o laktacji i klimakterium, o nowoczesnych metodach planowania rodziny, o problemach z płodnością, zaburzeniach emocjonalnych i fizycznych oraz innych zagadnieniach możecie przeczytać na stronie internetowej www.szansaspotkania.net Tu także znajdziecie szczegółowe informacje o prowadzonych przez ojca Knotza rekolekcjach na temat aktu małżeńskiego.





